2017-02-28

Od Bianki C.D. Oliviera

Po niemal całym popołudniu spędzonym w stajni czułam się zmęczona, ale i szczęśliwa, jak zawsze po zajmowaniu się końmi. Towarzystwo znalezionej przeze mnie przed tygodniem, małej, czarnej kotki przypominającej raczej kulkę sierści, także satysfakcjonowało mnie bardziej, niż gdybym miała spędzać czas z większością uczniów akademii.
Widząc, że na zewnątrz zrobiło się już całkowicie ciemno, westchnęłam. Znów się zasiedziałam, a o 22 powinnam być przecież w budynku. Żal mi było jednak zostawiać Nalę w stajni. Co prawda znalazłam ją właśnie tutaj, w sianie, ale jednak wydawało mi się to nieodpowiednie miejsce dla małego kociaka.
Niewiele myśląc, wzięłam na ręce czarnego sierściucha i schowałam pod bluzą, zasuwając odrobinę zamek, by ukryć swoje zwierzątko. O zakazie zwierząt w akademii nikt jeszcze nie wspominał w jakiś szczególnie surowych kategoriach, ale niestety nie zauważyłam, by którykolwiek uczeń miał zwierzaka. Mimo wszystko jednak postanowiłam przemycić do siebie Nalę.

Od Olivier'a - Do Bianki

    Księżyc świecił w pełni białym blaskiem, niezmąconym najmniejszą chmurą, czy kawałeczkiem mgły. Wiatr delikatnie potrząsał drzewami, przez co ich szum zagłuszał znikającą w oddali cywilizację. Gdzieś w oddali słychać było huczenie sów, w miarę jak zagłębiałem się w las, szum aut i miasta przestał być słyszany. Byłem tylko ja, mój motor i ciemny las bez żadnych świateł, czy ani skrawka cywilizacji. Asfaltowa ścieżka w końcu zmieniła się w kamienną, na której o wiele trudniej było jechać motorem, co jeszcze bardziej mnie skołowało. Gdzie, do jasnej cholery był ten ośrodek? W środku jakiegoś wielkiego lasu? Kątem oka spojrzałem na zegarek w radiu. Prawie dwudziesta. Cóż, wyjechałem przynajmniej godzinę wcześniej, a nadal nic nie było widać. Gdy zacząłem coraz bardziej się niecierpliwić, dostrzegłem tabliczkę z napisem ''Ośrodek W prawo''. Od razu domyśliłem się, o co chodzi i skręciłem we wskazanym kierunku. Nie minęło wiele czasu, zanim dotarłem do ogromnego, wiktoriańskiego budynku w samym środku lasu, na kompletnym odludziu.
     Zaparkowałem motor przed akademią i zapukałem do drewnianych, masywnych drzwi. Przez chwilę słyszałem jedynie swój oddech i ciche odgłosy natury, lecz w końcu do moich uszu dobiegł dźwięk czyichś kroków. Pokrótce otworzył mi starszy mężczyzna o siwych włosach, ubrany w czarną, dobrze dobraną marynarkę i luźne jeansy. Wyglądał na miłego.

Even Reyes



  • Imię i Nazwisko: Even Reyes
  • Płeć: Mężczyzna
  • Przezwisko/ Ksywa: Otwarty na propozycje.
  • Wiek: 21 lat
  • Data Urodzenia: 01.10
  • Orientacja: Biseksualna

Olivier Sebastien Marshall


  • Imię i Nazwisko: Olivier Sebastien Marshall
  • Płeć: Mężczyzna.
  • Przezwisko/ Ksywa: Zazwyczaj mówią do niego Olivier, ale zdarza się też, że złośliwie przezywają go ''Olek'', za co niejeden już oberwał.
  • Wiek: 20
  • Data Urodzenia: 18 luty
  • Orientacja: Heteroseksualna

Od Nico

Podniosłem głowę z nad telefonu. Dojechaliśmy. Matka zatrzymała samochód i odwróciła się do mnie.
-Wiesz, że cię kocham Nico, ale to dla twojego dobra - Przekrzywiła głowę.
-Da, Ja znaju . Tylko czemu ja?
-Taki jesteś i tyle, po prostu nie zrób z siebie idioty -Poklepała mnie zaczepnie w ramię. Kochana mama. Podniosłem oczy na tatę. Siedział z palcami zaciśniętymi na kierownicy i oddychał głośno.
-Papa? Będzie dobrze , będę dzwonił codziennie -Obiecałem.To jednak z nim byłem bardziej zżyty , w końcu on mnie wychował . Mama pracowała. A on był w domu i się mną zajmował. Pokiwał głową i wysiadł. To samo zrobiłem ja i mama. Wyciągnąłem walizkę z bagażniku i popatrzyłem na wielki budynek. I tu się mam uczyć? Być sobą. Dobre sobie , nikt mi nie potrafił nigdy wytłumaczyć czym ja jestem. Założyłem plecak i powoli wciągnąłem 3 walizki do pokoju który został mi wskazany. Był wielki. Stało w nim łóżko , tfu! Łoże! Mogłem urządzić orgię i by się pomieścili wszyscy! Pokręciłem głową sam siebie karcąc, jak byś kogokolwiek kiedykolwiek miał w łóżku . Postawiłem co moje na ziemi i przytuliłem mocno ojca.
-Kocham cię nie zapominaj okay? Dasz radę, masz ogród...
-Jak ty dasz radę? Nawet Terrki (nasz pies ) nie masz żeby cię ktoś bronił -Pociągnął nosem.
-Oj daj spokój, dam sobie radę , serio tata . Robisz mi wiochę -Zaśmiałem się i przytuliłem go raz jeszcze.
-Idę, powodzenia młody i .. znajdź sobie kogoś wreszcie -Powiedział wesoło i wyszedł. I tak zostałem sam. Wielki pokój zaczął się wydawać za duży. Pociągnąłem nosem , poprawiłem okulary i rozpakowałem się szybko. Moja gama kolorów szła od czerni do szarości poprzez biel, no poza bokserkami i skarpetami. Tu miałem tęczę i wiele innych kolorów. Kochałem takie zabawne kolorowe akcenty o których wiedziałem tylko ja.
Postanowiłem zobaczyć okolice, podobno była piękna więc zanim będzie obiad zdążę wrócić. Dzięki bogu za soboty. Przebrałem się w spodenki i dość niepewnie popatrzyłem na moje piękne blade nogi poprzecinane milionem szram , i do tego siniaki. No trudno urody się nie wybiera. Założyłem koszulkę i bluzę i wybiegłem szczęśliwy na spacer. Mieli stajnie? Zawsze chciałem się nauczyć jeździć, ciekawe jak to jest. Sad? Tylko skubany zamknięty jest. Echhh może kiedyś się włamie? Pfffff dobre sobie ja i łamanie zasad... Nagle na kogoś wleciałem.
-Uhhh... Wybacz? -Siedziałem na ziemi zabawne rozkraczony, No odleciałem kawałek. Będzie siniak na pośladku. Jęknąłem.


<CHCE KTOŚ POPISAĆ ?:d?>

Nicolas Carpediem

Znalezione obrazy dla zapytania cute boys with glasses

  • Imię i Nazwisko: Nicolas Carpediem
  • Płeć: Mężczyzna. 
  • Przezwisko/ Ksywa: Nico , Nelly
  • Wiek: 18
  • Data Urodzenia: 16 września
  • Orientacja: Sam tego do końca nie odkrył. Ale raczej Bi

2017-02-26

Od Ariany CD Dylana

Spojrzałam na niego, mogłam tylko zgadywać, jak bardzo w moich oczach trzaskają pioruny.
- Myślisz, że wszyscy, którzy mają kochających rodziców, prowadzą kolorowe życie? - w głowie miałam sytuację sprzed paru dni, w ciemnej uliczce... - Twój egoizm nie pozwala ci zobaczyć, że inni także cierpią.
Spojrzał na mnie takim wzrokiem, że niemal zaczęłam układać w głowie przeprosiny, ale zdążył wstać. Resztę drogi do ośrodka przeszliśmy w milczeniu.
***
Od mojego zgubienia się w labiryncie minęły dwa dni. Dwa dni, w których brunet mnie unikał...ze wzajemnością.
- Co się miedzy wami wydarzyło? Żadne z was nic nie chce powiedzieć - szepnęła w moją stronę June.
Ukradkiem rzuciłam okiem na Dylla, który siedział wpatrzony w swój obiad.
- Nic. Naprawdę, po prostu chyba nie przypadliśmy sobie do gustu.
Nie widziałam, jaka była jej reakcja, nie miałam ochoty wpaść z nią w utarczki słowne.
Nagle poczułam niesamowity ból w skroniach, dopadł mnie tak nagle, że nie mogłam złapać oddechu. Chwiejnie wstałam z krzesła i machnęłam ręka na przyjaciółkę. Nie chciałam jej martwić zwykłym bólem głowy. Gdy szłam przez stołówkę, starałam się zachować pozory normalności, ale gdy tylko zniknęłam ludziom z oczu, złapałam się ściany i zaczęłam oddychać głęboko. Cholera, czy to przez te wspomnienia?
Straciłam poczucie czasu, liczyło się tylko przesuwanie dłońmi po bogato zdobionych ścianach i poręczach.
Nagle poczułam na swoich ramionach czyjeś dłonie, nawet nie protestowałam. Ktoś zarzucił sobie moją rękę na szyję i odprowadził mnie pod pokój. Wygrzebał z mojej kieszeni klucz i otworzył drzwi.

2017-02-25

Timothy Enemycue



  • Imię i Nazwisko: Timothy (Tim) Enemycue
  • Płeć: Mężczyzna
  • Wiek: 19 lat
  • Data Urodzenia: 21 marzec
  • Orientacja: Heteroseksualny

2017-02-23

Od Alka C.D. June

- Cóż za pewność siebie! - zaśmiałem się, popędzając konia. Zwierzę ruszyło szybkim kłusem przed siebie, co również uczynił wierzchowiec June.
- A jakże! - odparła z uśmiechem. 
Odwzajemniłem jej gest i po krótkim wahaniu ścisnąłem łydkami boki konia tak, że ruszył jeszcze szybciej. Droga przed nami była prosta i bez przeszkód, dlatego mogliśmy bez żadnych obaw przejść do galopu. Po krótkim wyścigu dojechaliśmy pod ogrodzone miejsce, a gdzieniegdzie widniały znaki zakazu wstępu. Zwolniłem konia i spojrzałem za siatkę, gdzie najprawdopodobniej znajdował się jakiś sad albo coś w tym stylu.
- Mają problem z kradzieżą jabłek, że tak ogrodzili to pole? - zaśmiałem się, spoglądając na June, która również zatrzymała swojego rumaka.
- Nie. - odparła, patrząc na pokryte śniegiem drzewa - Ponoć kiedyś jacyś studenci urządzili sobie piknik w tamtym miejscu i właśnie wtedy zdarzył się wypadek, o którym huczano przez następne parę lat. Jeden z chłopaków wpadł do studni i ślad po nim zaginął.
- Gdyby blokować dostęp do każdego miejsca, w którym zdarzył się jakiś wypadek, ludzie by się nie pomieścili na świecie. - zauważyłem, rzucając jeszcze przelotne spojrzenie na pokryty cienką warstwą śniegu sad. June wzruszyła tylko ramionami - Dobra, jedźmy dalej. 
Jako, że wkroczyliśmy do lasu, nie popędzaliśmy już koni do kłusa, a jedynie podążaliśmy leśną ścieżką szybszym stępem. Rozglądałem się wokoło, próbując szukać jakichś ciekawych obiektów, gdyż nic w tym miejscu już nie mogło mnie zdziwić. Wtem przypomniałem sobie o czymś, o czym dwa lata wcześniej wspominała mi przez telefon Sandra, moja siostra. 
- A... słyszałem o jakichś ruinach domu. Jest to w tym lesie, gdzieś w pobliżu? - zapytałem, patrząc z wyczekiwaniem na dziewczynę, która, ze względu na wąską ścieżkę, przejęła prowadzenie.
- Mhm... - zastanowiła się chwilę - Troszkę drogi to jest, ale nie tak znów daleko.
- O, rany, jedźmy tam, proszę! - oczy niemalże natychmiastowo mi się zaświeciły. Uwielbiałem miejsca tego typu, bo od zawsze sprawiały wrażenie takich ciekawych, tajemniczych... Musiałem odwiedzić te ruiny, musiałem!

June?

Od Dylana C.D. Ariany

- Ja? Ale… Mmmm - pisnąłem, a dziewczyna wybuchnęła śmiechem. - Szecież ja tu się martwię… jakie siedem?
- No może osiem - odparła, a ja zrobiłem minę zbitego psa.
- Osiem?
- Mhm.
- Nie dość, że czternastolatka, to jeszcze się mądrzy - odparłem udając, że się obraziłem.
- Kto przepraszam?
- No czternastolatka… taka mała, słodziutka, niegroźna.
- Taką mnie widzisz?
- Jestem dwudziestoletnim chłopakiem, którzy dobre dziesięć lat rozwija swoje Diamentowe zdolności. Tak. Jesteś mała, słodziutka i niegroźna - chciała mi dać kuksańca w bok, ale złapałem ją za rękę. - I jeszcze do tego próbujesz mnie bić?
- A mam jakiś inny wybór? - zamyśliłem się. Cóż… jest kilka możliwości… otrząsnąłem się. Dylan cholera jasna, przestań. Zatrzymałem się, puściłem ją i stanąłem naprzeciwko niej.
- No to mnie uderz - spojrzałem jej w duże, niemal czarne oczy. Były piękne. Dylan skup się, tutaj chodzi o twój honor… i wygraną.
- Nie.
- No, ale przecież możesz i nigdy nawet nie zamierzałem oddać. To nie w moim stylu. Uderzyć to ja mogę damskiego boksera i to nawet z wielką ochotą.
- Tak? - zapytała cicho. Czułem, że moje słowa przywołały jakieś niemiłe dla niej wspomnienia.
- Coś nie tak?
- Nie... po prostu noga mnie boli - odparła. Miałem dziwne wrażenie, że kłamie.

Od Ariany CD Dylana

Chodziłam po ogrodzie tak długo, że już ledwo stawiałam kroki. W pewnym momencie poślizgnęłam się i boleśnie wykręciłam kostkę. Mam nadzieje, że to nic poważnego...ale od tamtej pory siedzę tu i nie mogę wstać, nogi mam jak z waty.
Założyłam na bluzę chłopaka swoją kurtkę. W nozdrza uderzyła mnie słodka woń, którą czułam już gdzieś kiedyś...ale za cholerę nie mogłam sobie przypomnieć kiedy i gdzie.
- Przepraszam… - westchnęłam
- Nie, nie…proszę…nie masz za co przepraszać.
- Ale…
- Nie ma ale - powiedział i pogładził mnie po włosach.
Wzdrygnęłam się, moje całe ciało przeszedł dreszcz, mimo ciepłej bluzy zrobiło mi się jeszcze zimniej, niż przedtem.
- Uspokój się. Przecież tutaj jestem, tak? Nigdzie się bez ciebie nie ruszam. Nikt nie zrobi ci krzywdy
Już nie zrobią ci krzywdy.
Podniosłam głowę, wpatrując się w błękitne oczy mężczyzny.
- Dasz rade wstać?
- Spróbuje - podparłam się rękami i spróbowałam dźwignąć na nogi, ale wtedy poczułam ostry bol w kostce i syknęłam.
- Szlag, skręcona...naprawdę przepraszam za to wszystko. Postąpiłam głupio, lekkomyślnie, nieodpowiedzialnie...
- Przestań tyle gadać - przerwał mi, pomagając wstać.
Złapał mnie za łokieć, zaczęliśmy iść w stronę wyjścia...a raczej ja kuśtykać.
- Może jednak cię ponieść? - zaproponował.
Coś ścisnęło mnie za serce, dlaczego się mną przejmuje?
- Nie, dzięki. Dam radę, naprawdę.
Czułam, że nie zniosłabym takiej bliskości...po prostu bym się udusiła. Skąd we mnie ten irracjonalny lęk przed dotykiem? Czy może to mieć coś wspólnego z...nie, jestem na to za silna. Głupie urojenia, przecież wyszłam z tego cało...
- Ile właściwie masz lat? - usłyszałam nagle
- Kobiety o wiek się nie pyta - zaśmiałam się.
- Kobieta...a więc jesteś pełnoletnia.
Obruszyłam się.
- Oh...a na ile wyglądam?
- Takie słabe szesnaście.
- Ty za to na siedem. Tak mentalnie - ucięłam.
Odwróciłam od niego twarz, udając obrażoną, ale w rzeczywistości gościł na niej uśmiech rozbawienia.

[Brak weny Dyluś :c]

Od Dylana C.D. Ariany

Kiedy dziewczyna wyszła z sali balowej, wróciłem do gry na pianinie. Po chwili uciąłem melodię w połowie. Znowu wyszło tak samo… sam już nie widziałem, co ze mną jest nie tak. Wszyscy mnie omijają. No może im nie pomagam z moim usposobieniem, ale też jakimś despotą nie jestem. Wiem na przykład, że lubię tę dziewczynę, choć nic o niej nie wiem. Właściwie… to może jednak wiem. Kiedyś próbowałem wywoływać wspomnienia, lecz skończyło się tak, że do dziś mam koszmary i co jakiś czas halucynacje. Ze wspomnieniami nie ma żartów, ale przecież nikt nie ostrzeże o tym jakiegoś szesnastolatka… jednego z tysięcy. Dobrze, że mnie wtedy znaleźli, bo pewnie bym tam zwariował, ale mniejsza z tym. Zwinąłem słuchawki i schowałem do kieszeni bluzy, wstałem, po kilku minutach wyszedłem z budynku. Kierowałem się prosto do stajni, dawno nie widziałem Hadesa. Antony był zajęty jakimiś uczennicami, które widziałem po raz pierwszy, więc sam przygotowałem mojego Anglika, aby po jakimś czasie, jechać kłusem w stronę lasu. Przed nami rozciągała się dość spora przestrzeń, ale nie miałem ochoty na szybką przejażdżkę. Po prostu chciałem pobyć z moich skarogniadym przyjacielu. Uwielbiałem tą maść u koni, chociaż siwe są niemniej piękne. Kiedyś miałem straszliwą słabość do tych zwierząt. Podziwiałem ich posłuszeństwo, przywiązanie, inteligencję, majestatyczność. Bardziej majestatyczne to chyba tylko jelenie są. Podczas jednego z przebłysków byłem na polowaniu. Jednak w tym cyklu nie wyobrażałem sobie możliwości polowania. Jakaś zmiana poglądów, czy co… nie wiem, ale ciężko mi pomyśleć, że kiedykolwiek mogłem skrzywdzić zwierzę, bo tego bezbronne, nie robiące mi krzywdy. Hades to mój drugi koń. Poprzedni również był pełnej krwi angielskiej. To obecnie najszybsze konie na świecie, za co je szczerze kochałem. Kiedy wracałem do stajni, podeszła do mnie June. Zatrzymałem konia.

Od June C.D. Alka

- Ja? - zdziwiłam się.
- Tak, ty - zaśmiał się.
- Cóż… mam nawet własnego konia. Stąd prosty wniosek, że jeżdżę konno, ale raczej nie robię tego zbyt często. Dlatego mój koń, to bardziej koń Dylana.
- A Dylan to? - dopytywał.
- Mój przyjaciel, który kiedyś miał świra na punkcie jazdy konnej. Ma trzy konie, no a z moim cztery. Trzy z nich to andaluzy, jego dwa białe, mój siwy, jednak nigdy nie widziałam, aby na nich jeździł. Użycza tych koni innym, uczy ich na nich jeździć i tak dalej. Sam jeździ na tym przystojniaku - zatrzymałam się przy boksie, w którym stał piękny, wręcz majestatyczny, skarogniady koń. - Pełnej krwi angielskiej. Ma fioła na jego punkcie, ponieważ nie znalazł jeszcze konia, który jest w stanie go wyprzedzić.
- Piękny - przyznał chłopak. - Tylko ten Dylan może na nim jeździć?
- Właściwie to nie, ale Hades często ma humory i słucha właściwie tylko Dylla.
- Hades? - zaśmiał się.
- Cecha charakterystyczna mojego przyjaciela. Czasem nie rozumiem otaczającej go ciemności.
- Może takie przeznaczenie.
- Może - powtórzyłam za nim. - Ale co tam jakiś ponurak, przejedziemy się?
- Dasz radę jechać w tym stroju? - uniósł jedną brew i przejechał po mnie wzrokiem.
- Wątpisz we mnie?
- Jakbym śmiał.
- To chodź - przeszliśmy kilka boksów dalej. - Ty bierzesz tego, a ja swojego.
- Pewna jesteś?
- Owszem. Jestem - odparłam wyprowadzając mojego andaluza. Po okulbaczeniu koni i wyprowadzeniu koni, Alek bez problemu dosiadł swojego. Ja się delikatnie skrzywiłam, patrząc na moją sukienkę.
- Pomóc ci? - wyszczerzył się chłopak.
- Nie, dam sobie radę - przecież nie przyznam się do słabości. Stanęłam tyłem do boku konia, jedną stopę włożyłam w strzemię i nawet nie wiem jakim cudem, ale po chwili siedziałam bokiem na siodle. Kilka minut popraw w nim, kręcenia się i byłam wreszcie gotowa i nieźle zmęczona. - Gotowy?
- A ty? - zaśmiał się.
- Zawsze jestem gotowa, pamiętaj mój drogi.


Alek?

Eclypse Reynolds


  • Imię i Nazwisko: Eclypse Reynolds
  • Płeć: Mężczyzna
  • Przezwisko/ Ksywa: Ely, Criedwolve
  • Wiek: 17 lat
  • Data Urodzenia: trzynasty listopada
  • Orientacja: Homoseksualna 

2017-02-22

Od Ariany CD Dylana

Mam nadzieję, że to był przebłysk, a nie jakaś poważna choroba psychiczna. Takie rzeczy też się zdarzają. A szczerze mówiąc...kompletnie nic nie pamiętam z tego przebłysku.
Coś we mnie chciało spędzić z nim ten poranek...w końcu został mi aż tydzień wolnego do rozpoczęcia nauki. Mózg jednak podpowiadał mi, że...
- Przepraszam, nic jeszcze nie jadłam i wiesz...
Uśmiech wyraźnie znikł z twarzy chłopaka, ale po chwili znów przybrała obojętny wyraz. Wzruszył tylko ramionami i wrócił do pianina.
Skierowałam swoje kroki w stronę stołówki, tym razem nie była aż tak zatłoczona. Przez całą drogę myśli zaprzątał mi jasnooki...cholera, powiedziałam znowu coś nie tak.
- Ari, gdzie się podziewałaś cały ranek? - June gwałtownie położyła mi dłoń na ramieniu, przez co niemal udusiłam się owsianką.
- Chcesz, żebym na zawał zeszła?
- Mów gdzie byłaś i z kim - siadła naprzeciwko mnie, podpierając głowę na łokciach.
- Sama... - zaczęłam
- Stop. Przestań kłamać. Przygryzasz wargę - przerwała mi stanowczo, uśmiechając się po chwili.
- Okej, byłam w sali balowej...
- Z Dyllem!
- C-Co? Skąd wiesz? - zamarłam
- Miał taki rozmarzony wyraz twarzy - zaśmiała się uroczo.
Czy ja czegoś nie zrozumiałam w ich relacji? Więc ona i on wcale nie są...a z resztą, nie obchodzi mnie to.
Z opresji wyciągnęła mnie owsianka, która zrobiła się na tyle zimna, że nie dało się jej jeść. Wstałam, odkładając jedzenie do okienka.
- Przepraszam, że nie dojadłam - powiedziałam do stojącej do mnie tyłem kobiety.
Kucharka obdarzyła mnie szerokim uśmiechem, przez co zrobiło mi się cieplej na sercu, odwzajemniłam go. Pewnie rzadko spotyka się z tym, że ktoś odnosi jedzenie i w dodatku ją przeprasza.
Ja zostałam nauczona szanować wszystkich, bez względu na pozycję społeczną.
June się zmyła, nie pozostało mi nic innego, niż jakaś ciekawa wycieczka. Siedząc ciągle w pokoju, oszaleję.
Wróciłam na chwilę do siebie, założyłam kalosze i coś ciepłego. Znalezienie wyjścia poszło mi łatwo, wystarczyło zejść na parter.
Droga w lewo prowadziła do drogi, a w prawo do ogrodu. W nieznane. Bez wahania wybrałam drugą ścieżkę, nie zważając na ogromne kałuże. Z przyjemnością wchodziłam w największe błoto, zanurzając nogi niemal po końce granatowych kaloszy. Weszłam do labiryntu, podziwiając piękne figury i staranność strzyżenia żywopłotów. Zanim się obejrzałam, byłam już...niewiadomo gdzie. Spróbowałam wspiąć się na krzak, ale drewno było zbyt śliskie i mokre od deszczu, bym mogła się utrzymać na nim dłużej niż parę sekund. Spokojnie, pójdę tędy i na pewno w końcu wrócę do akademii. Z tą optymistyczną myślą brnęłam dalej przed siebie, zagłębiając się w coraz dziksze tereny ogrodu...co może być po drugiej stronie?

[Dyll?]

Od Alka C.D. June

- Robi wrażenie. - uśmiechnąłem się szeroko, rozglądając się z ciekawością po pokoju - Ogólnie ten budynek jest, jakby nie patrzeć, niesamowity. Pięknie się prezentuje. Moja siostra uwielbia takie miejsca, spodobało się jej od pierwszego wejrzenia.
- A więc masz siostrę? - dopytała dziewczyna, wchodząc wgłąb pokoju. Pomaszerowałem powoli za nią, mając w zamiarze zostawienie walizki przy łóżku.
- Mhm... Nawet cztery. - odparłem wesoło - Trzy z nich już tutaj są od iluś lat, a z Mileną przyjechałem dzisiaj. Może znasz któreś z nich? W każdym razie możemy kiedyś wszyscy się spotkać, może coś z tego wyjdzie.
- Jasne. - odparła z uśmiechem.
- No dobra... - ciągnąłem, biorąc głęboki oddech - ... to gdzie teraz pójdziemy? Skoro odłożyłem już torbę, zostawię ją tutaj; nie ma sensu się teraz rozpakowywać, tym bardziej, że straciłbym towarzystwo tak sympatycznej dziewczyny. - zasugerowałem subtelnie, patrząc na nią radośnie.
- Może... stajnie? - zaproponowała, ignorując mój komplement.
- Stajnie? Ach, zapomniałem, macie konie. - zreflektowałem się - Jeździłem kiedyś konno. Nie jestem w tym najlepszy, ale zawsze coś. Możemy tam pójść.
Wyszliśmy z pokoju, a ja zamknąłem drzwi na klucz, po czym schowałem go do kieszeni mej ulubionej bluzy. Skierowaliśmy się w tamtą stronę, z której to przyszliśmy do mej sypialni, by wkrótce trafić z powrotem do głównego holu, a chwilę potem na zewnątrz. Podążyliśmy żwawym krokiem do kompleksu drewnianych, uroczych stajni, a i z daleka już było słychać rżenie i parskanie koni.
- Wypożyczają tutaj konie, czy trzeba mieć własnego? - zapytałem, wchodząc do środka i głaszcząc po pysku pierwszego napotkanego zwierzaka.
- Możesz jeździć na jednym ze szkółkowych. - oznajmiła dziewczyna, idąc za mną.
- To super. - odetchnąłem z ulgą - Nie mam swego konia, chociaż kiedyś chciałem mieć. Niemniej przydałoby się przypomnieć trochę ten sport. A ty jeździsz konno, czy raczej nie? - spytałem.

June? :v

2017-02-21

Od Dylana C.D. Ariany

Pamiętam, że Sonata Księżycowa Beethovena, to pierwszy utwór, którego nauczyłem się grać. Zawsze nim zaczynałem grę, również jak kończyłem i przerywałem inne kiedy tamte mi nie szły. Po raz dziesiąty tego dnia grałem tą melodię, kiedy pomimo słuchawek i dźwięków pianina usłyszałem uderzenie. Zdjąłem słuchawki, położyłem je razem z telefonem na pianinie i odwróciłem się. Na podłodze siedziała, drobna dziewczyna o charakterystycznej urodzie, Ariana. Podszedłem do niej szybko, kucnąłem, delikatnie złapałem ją za ramię.
- Wszystko okej? - zapytałem, a ona jakby otrząsnęła się z transu. Wcześniej nie było tego po niej widać... dziwne.
- Tak, przepraszam, gapa ze mnie...poślizgnęłam się - zaśmiała się, wstając. Zrobiłem to samo, a nasze spojrzenia się złączyły. Czułem jak mimo woli, na moje usta wstępuje uśmiech. Jednak to nie był uśmiech kpiny, raczej radość, że to ona mnie tutaj znalazła. Co ważniejsze, sama.
- Nie powiem, ślisko tutaj - odparłem. - Grasz?
- Nie... nie potrafię.
- Jeśli chcesz, to mogę cię trochę poczuć - zaproponowałem.
- Wiesz, muszę znaleźć June, pewnie jest przerażona, bo nie ma mnie w pokoju... i muszę się rozpakować...
- I nie musisz kłamać - przerwałem jej. - Nie wiem z jakiego powodu się mnie boisz, ale nie musisz.
- Naprawdę nie wiesz? - szepnęła, ale usłyszałem.
- Okey. Mam ponad metr dziewięćdziesiąt, jestem silny, szybki, starszy, wiem więcej o byciu Diamentowym, mam problemy z agresją i ludzie mnie unikają, ale nie rzucam się na wszystko, co się rusza - zaśmiała się.
- Moje słowa.
- Owszem, twoje wybitnie inteligentne słowa. Proszę... nie wiem dlaczego, ale jesteś jedną osobą na świecie, której nie chcę wystraszyć, bo czuję, że to tylko pogorszy twoje samopoczucie. Miałam przebłysk prawda?
- Ja... nie wiem...
- Inaczej. Przeniosłaś się tak jakby do innej sytuacji, ale nie mogłaś niczego w niej zmienić?
- Tak - odparła.
- No, czyli miałaś przebłysk. Niestety nie możesz tego kontrolować, ale możesz się nauczyć utrzymywać na nogach w ich czasie. W przeciwnym razie cała się poobijasz, albo tak jak ja, zlecisz z hukiem ze schodów i nie będą mogli cię dobudzić, po czym z rozpaczą stwierdzą, że się zabiłaś, a ty się obudzisz z transu - zaczęła się śmiać.
- Naprawdę zleciałeś ze schodów? - coraz głośniej się śmiała.
- No... miałem wtedy jakieś dziesięć lat - wsadziłem ręce do kieszeni. - Od tamtej pory, nauczyłem się nieco kontrolować moje ciało. To jak już nie wyglądam, na wampira lub innego wariata, to dosiądziesz się?
- A zagrasz mi wszystko o co poproszę?
- Jeśli dasz mi tego posłuchać kilka razy, to możliwe, że owszem, zagram ci wszystko.


Ari?

Od June C.D. Alka

- Cóż, to mój trzeci rok tutaj - odparłam. - Jednak staram się, kiedy to tylko możliwe, wyrwać się stąd.
- Aż tak tutaj źle? - zapytał chłopak. Zrównał krok z moim, szliśmy przez prawe skrzydło, do schodów.
- Nie - zaśmiałam się. - Po prostu jestem raczej typem osoby wolnej, kochającej niezależność. Niestety czasem mi tego tutaj brakuje. Ogólnie czysto, smacznie, fajnie, ludzie ciekawi, ale jak się taki Smith uprze, to żyć ci się odechciewa.
- Kto?
- A tak - pstryknęłam palcami. - Zapomniałam. Dyrektora widziałeś pewnie przy drzwiach, taki straszy, wyższy facet. Ogólnie to jest wielu nauczycieli mocy, ale jest dwóch mistrzów. To Smith i Seymour. Ten pierwszy to cham i prostak, ale podobno są szybkie wyniki, natomiast ona do niczego cię nie zmusi. Efekty są takie same, ale dłużej ci zajmie osiągnięcie ich. Mamy też psychologa, więc jak masz problemy, to idź prosto do niej, albo do dyra. To wspaniały człowiek.
- A kiedy dowiem się o lekcjach i tak dalej? - skręciliśmy na schody, a raczej ja skręciłam, a Alek po chwili dołączył, co wywołało mój śmiech.
- Do końca tego tygodnia mamy wolne. Kiedy wszyscy przyjadą, zostaniemy podzieleni, ale przygotuj się, że będziesz miał inną grupę na normalnych lekcjach, inną na tych no wiesz... magicznych - znowu się zaśmiałam. - Ale spokojnie, będzie dobrze.
- Jesteś tego taka pewna?
- Jasne. Tak w nawiasie mówiąc, to jestem zbyt pewna siebie podobno - szepnąłem, ale tak, żeby usłyszał. - Jednak to tylko plotki i pomówienia.
- Właśnie widzę - odparł śmiejąc się. Zatrzymałam się przed jednym z pokoi.
- No to Alek... oto twój pokój - powiedziałam teatralnie wskazując na drzwi. - A tak poza tym, to mi moja pewność siebie nie przeszkadza. Czasem jest nawet pomocna. Przykładowo prościej mi nawiązywać kontakty z nowymi ludźmi, wykłócać się o swoje racje, a także założyć coś, co niektóre dziewczyny by się wstydziły. Ja nie przepadam za zasadami i wstydzeniem się. To bariery w poznawaniu ludzi - zmrużyłam oczy. - Wchodzisz, do pokoju czy nie?
- A kto ma klucz - wyszczerzył się.
- Ups - uśmiechnęłam się przepraszająco i najszybciej jak mogłam otworzyłam drzwi. Weszłam do środka i zapaliłam światło, włącznik jest w tym samym miejscu, w każdym pokoju. - Zapraszam, do apartamentów, paniczu - odparłam śmiejąc się.

Alek?

Od Ariany CD Dylana

Obudziłam się kompletnie niewyspana, wyglądając pewnie jak dzień temu...czyli jak trup. W nocy ciężko było mi zasnąć. Nowe miejsce, te hałasy...nie potrafiłam określić, czy dochodziły z zewnątrz, czy z ośrodka. Stojąc znużona przy oknie, zauważyłam, że dwa balkony dalej ktoś mieszka...szybko skojarzyłam fakty. Dylan. Czy to nie jest chore, że obliczałam prawdopodobieństwo spadnięcia sześć metrów w dół, przy próbie dostania się na jego balkon? Chyba tak. Wszystko zrzuciłam na późną porę i niewyspanie.
Bez ociągania odkopałam się z ciepłych koców, nigdy nie miałam problemów ze wstaniem rano...ale budził mnie w nocy każdy, najcichszy dźwięk...plus był taki, że nie musieliśmy mieć w domu alarmu przeciwwłamaniowego. Coś ścisnęło mnie w sercu na myśl, że zobaczę Frankie'go i rodziców dopiero za jakiś czas. W nocy, z nudów, poukładałam w szafie wszystkie ubrania, łazienka cała była w moich kosmetykach. Mam hopla na punkcie swoich włosów, tak naprawdę są kręcone, czego nie znoszę i staram się zminimalizować bez konieczności użycia prostownicy. Prostownica to zło. June twierdzi, że wyglądam z tymi kręciołkami uroczo...ale wolę tego nie pokazywać światu. Związałam włosy w kok i szybko wciągnęłam na siebie wygodne leginsy i flanelową koszulę. No, oczywiście była za duża i za długa...ciężko znaleźć coś na dziewczynę 156. Jestem zmuszona wyjść do stołówki...moja lodówka jest pusta, muszę przy najbliższej okazji zrobić jakieś zakupy. Uwielbiam jeść śniadania w samej piżamie, która składa się z bielizny i bluzki....a tak nie będę paradować przed ludźmi. A w sumie to może mi wyjść na dobre, może poznam kogoś fajnego. Zanim wyszłam, rzuciłam okiem na skórzaną kurtkę, która jako jedyna została w walizce...po cholerę mi to było? Przecież to nawet nie mój styl, a mój wybawca jest wiele kilometrów stąd i na pewno już o mnie zapomniał.
***
Tłok panujący w stołówce sprawił, że automatycznie odwróciłam się na pięcie i zmieniłam kierunek podróży. Nienawidzę tłumów. Skorzystam z okazji i pójdę zobaczyć salę balową, wczoraj była niestety już zamknięta.
W miarę sprawnie znalazłam wejście, ma się tą orientację w terenie. Już miałam rękę na klamce, kiedy usłyszałam dochodzącą z pomieszczenia muzykę...pianino, albo fortepian. Nigdy nie umiałam odróżnić nawet fletu zwykłego od poprzecznego.
Melodia była piękna, ale przepełniona smutkiem...wprawiała mnie w melancholijny nastrój, zanim się obejrzałam, miałam prawie łzy w oczach. Nie mogąc się powstrzymać, weszłam do środka by zobaczyć, kto tak pięknie gra.
Za, ewidentnie, pianinem siedział chłopak w bluzie i ze słuchawkami na uszach. Nigdy nie widziałam go bez tej skórzanej kurtki, ale dobrze wiedziałam, że to Dylan. Doznałam czegoś w rodzaju deja vu...nagle zakręciło mi się w głowie, poczułam ostry ból w biodrze, ledwo zarejestrowałam, że siedzę na posadzce.
tayaiv:  F1000025 by Charlotte-robin on Flickr.   Glinda: That’s all it is!  Scarecrow: But that’s so easy! I should have thought of it for you.  Tin Man: I should have felt it in my heart.: ***
Ciepły, słoneczny dzień. Słońce wpadało przez okno, grzejąc moje ręce, które położone były na klawiszach. Spod moich palców wydobywał się okropny fałsz, żadna nuta nie pasowała do siebie.
- Idzie ci coraz lepiej, Elizabeth - usłyszałam znajomy głos za sobą
- Jasne, tylko próbujesz mnie pocieszyć,Kristian.
Mężczyzna usiadł obok mnie, obejmując mnie w talii i unosząc do góry, po chwili siedziałam na jego kolanach. Czułam jego ciepły oddech na swojej szyi, teraz to on grał na pianinie. A spod jego palców wydobywała się piękna, smutna melodia...
***
- Wszystko okej? - usłyszałam nagle
Co się, do cholery, przed chwilą stało? Przecież siedziałam tam, na kolanach K....kogo?
- Tak, przepraszam, gapa ze mnie...poślizgnęłam się - zaśmiałam się, wstając.
Moje oczy spotkały się z błękitnym spojrzeniem bruneta.


[Dyll?]

Od Alka C.D. June

- Alek, Alek... - usłyszałem za sobą cichy świst, charakterystyczny dla jednej tylko znanej mi osoby - Pakujesz się, doprawdy, w nieskończoność.
Odwróciłem się, zwracając swą rozpromienioną twarz w stronę Mileny, opartej o framugę drzwi. Ubrana była, jak zawsze, w lekko starte już od wielu wypraw dżinsy i luźny t-shirt z Hamiltona. Uśmiechnąłem się na ten widok jeszcze szerzej, gdyż ta koszulka była podarkiem ode mnie na jej osiemnastkę, wiedząc, że Mila uwielbia piosenki z tego musicalu. 
- Zmieniłaś kolor włosów? - zauważyłem z ciekawością, spoglądając na jej, tym razem, białe, długie włosy, opadające kaskadami na plecy. Pojedyncze dwa śnieżnobiałe loki wpadały jej na twarz, a moja siostra co chwila je odgarniała, wyraźnie nimi zirytowana.
- Mhm... - odparła, potakując lekko głową - Niebieski mi się znudził. Tym bardziej, że w nowej akademii poznam nowych ludzi. Trzeba zrobić dobre pierwsze wrażenie! - dodała, nie kryjąc ekscytacji. Milena z całą pewnością należała do osób, które uwielbiają być w centrum uwagi, a co za tym idzie, wyróżniać się. No i, po cóż kryć, wszelakie zmiany wprawiały ją w zachwyt. Moja siostra najpewniej umarłaby z nudów w życiu pełnym rutyny - Ale!, kończysz już? Czekam, spakowana, od godziny.
- Czekaaaaj... - jęknąłem, przyspieszając tempa - Jeszcze muszę spakować gry. Gdzie jest Dragon Age, do cholipy jasnej?!
- Spakowałam do swojej torby. - odparła Milena, coraz bardziej się niecierpliwiąc.
- A perkusja? Przywiozą mi potem? - dopytywałem z nadzieją. Bez mego ukochanego instrumentu ani rusz.
- Taa, mama coś wspominała, że później dostarczą jeszcze resztę twoich gratów. - skinęła głową - Dobra, zapinaj te walizy i chodź.
- Idę! - zawołałem, unosząc ręce w geście poddanej, po czym z trudem dopiąłem zamki. W końcu, zwarty i gotowy, podążyłem za siostrą, by spakować torby do auta.

***

Podróż była dość długa, acz ciekawa. Moja kochana siostrzyczka pamiętała na szczęście o wzięciu filmów i PSP, także nie nudziliśmy się podczas wyprawy. Gdy dotarliśmy na miejsce, nie mogłem uwierzyć własnym oczom. Budynek z całą pewnością robił wrażenie, a ja nie mogłem oderwać od niego oczu.
- Och... - westchnęła z zachwytem Milena, spoglądając na budowlę. Było wiadome, że od zawsze kochała tego typu architekturę - Pięknie tu. 
- Racja. - przyznałem, biorąc walizkę do ręki - Chodźmy.
Pożegnaliśmy się z rodzicami, którzy nas odwieźli, po czym powoli udaliśmy się do środka akademii. Milena, po dłuższej chwili stania bezczynnie, zaoferowała się, że poszuka gabinetu dyrekcji, recepcji czy czegokolwiek, tymczasem ja zostałem w holu głównym, wyglądając zapewne dość idiotycznie. Nie mogłem się doczekać, aż zobaczę resztę moich sióstr - Olgę, Zuzę i Sandrę - które były już w tym miejscu od przynajmniej dwóch lat. 
- Może w czymś pomóc? - z zamyślenia wyrwał mnie melodyjny, kobiecy głos. Obejrzałem się w kierunku dźwięku i momentalnie uśmiechnąłem wesoło.
- Właściwie to tak. - odparłem, spoglądając w śliczne oczy mej rozmówczyni.
Po przedstawieniu się i ogólnym planie tego, co mieliśmy zrobić, zapytała mnie o to, czy jej towarzystwo mi przeszkadza.
- Och, pewnie, że nie! - odparłem niemalże momentalnie z nieskrywanym rozbawieniem - Ośmielę się nawet stwierdzić, że towarzystwo tak urodziwej dziewczyny jest dla mnie zaszczytem. - dodałem, uśmiechając się szelmowsko. Momentalnie zapomniałem o tym, że miałem czekać na Milenę; trudno, napiszę jej później SMS-a. Nie mogłem przepuścić okazji poznania nowych osób.
- A więc... - zacząłem temat, gdy wyszliśmy z holu - Od jak dawna tu jesteś?

June? Wybacz, że takie jakieś słabe :vv

Od Dylana C.D. Ariany

Oparłem się o drzwi, naprzeciwko pokoju dziewczyny. Mogłem się założyć, że wybłagała go June, aby mieć swoją przyjaciółkę na oku. Jej pytanie, czy może zamieszkać w bibliotece bardzo mnie zdziwiło, ale teraz doszedłem do wniosku, że po prostu stanowi całkowite przeciwieństwo June. Przynajmniej na pierwszy rzut oka i pewnie tylko one potrafią znaleźć podobieństwa między sobą. Było w niej coś słodkiego… normalnie denerwują mnie takie rozkojarzone dziewczyny.
I kto to mówi? Zachowałeś się jak debil.
Prychnąłem, odbiłem się dłońmi od ściany i poszedłem wolnym krokiem do siebie. Jednak zanim zniknąłem za drzwiami, zerknąłem na jeden pokój... jej pokój, pokręciłem głową. Po chwili otoczyła mnie wspaniała ciemność mojego pokoju. Kiedyś się jej bałem, to był rok, podczas którego poznawałem moją pierwotną postać. Pewnego wieczoru stwierdziłem, że nie mam czego się bać, ponieważ to ja jestem ciemnością, a siebie się nie boję. Od tamtego czasu łażę po nocach jak kot, zresztą również widzę jak to zwierzę, za którym zbyt wybitnie nie przepadam.

Od Ariany CD Dylana

June...co ty odwalasz? A więc zostaliśmy sami.
- Myślę, że już jej dzisiaj nie spotkamy. Ale nie przejmuj się, to normalne - zaśmiałam się.
Szczerze to miałam ochotę poodkrywać sekrety tego miejsca razem z June, a nie pałętać się po opustoszałym budynku z obcym kolesiem. No okej...nie obcym, June mu ufa.
Nagle minął nas wysoki blondyn, obdarzając mnie czarującym uśmiechem. Odprowadziłam go wzrokiem do końca korytarza, aż zniknął mi z oczu, dopiero później spojrzałam znów na mojego rozmówcę, zadzierając do góry głowę. To najwyższa osoba jaką znam. Wprawdzie znam go parę godzin, ale już  wiem, że najbardziej denerwującą rzeczą w tym chłopaku jest to, że nie mogę nic odczytać z jego oczu. Ale muszę przyznać, że jego oczy są...
- Nawet o tym nie myśl - prychnął
- Hę? - poczułam się tak, jakby czytał mi w myślach...a jeśli to jego moc? Poczułam gorąco na policzkach.
- Michael Bane, obiekt westchnień wszystkich studentek. Równie przystojny, co niewzruszony na zaloty.
- Nie jestem typem dziewczyny, która rzuca się na wszystko, co się rusza.
Szczerze to aktualnie nie chłopcy mi w głowie, jestem tu dla nauki...ale ten cały Dylan pewnie by mnie zaraz wydał June.
Ruszyliśmy korytarzem, idąc obok siebie w pewnej odległości. Cisza, która między nami panowała, wcale nie była krępująca, tylko taka...
- Tutaj jest biblioteka
- Ah tak? - zapytałam cicho
Na dębowych drzwiach był wielki napis "BIBLIOTEKA", co czyniło moje pytanie idiotycznym. Chłopak otworzył drzwi i przepuścił mnie przodem. W pierwszym momencie uderzył mnie cudowny zapach, jaki mają tylko książki, w drugim...ogrom tego wszystkiego!
Weszłam na balkonik, wychylając się za barierkę...to musi mieć z parę pięter. Raj.
- Ty, spadniesz zaraz - nagle zmaterializował się za mną Dylan
- Mogę tu zamieszkać? - oczy mi się zaświeciły
- Dziwna jesteś - uniósł kpiąco jedną brew.
Całe szczęście, że nie przejmuję się zdaniem innych.
***
Spojrzałam na swój srebrny zegarek na nadgarstku, zbliżała się dwudziesta. Jakim cudem ten czas tak szybko zleciał? Dylan oprowadził mnie po wszystkich piętrach skrzydła wschodniego, a teraz staliśmy przed moim pokojem.
- To ten...dzięki - złączyłam swoje dłonie i wbiłam w nie wzrok
- No - on też na mnie nie patrzył, wbił ręce w kieszenie
- Szkoda, że nie mogliśmy wejść do sali balowej...
- Taa
- No, to cześć - powiedziałam na odchodnym.
Gdy zamknęłam za sobą drzwi kwatery, plułam sobie w brodę za te wszystkie wygłupy i głupią gadkę na koniec. Poszłam spać dziwnie niespokojna.

[Dyll?:)]

2017-02-20

Od June

Kiedy wyszliśmy z pokoju Dylana, wpadłam na pomysł. On ją inaczej nazwał, musiał ją znać, więc może taki spacer we dwoje dobrze im zrobi.
- Ej pyśki, muszę zmienić buty, później do was dołączę - odparłam i zniknęłam w swoim pokoju. Spacer po tym bruku w moich ulubionych obcasach, to zły pomysł. Zmieniłam płaszcz na krótszy, aby się nie ubrudził, a obcasy na płaskie botyki za kostki, ale na platformie. Lubię być wysoką jak na dziewczynę. Taki mały kompleks, jeden z nielicznych w moim życiu. Obejrzałam się w lustrze. Kochałam tą obcisłą, czarną, koronkową sukienkę przed połowę uda. Podeszłam do drzwi, na korytarzu nic nie było słychać. Wystawiłam głowę, aby potwierdzić przypuszczenia. Nikogo. Złapałam za klucz, zamknęłam pokój i ruszyłam, aby obejrzeć nowych uczniów. Kiedy weszłam do głównego holu, stanęłam z boku i zaczęłam obserwować. Analiza zachowania to szybki sposób na wyłonienie nowych. Najczęściej są zagubieni, pomimo wskazówek nauczycieli i innych dorosłych, nie wiedzą do końca gdzie iść. Inni stoją w holu i się rozglądają, chłoną przepych tego miejsca. Jakieś dziewczyny, niewyględne, wybitnie mnie nie zainteresowały. Ari na przykład od razu mnie zainteresowała, z bliżej nieokreślonego powodu. Tak po prostu stwierdziłam, że ona mnie zrozumie. Chłopcy... coś tam niby było, ale żaden nie zaskoczył mnie, tak jak Dylan z jego niezwykłymi oczami. W sumie cały był niezwykły, przerażający przez tą otaczającą go ciszę, ale ja się bo nie bałam, jestem zbyt pewna siebie, zbyt Diamentowa, żeby się bać.
Moją uwagę przyciągnęła właściwie tylko dwójka. Dziewczyna, nawet ładna o białych włosach i wesoły, wywołujący u mnie uśmiech chłopak. Szybki wybór i zaczęłam się zwinnie mijać ten cały tłum. Wreszcie po dobrej minucie, znalazłam się obok chłopaka.
- Może w czymś pomóc? - byłam niewiele niższa od niego, co mnie zdziwiło. Raczej nie trzymam się z takimi facetami, ale u tego nieznajomego nie przeszkadzało mi to.
- Właściwie to tak - odparł uśmiechając się. W ręku nadal miał bagaż.
- To najpierw pokój. Chodź - podeszliśmy do recepcji. Wykorzystując, że ktoś stał przed nami, przedstawiłam się. - June Draxler.
- Alek Śniegocki.
- Bruno, poprosimy klucz dla pana Śniegockiego - uśmiechnęłam się do recepcjonisty.
- Proszę, pani Draxler - młody chłopak, podał mi klucz, a ja oddałam go właścicielowi pokoju. - Dziękuję. To chodźmy, pokażę, gdzie jest twoje mieszkanko i oprowadzę cię. Chyba, że moje skromne towarzystwo, ci przeszkadza.
(Alek?)

Od Dylana C.D. Ariany

Ta dziewczyna od June... Kiedy ją zobaczyłem zapadłem we wspomnienie, które dla nich trwało ułamek sekundy. Zobaczyłem śliczną dziewczynę, w balowej sukni, o egzotycznej urodzie, nieśmiałą, cudownie się uśmiechającą. Nie miałem pojęcia kim jest, ale wiedziałem, że miała na imię Elizabeth. Imię, które mnie prześladuje przez ostatnich kilka lat. Siedzi w mojej głowie i pyta gdzie jest jego posiadaczka.
- Elizabeth - odparłem... zaraz czy ja to powiedziałem na głos?
- Co? - zapytała dziewczyna przede mną. Czyli tak, powiedziałem na głos. Brawo.
- Nic... ja... deja vu i tyle... to ja pójdę. - schowałem ręce w kieszenie i wyminąłem je. Musiałem zniknąć, pomyśleć, uspokoić się. Dlaczego jej widok tak ścisnął mnie za serce? Nie wiem.
Do Akademii doszedłem pieszo, skierowałem się prosto do mojego pokoju, ponieważ odkąd pamiętam (jestem tutaj dziesiąty rok) mam ten sam. Na schodach wejściowych spotkałem dyrektora, przywitałem się z nim i ruszyłem dalej. Moja torba była strasznie ciężka i miałem wrażenie, że zaraz odpadnie mi ramię. Myślałem tylko o tym, żeby wreszcie móc się położyć.
W recepcji nikogo nie było, więc wszedłem za blat i wziąłem sobie swój klucz. Jak to dobrze wiedzieć wszystko o tym miejscu. Idąc na skrzydło mieszkalne, mijałem osoby, które już poznałem, z kilkoma wymieniłem zdania, jednak nigdzie dłużej się nie zatrzymywałem. Wreszcie dotarłem do siebie, zamknąłem drzwi i nie rozglądając się za dużo, rzuciłem swoje rzeczy i walnąłem się na ogromne łóżko. Musiałem się rozpakować, znowu wyciągać to wszystko i układać. Nienawidziłem tego najbardziej, zaraz po Dniu Odwiedzin. Problem z tym dniem polegał na tym, że mnie nikt nie odwiedzał. Rodzice jakoś nigdy wybitnie się mną nie interesowali, a Alex był za młody, żeby wsiąść w pociąg i tutaj przyjechać. Zawsze w te dni znikam, albo siedzę na schodach i przyglądam się tłumowi w holu. To dość interesujące zjawisko, z którego można wiele się dowiedzieć o innych ludziach.
Usłyszałem pukanie do drzwi. Ktoś musi mieć niezłe wyczucie czasu, ponieważ zacząłem przysypiać. Często tak mam, kiedy jestem zmęczony. Podniosłem się i powolnym krokiem podszedłem do drzwi, otworzyłem je i oparłem głowę o futrynę. Przede mną stały dwie dziewczyny. June nadal ubrana tak samo, tylko rozpięty płaszcz odkrywał jej mega krótką, jak zwykle, czarną koronkową sukienkę. Jej przyjaciółka przebrała się w szarą bluzę. Jedna chociaż mądra.
- Możemy? - zapytała z uśmiechem Drax.
- A mogę powiedzieć nie? - odparłem otwierając szerzej drzwi. - Żartuję, wejdźcie, tylko uprzedzam, że zmęczony jestem.
- Jak zwykle - syknęła.
- A ty miła, jak zwykle - odparłem zamykając za nimi drzwi. - Wcześniej trochę głupio wyszło... jestem Dylan.
- Ariana - uścisnęliśmy sobie dłonie.
- Dżentelmen...
- Te czasy się skończyły - przerwałem jej. - Mamy równouprawnienie. Choć i tak uratowałem ci tyłek.
- I za to cię uwielbiam - podeszła do mnie i ścisnęła w pasie.
- Fuj, dziewczyna - syknąłem.
- Przestań - dostałem haka w brzuch. - Jesteś coraz gorszy.
- Staram się... ale nie przyszłyście po to, żebym się przedstawił.
- Cóż.
- Nie - odparłem.
- Dylan!
- Zdążyłem w czasie naszej przyjaźni, co najmniej piętnaście razy oprowadzić ciebie i za każdym razem twoją nową koleżankę.
- Wiesz jaka jest różnica?
- Jaka?
- To moja przyjaciółka - odparła. Spojrzałem na Arianę, przyglądała się nam badawczo. Nasze rozmowy z June są dziwne, nie zaprzeczę.
- Okey.
- Masz być miły - ostrzegła June.
- Junny? - spojrzała mi w oczy. - Ja się staram, jasne? Nie licz na cud.
- Jasne, jasne - odparła kierując się w stronę drzwi. Spojrzałem na jej przyjaciółkę i się uśmiechnąłem. Odpowiedziała mi tym samym. Kiedy znaleźliśmy się na korytarzu i June zrobiła mi wykład, że muszę zacząć zamykać pokój, ruszyliśmy do wyjścia. - Ej pyśki, ja muszę zmienić buty, idźcie sami, a ja do was dołączę - powiedziała i po chwili zniknęła w jednym z pokoi. Zostaliśmy z Arianą sami.
- Specjalnie to zrobiła? - zapytała.
- To bardzo prawdopodobne - odparłem. - Z drugiej strony, przynajmniej będziesz miała z głowy to oprowadzenie, jednak pewnie ciężko ci będzie ogarnąć to za pierwszym razem. Jakbyś potrzebowała pomocy, to wiesz gdzie mnie szukać. Jestem tutaj dziesiąty rok, więc trochę wiem, o tym miejscu.

[Ariana?]

Od Ariany CD Dylana

Wstałam z łóżka, ciężko włócząc nogami po dywanie. Przelotnie zerknęłam w stronę toaletki, ale gdy zobaczyłam w lustrze moje niewyspane oczy, szybko poszłam dalej. To była ciężka noc, mama chciała nawet mi załatwić ochroniarzy...ojciec ledwo wyperswadował jej ten pomysł. Sprawcy siedzieli za kratkami.
Przy wejściu na korytarz willi zaczepiłam nogą o wielką walizkę, w której mieścił się mój skromny dobytek...a raczej jego część, ponieważ pozostałe walizki były już spakowane do bagażnika naszego BMW G11. Skąd mamy ten złom za pół miliona? Jesteśmy obrzydliwie bogaci.
Zawsze, kiedy widziałam rozpieszczonych nastolatków, których nadziani rodzice mają na nich wywalone, dziękowałam w duchu za swoją kochającą rodzinkę. Nie pamiętam, by kiedykolwiek moja mama nie rzuciła wszystkiego, kiedy chodziło o mnie albo Frankie'go.
Właśnie opuszczam swój rodzinny dom i jadę do kompletnie nieznanego mi miejsca. Czy zostanę zaakceptowana przez resztę? Nigdy mnie to nie obchodziło, byłam raczej samotnikiem...no, nie licząc June. Ale ona się nie liczy, była przy mnie od zawsze...jest dla mnie jak siostra, a moja mama traktuje ją jak córkę. Nie przyjaźnimy się dlatego, że nasze rody są związane ze sobą od wieków...po prostu ona jedyna mnie rozumie, ze wzajemnością z resztą.
Szybko wskoczyłam pod orzeźwiający prysznic, po którym wreszcie bez strachu mogłam spojrzeć w lustro. Wybrałam białą bluzkę i granatową, rozkloszowaną spódnicę do połowy uda. Żeby nie zmarznąć, zarzuciłam na to szal i kremowy płaszczyk. I chociaż mam gdzieś, co inni o mnie pomyślą...na pewno mama chciałaby, żebym godnie reprezentowała rodzinę w Akademii. No i June urwałaby mi łeb, gdybym pierwszego dnia odstraszyła od nas jakieś ciastka.
- Ari! Zaraz się spóźnimy! - usłyszałam głos taty z dołu
Złapałam za walizkę z zamiarem zniesienia jej na dół, kiedy tknięta nagłym impulsem, wróciłam do pokoju i wyciągnęłam z szafy czarną, skórzaną kurtkę przesiąkniętą słodkim zapachem, pakując ją do walizki. Jedyna pamiątka po człowieku, który uratował mi życie.
***
Rodzice uparli się, żeby odwieźć mnie pod sam ośrodek...na szczęście po drodze zdołałam wyprosić, żeby zostawili mnie na peronie, skąd mnie i June zabierze dyliżans. Zawsze chciałam się przejechać takim cackiem. Kiedy już spakowali moje walizki do dyliżansu, ucałowałam oboje w policzek i patrzyłam, jak znikają za zakrętem. Będę za nimi tęsknić, ale jakaś część mnie odetchnęła z ulgą...mama zawsze była nadopiekuńcza.
Rozejrzałam się wokół, szukając wśród studentów brązowowłosej dziewczyny. Wyróżniała się z tłumu swoim wzrostem...a może to ten chłopak stojący obok niej? Ah, pierwsze dziesięć minut i już do kogoś zarywa, cała June.
- Ari! - pomachała do mnie z szerokim uśmiechem
Ups, no to jednak muszę podejść...za późno.
Moja przyjaciółka jak zwykle wyglądała zjawiskowo, ale chłopak był ubrany w skórzaną kurtkę...czemu ostatnio ta moda tak się rozprzestrzenia?
- To jest... - zaczęła June
- Elizabeth
- Co? - mruknęłam, zdezorientowana
- Nic... ja... deja vu i tyle... to ja pójdę. - schował ręce w kieszenie i wyminął nas.
Spojrzałam na June, ale w jej oczach widziałam tylko rozbawienie.
- Zawsze taki jest? - zaśmiałam się - Tak w ogóle...co to za gość?
- Nazywa się Dylan, to stary przyjaciel...
- Ta, jasne! Przyjaciel - przerwałam jej ze śmiechem, za co dostałam kuksańca pod żebra.
Wsiadłyśmy do dyliżansu, ku nowej przygodzie.
***
Budynek Akademii był ogromny i zrobił na mnie ogromne wrażenie. Dyrektor, który wyszedł nas przywitać, był miłym starszym człowiekiem. Zapewnił nas, że to, co widzimy to zaledwie część ośrodka. Zaprowadził nas do skrzydła, w którym był internat. June podobało się to, że kwatery nie były podzielone ze względu na płeć...wszystko zostało przydzielone losowo.
- Resztę zwiedzicie jutro, na pewno chcielibyście odpocząć po podróży.
Szczęśliwym trafem dostałam pokój naprzeciwko June. Zanim zamknęłam za sobą drzwi, kątem oka wypatrzyłam dwa pokoje dalej skórzaną kurtkę znikającą za progiem.
Co do mojego pokoju...równie dobrze mogłaby mieszkać w nim księżniczka. Jest cudownie. Nawet dobrze nie zdążyłam wyciągnąć z walizki ubrań na przebranie, kiedy do moich kwater bez ceregieli wparowała June.
- Oczywiście nie zamierzamy zostać w swoich pokojach? - rzuciła się na wielkie łóżko
- Oczywiście, że nie - wyszczerzyłam się do niej, nakładając przez głowę szarą bluzę


[Dylan? June?]

Aleksy Śniegocki



  • Imię i Nazwisko: Aleksy Śniegocki (z uwagi na to, że jakoś nie przepada za pełnym imieniem, znajomi zwracają się do niego per „Alek”)
  • Płeć: Mężczyzna
  • Przezwisko/ Ksywa: Pomijając wszystkie mniej przychylne przezwiska, wszyscy zwracają się do niego po imieniu bądź zdrobnieniem „Aluś”.
  • Wiek: 20 lat
  • Data Urodzenia: 15 maja
  • Orientacja: Biseksualna

Bianka Mallory



  • Imię i Nazwisko: Bianka Mallory
  • Płeć: Kobieta
  • Przezwisko/ Ksywa: Azrael
  • Wiek: 19 lat
  • Data Urodzenia: Dziewiętnasty marca
  • Orientacja: Heteroseksualna 

2017-02-19

Od Dylana C.D. Ariany

Idąc ulicą, sięgnąłem do tylnej kieszeni spodni i wyciągnąłem z niej telefon. Wiadomość od Drax. No tak, zaraz wracamy do Akademii, pewnie ta mała małpa nie może się doczekać, żeby się na mnie rzucić. Będę czekać tam gdzie zwykle Morgenstern. Znowu będę musiał nieść jej walizkę, ale w sumie może nawet warto, bo June to nie chciałbym zajść za skórę. To zbyt upierdliwe stworzenie.
Nagle usłyszałem krzyk. Krzyk przerażenia, przeszywający mroźne powietrze. Zamknąłem oczy, nie zmieniając kierunku, w którym szedłem. Dylan to nie twoja sprawa, nie chcesz kolejny raz dostać kosy pod żebra. Przed oczami stanęła mi scena, kiedy uratowałem June... cholera. Wróciłem się kilka metrów i skręciłem. Na końcu przecznicy zobaczyłem jakąś grupkę. Morgenster, to zły pomysł. Zły.

Ariana Lightfire



  • Imię i Nazwisko: Ariana Lightfire
  • Płeć: Kobieta
  • Przezwisko/ Ksywa: Ari
  • Wiek: 18
  • Data Urodzenia: Dziewiąty września
  • Orientacja: Hetero

June Adaline Draxler


  • Imię i Nazwisko: June Adaline Draxler
  • Płeć: Kobieta
  • Przezwisko/ Ksywa: Junny, Aline, Drax
  • Wiek: 18 lat
  • Data Urodzenia: Pierwszy Lipca
  • Orientacja: Heteroseksualna

Dylan Morgenstern


  • Imię i Nazwisko: Dylan Morgenstern
  • Płeć: Mężczyzna  
  • Przezwisko/ Ksywa: Dyll
  • Wiek: 20
  • Data Urodzenia: Dwudziesty pierwszy grudnia
  • Orientacja: Heteroseksualna