2017-02-28
Od Bianki C.D. Oliviera
Widząc, że na zewnątrz zrobiło się już całkowicie ciemno, westchnęłam. Znów się zasiedziałam, a o 22 powinnam być przecież w budynku. Żal mi było jednak zostawiać Nalę w stajni. Co prawda znalazłam ją właśnie tutaj, w sianie, ale jednak wydawało mi się to nieodpowiednie miejsce dla małego kociaka.
Niewiele myśląc, wzięłam na ręce czarnego sierściucha i schowałam pod bluzą, zasuwając odrobinę zamek, by ukryć swoje zwierzątko. O zakazie zwierząt w akademii nikt jeszcze nie wspominał w jakiś szczególnie surowych kategoriach, ale niestety nie zauważyłam, by którykolwiek uczeń miał zwierzaka. Mimo wszystko jednak postanowiłam przemycić do siebie Nalę.
Od Olivier'a - Do Bianki
Zaparkowałem motor przed akademią i zapukałem do drewnianych, masywnych drzwi. Przez chwilę słyszałem jedynie swój oddech i ciche odgłosy natury, lecz w końcu do moich uszu dobiegł dźwięk czyichś kroków. Pokrótce otworzył mi starszy mężczyzna o siwych włosach, ubrany w czarną, dobrze dobraną marynarkę i luźne jeansy. Wyglądał na miłego.
Even Reyes

- Imię i Nazwisko: Even Reyes
- Płeć: Mężczyzna
- Przezwisko/ Ksywa: Otwarty na propozycje.
- Wiek: 21 lat
- Data Urodzenia: 01.10
- Orientacja: Biseksualna
Olivier Sebastien Marshall

- Imię i Nazwisko: Olivier Sebastien Marshall
- Płeć: Mężczyzna.
- Przezwisko/ Ksywa: Zazwyczaj mówią do niego Olivier, ale zdarza się też, że złośliwie przezywają go ''Olek'', za co niejeden już oberwał.
- Wiek: 20
- Data Urodzenia: 18 luty
- Orientacja: Heteroseksualna
Od Nico
-Wiesz, że cię kocham Nico, ale to dla twojego dobra - Przekrzywiła głowę.
-Da, Ja znaju . Tylko czemu ja?
-Taki jesteś i tyle, po prostu nie zrób z siebie idioty -Poklepała mnie zaczepnie w ramię. Kochana mama. Podniosłem oczy na tatę. Siedział z palcami zaciśniętymi na kierownicy i oddychał głośno.
-Papa? Będzie dobrze , będę dzwonił codziennie -Obiecałem.To jednak z nim byłem bardziej zżyty , w końcu on mnie wychował . Mama pracowała. A on był w domu i się mną zajmował. Pokiwał głową i wysiadł. To samo zrobiłem ja i mama. Wyciągnąłem walizkę z bagażniku i popatrzyłem na wielki budynek. I tu się mam uczyć? Być sobą. Dobre sobie , nikt mi nie potrafił nigdy wytłumaczyć czym ja jestem. Założyłem plecak i powoli wciągnąłem 3 walizki do pokoju który został mi wskazany. Był wielki. Stało w nim łóżko , tfu! Łoże! Mogłem urządzić orgię i by się pomieścili wszyscy! Pokręciłem głową sam siebie karcąc, jak byś kogokolwiek kiedykolwiek miał w łóżku . Postawiłem co moje na ziemi i przytuliłem mocno ojca.
-Kocham cię nie zapominaj okay? Dasz radę, masz ogród...
-Jak ty dasz radę? Nawet Terrki (nasz pies ) nie masz żeby cię ktoś bronił -Pociągnął nosem.
-Oj daj spokój, dam sobie radę , serio tata . Robisz mi wiochę -Zaśmiałem się i przytuliłem go raz jeszcze.
-Idę, powodzenia młody i .. znajdź sobie kogoś wreszcie -Powiedział wesoło i wyszedł. I tak zostałem sam. Wielki pokój zaczął się wydawać za duży. Pociągnąłem nosem , poprawiłem okulary i rozpakowałem się szybko. Moja gama kolorów szła od czerni do szarości poprzez biel, no poza bokserkami i skarpetami. Tu miałem tęczę i wiele innych kolorów. Kochałem takie zabawne kolorowe akcenty o których wiedziałem tylko ja.
Postanowiłem zobaczyć okolice, podobno była piękna więc zanim będzie obiad zdążę wrócić. Dzięki bogu za soboty. Przebrałem się w spodenki i dość niepewnie popatrzyłem na moje piękne blade nogi poprzecinane milionem szram , i do tego siniaki. No trudno urody się nie wybiera. Założyłem koszulkę i bluzę i wybiegłem szczęśliwy na spacer. Mieli stajnie? Zawsze chciałem się nauczyć jeździć, ciekawe jak to jest. Sad? Tylko skubany zamknięty jest. Echhh może kiedyś się włamie? Pfffff dobre sobie ja i łamanie zasad... Nagle na kogoś wleciałem.
-Uhhh... Wybacz? -Siedziałem na ziemi zabawne rozkraczony, No odleciałem kawałek. Będzie siniak na pośladku. Jęknąłem.
<CHCE KTOŚ POPISAĆ ?:d?>
Nicolas Carpediem

- Imię i Nazwisko: Nicolas Carpediem
- Płeć: Mężczyzna.
- Przezwisko/ Ksywa: Nico , Nelly
- Wiek: 18
- Data Urodzenia: 16 września
- Orientacja: Sam tego do końca nie odkrył. Ale raczej Bi
2017-02-26
Od Ariany CD Dylana
- Myślisz, że wszyscy, którzy mają kochających rodziców, prowadzą kolorowe życie? - w głowie miałam sytuację sprzed paru dni, w ciemnej uliczce... - Twój egoizm nie pozwala ci zobaczyć, że inni także cierpią.
Spojrzał na mnie takim wzrokiem, że niemal zaczęłam układać w głowie przeprosiny, ale zdążył wstać. Resztę drogi do ośrodka przeszliśmy w milczeniu.
***
Od mojego zgubienia się w labiryncie minęły dwa dni. Dwa dni, w których brunet mnie unikał...ze wzajemnością.
- Co się miedzy wami wydarzyło? Żadne z was nic nie chce powiedzieć - szepnęła w moją stronę June.
Ukradkiem rzuciłam okiem na Dylla, który siedział wpatrzony w swój obiad.
- Nic. Naprawdę, po prostu chyba nie przypadliśmy sobie do gustu.
Nie widziałam, jaka była jej reakcja, nie miałam ochoty wpaść z nią w utarczki słowne.
Nagle poczułam niesamowity ból w skroniach, dopadł mnie tak nagle, że nie mogłam złapać oddechu. Chwiejnie wstałam z krzesła i machnęłam ręka na przyjaciółkę. Nie chciałam jej martwić zwykłym bólem głowy. Gdy szłam przez stołówkę, starałam się zachować pozory normalności, ale gdy tylko zniknęłam ludziom z oczu, złapałam się ściany i zaczęłam oddychać głęboko. Cholera, czy to przez te wspomnienia?
Straciłam poczucie czasu, liczyło się tylko przesuwanie dłońmi po bogato zdobionych ścianach i poręczach.
Nagle poczułam na swoich ramionach czyjeś dłonie, nawet nie protestowałam. Ktoś zarzucił sobie moją rękę na szyję i odprowadził mnie pod pokój. Wygrzebał z mojej kieszeni klucz i otworzył drzwi.
2017-02-25
Timothy Enemycue
- Imię i Nazwisko: Timothy (Tim) Enemycue
- Płeć: Mężczyzna
- Wiek: 19 lat
- Data Urodzenia: 21 marzec
- Orientacja: Heteroseksualny
2017-02-23
Od Alka C.D. June
Od Dylana C.D. Ariany
- No może osiem - odparła, a ja zrobiłem minę zbitego psa.
- Osiem?
- Mhm.
- Nie dość, że czternastolatka, to jeszcze się mądrzy - odparłem udając, że się obraziłem.
- Kto przepraszam?
- No czternastolatka… taka mała, słodziutka, niegroźna.
- Taką mnie widzisz?
- Jestem dwudziestoletnim chłopakiem, którzy dobre dziesięć lat rozwija swoje Diamentowe zdolności. Tak. Jesteś mała, słodziutka i niegroźna - chciała mi dać kuksańca w bok, ale złapałem ją za rękę. - I jeszcze do tego próbujesz mnie bić?
- A mam jakiś inny wybór? - zamyśliłem się. Cóż… jest kilka możliwości… otrząsnąłem się. Dylan cholera jasna, przestań. Zatrzymałem się, puściłem ją i stanąłem naprzeciwko niej.
- No to mnie uderz - spojrzałem jej w duże, niemal czarne oczy. Były piękne. Dylan skup się, tutaj chodzi o twój honor… i wygraną.
- Nie.
- No, ale przecież możesz i nigdy nawet nie zamierzałem oddać. To nie w moim stylu. Uderzyć to ja mogę damskiego boksera i to nawet z wielką ochotą.
- Tak? - zapytała cicho. Czułem, że moje słowa przywołały jakieś niemiłe dla niej wspomnienia.
- Coś nie tak?
- Nie... po prostu noga mnie boli - odparła. Miałem dziwne wrażenie, że kłamie.
Od Ariany CD Dylana
Chodziłam po ogrodzie tak długo, że już ledwo stawiałam kroki. W pewnym momencie poślizgnęłam się i boleśnie wykręciłam kostkę. Mam nadzieje, że to nic poważnego...ale od tamtej pory siedzę tu i nie mogę wstać, nogi mam jak z waty.
Założyłam na bluzę chłopaka swoją kurtkę. W nozdrza uderzyła mnie słodka woń, którą czułam już gdzieś kiedyś...ale za cholerę nie mogłam sobie przypomnieć kiedy i gdzie.
- Przepraszam… - westchnęłam
- Nie, nie…proszę…nie masz za co przepraszać.
- Ale…
- Nie ma ale - powiedział i pogładził mnie po włosach.
Wzdrygnęłam się, moje całe ciało przeszedł dreszcz, mimo ciepłej bluzy zrobiło mi się jeszcze zimniej, niż przedtem.
- Uspokój się. Przecież tutaj jestem, tak? Nigdzie się bez ciebie nie ruszam. Nikt nie zrobi ci krzywdy
Już nie zrobią ci krzywdy.
Podniosłam głowę, wpatrując się w błękitne oczy mężczyzny.
- Dasz rade wstać?
- Spróbuje - podparłam się rękami i spróbowałam dźwignąć na nogi, ale wtedy poczułam ostry bol w kostce i syknęłam.
- Szlag, skręcona...naprawdę przepraszam za to wszystko. Postąpiłam głupio, lekkomyślnie, nieodpowiedzialnie...
- Przestań tyle gadać - przerwał mi, pomagając wstać.
Złapał mnie za łokieć, zaczęliśmy iść w stronę wyjścia...a raczej ja kuśtykać.
- Może jednak cię ponieść? - zaproponował.
Coś ścisnęło mnie za serce, dlaczego się mną przejmuje?
- Nie, dzięki. Dam radę, naprawdę.
Czułam, że nie zniosłabym takiej bliskości...po prostu bym się udusiła. Skąd we mnie ten irracjonalny lęk przed dotykiem? Czy może to mieć coś wspólnego z...nie, jestem na to za silna. Głupie urojenia, przecież wyszłam z tego cało...
- Ile właściwie masz lat? - usłyszałam nagle
- Kobiety o wiek się nie pyta - zaśmiałam się.
- Kobieta...a więc jesteś pełnoletnia.
Obruszyłam się.
- Oh...a na ile wyglądam?
- Takie słabe szesnaście.
- Ty za to na siedem. Tak mentalnie - ucięłam.
Odwróciłam od niego twarz, udając obrażoną, ale w rzeczywistości gościł na niej uśmiech rozbawienia.
[Brak weny Dyluś :c]
Od Dylana C.D. Ariany
Od June C.D. Alka
- Tak, ty - zaśmiał się.
- Cóż… mam nawet własnego konia. Stąd prosty wniosek, że jeżdżę konno, ale raczej nie robię tego zbyt często. Dlatego mój koń, to bardziej koń Dylana.
- A Dylan to? - dopytywał.
- Mój przyjaciel, który kiedyś miał świra na punkcie jazdy konnej. Ma trzy konie, no a z moim cztery. Trzy z nich to andaluzy, jego dwa białe, mój siwy, jednak nigdy nie widziałam, aby na nich jeździł. Użycza tych koni innym, uczy ich na nich jeździć i tak dalej. Sam jeździ na tym przystojniaku - zatrzymałam się przy boksie, w którym stał piękny, wręcz majestatyczny, skarogniady koń. - Pełnej krwi angielskiej. Ma fioła na jego punkcie, ponieważ nie znalazł jeszcze konia, który jest w stanie go wyprzedzić.
- Piękny - przyznał chłopak. - Tylko ten Dylan może na nim jeździć?
- Właściwie to nie, ale Hades często ma humory i słucha właściwie tylko Dylla.
- Hades? - zaśmiał się.
- Cecha charakterystyczna mojego przyjaciela. Czasem nie rozumiem otaczającej go ciemności.
- Może takie przeznaczenie.
- Może - powtórzyłam za nim. - Ale co tam jakiś ponurak, przejedziemy się?
- Dasz radę jechać w tym stroju? - uniósł jedną brew i przejechał po mnie wzrokiem.
- Wątpisz we mnie?
- Jakbym śmiał.
- To chodź - przeszliśmy kilka boksów dalej. - Ty bierzesz tego, a ja swojego.
- Pewna jesteś?
- Owszem. Jestem - odparłam wyprowadzając mojego andaluza. Po okulbaczeniu koni i wyprowadzeniu koni, Alek bez problemu dosiadł swojego. Ja się delikatnie skrzywiłam, patrząc na moją sukienkę.
- Pomóc ci? - wyszczerzył się chłopak.
- Nie, dam sobie radę - przecież nie przyznam się do słabości. Stanęłam tyłem do boku konia, jedną stopę włożyłam w strzemię i nawet nie wiem jakim cudem, ale po chwili siedziałam bokiem na siodle. Kilka minut popraw w nim, kręcenia się i byłam wreszcie gotowa i nieźle zmęczona. - Gotowy?
- A ty? - zaśmiał się.
- Zawsze jestem gotowa, pamiętaj mój drogi.
Alek?
Eclypse Reynolds

- Imię i Nazwisko: Eclypse Reynolds
- Płeć: Mężczyzna
- Przezwisko/ Ksywa: Ely, Criedwolve
- Wiek: 17 lat
- Data Urodzenia: trzynasty listopada
- Orientacja: Homoseksualna
2017-02-22
Od Ariany CD Dylana
Mam nadzieję, że to był przebłysk, a nie jakaś poważna choroba psychiczna. Takie rzeczy też się zdarzają. A szczerze mówiąc...kompletnie nic nie pamiętam z tego przebłysku.
Coś we mnie chciało spędzić z nim ten poranek...w końcu został mi aż tydzień wolnego do rozpoczęcia nauki. Mózg jednak podpowiadał mi, że...
- Przepraszam, nic jeszcze nie jadłam i wiesz...
Uśmiech wyraźnie znikł z twarzy chłopaka, ale po chwili znów przybrała obojętny wyraz. Wzruszył tylko ramionami i wrócił do pianina.
Skierowałam swoje kroki w stronę stołówki, tym razem nie była aż tak zatłoczona. Przez całą drogę myśli zaprzątał mi jasnooki...cholera, powiedziałam znowu coś nie tak.
- Ari, gdzie się podziewałaś cały ranek? - June gwałtownie położyła mi dłoń na ramieniu, przez co niemal udusiłam się owsianką.
- Chcesz, żebym na zawał zeszła?
- Mów gdzie byłaś i z kim - siadła naprzeciwko mnie, podpierając głowę na łokciach.
- Sama... - zaczęłam
- Stop. Przestań kłamać. Przygryzasz wargę - przerwała mi stanowczo, uśmiechając się po chwili.
- Okej, byłam w sali balowej...
- Z Dyllem!
- C-Co? Skąd wiesz? - zamarłam
- Miał taki rozmarzony wyraz twarzy - zaśmiała się uroczo.
Czy ja czegoś nie zrozumiałam w ich relacji? Więc ona i on wcale nie są...a z resztą, nie obchodzi mnie to.
Z opresji wyciągnęła mnie owsianka, która zrobiła się na tyle zimna, że nie dało się jej jeść. Wstałam, odkładając jedzenie do okienka.
- Przepraszam, że nie dojadłam - powiedziałam do stojącej do mnie tyłem kobiety.
Kucharka obdarzyła mnie szerokim uśmiechem, przez co zrobiło mi się cieplej na sercu, odwzajemniłam go. Pewnie rzadko spotyka się z tym, że ktoś odnosi jedzenie i w dodatku ją przeprasza.
Ja zostałam nauczona szanować wszystkich, bez względu na pozycję społeczną.
June się zmyła, nie pozostało mi nic innego, niż jakaś ciekawa wycieczka. Siedząc ciągle w pokoju, oszaleję.
Wróciłam na chwilę do siebie, założyłam kalosze i coś ciepłego. Znalezienie wyjścia poszło mi łatwo, wystarczyło zejść na parter.
Droga w lewo prowadziła do drogi, a w prawo do ogrodu. W nieznane. Bez wahania wybrałam drugą ścieżkę, nie zważając na ogromne kałuże. Z przyjemnością wchodziłam w największe błoto, zanurzając nogi niemal po końce granatowych kaloszy. Weszłam do labiryntu, podziwiając piękne figury i staranność strzyżenia żywopłotów. Zanim się obejrzałam, byłam już...niewiadomo gdzie. Spróbowałam wspiąć się na krzak, ale drewno było zbyt śliskie i mokre od deszczu, bym mogła się utrzymać na nim dłużej niż parę sekund. Spokojnie, pójdę tędy i na pewno w końcu wrócę do akademii. Z tą optymistyczną myślą brnęłam dalej przed siebie, zagłębiając się w coraz dziksze tereny ogrodu...co może być po drugiej stronie?
[Dyll?]
Od Alka C.D. June
2017-02-21
Od Dylana C.D. Ariany
Od June C.D. Alka
- Aż tak tutaj źle? - zapytał chłopak. Zrównał krok z moim, szliśmy przez prawe skrzydło, do schodów.
- Nie - zaśmiałam się. - Po prostu jestem raczej typem osoby wolnej, kochającej niezależność. Niestety czasem mi tego tutaj brakuje. Ogólnie czysto, smacznie, fajnie, ludzie ciekawi, ale jak się taki Smith uprze, to żyć ci się odechciewa.
- Kto?
- A tak - pstryknęłam palcami. - Zapomniałam. Dyrektora widziałeś pewnie przy drzwiach, taki straszy, wyższy facet. Ogólnie to jest wielu nauczycieli mocy, ale jest dwóch mistrzów. To Smith i Seymour. Ten pierwszy to cham i prostak, ale podobno są szybkie wyniki, natomiast ona do niczego cię nie zmusi. Efekty są takie same, ale dłużej ci zajmie osiągnięcie ich. Mamy też psychologa, więc jak masz problemy, to idź prosto do niej, albo do dyra. To wspaniały człowiek.
- A kiedy dowiem się o lekcjach i tak dalej? - skręciliśmy na schody, a raczej ja skręciłam, a Alek po chwili dołączył, co wywołało mój śmiech.
- Do końca tego tygodnia mamy wolne. Kiedy wszyscy przyjadą, zostaniemy podzieleni, ale przygotuj się, że będziesz miał inną grupę na normalnych lekcjach, inną na tych no wiesz... magicznych - znowu się zaśmiałam. - Ale spokojnie, będzie dobrze.
- Jesteś tego taka pewna?
- Jasne. Tak w nawiasie mówiąc, to jestem zbyt pewna siebie podobno - szepnąłem, ale tak, żeby usłyszał. - Jednak to tylko plotki i pomówienia.
- Właśnie widzę - odparł śmiejąc się. Zatrzymałam się przed jednym z pokoi.
- No to Alek... oto twój pokój - powiedziałam teatralnie wskazując na drzwi. - A tak poza tym, to mi moja pewność siebie nie przeszkadza. Czasem jest nawet pomocna. Przykładowo prościej mi nawiązywać kontakty z nowymi ludźmi, wykłócać się o swoje racje, a także założyć coś, co niektóre dziewczyny by się wstydziły. Ja nie przepadam za zasadami i wstydzeniem się. To bariery w poznawaniu ludzi - zmrużyłam oczy. - Wchodzisz, do pokoju czy nie?
- A kto ma klucz - wyszczerzył się.
- Ups - uśmiechnęłam się przepraszająco i najszybciej jak mogłam otworzyłam drzwi. Weszłam do środka i zapaliłam światło, włącznik jest w tym samym miejscu, w każdym pokoju. - Zapraszam, do apartamentów, paniczu - odparłam śmiejąc się.
Od Ariany CD Dylana
Od Alka C.D. June
Od Dylana C.D. Ariany
I kto to mówi? Zachowałeś się jak debil.
Prychnąłem, odbiłem się dłońmi od ściany i poszedłem wolnym krokiem do siebie. Jednak zanim zniknąłem za drzwiami, zerknąłem na jeden pokój... jej pokój, pokręciłem głową. Po chwili otoczyła mnie wspaniała ciemność mojego pokoju. Kiedyś się jej bałem, to był rok, podczas którego poznawałem moją pierwotną postać. Pewnego wieczoru stwierdziłem, że nie mam czego się bać, ponieważ to ja jestem ciemnością, a siebie się nie boję. Od tamtego czasu łażę po nocach jak kot, zresztą również widzę jak to zwierzę, za którym zbyt wybitnie nie przepadam.
Od Ariany CD Dylana
June...co ty odwalasz? A więc zostaliśmy sami.
- Myślę, że już jej dzisiaj nie spotkamy. Ale nie przejmuj się, to normalne - zaśmiałam się.
Szczerze to miałam ochotę poodkrywać sekrety tego miejsca razem z June, a nie pałętać się po opustoszałym budynku z obcym kolesiem. No okej...nie obcym, June mu ufa.
Nagle minął nas wysoki blondyn, obdarzając mnie czarującym uśmiechem. Odprowadziłam go wzrokiem do końca korytarza, aż zniknął mi z oczu, dopiero później spojrzałam znów na mojego rozmówcę, zadzierając do góry głowę. To najwyższa osoba jaką znam. Wprawdzie znam go parę godzin, ale już wiem, że najbardziej denerwującą rzeczą w tym chłopaku jest to, że nie mogę nic odczytać z jego oczu. Ale muszę przyznać, że jego oczy są...
- Nawet o tym nie myśl - prychnął
- Hę? - poczułam się tak, jakby czytał mi w myślach...a jeśli to jego moc? Poczułam gorąco na policzkach.
- Michael Bane, obiekt westchnień wszystkich studentek. Równie przystojny, co niewzruszony na zaloty.
- Nie jestem typem dziewczyny, która rzuca się na wszystko, co się rusza.
Szczerze to aktualnie nie chłopcy mi w głowie, jestem tu dla nauki...ale ten cały Dylan pewnie by mnie zaraz wydał June.
Ruszyliśmy korytarzem, idąc obok siebie w pewnej odległości. Cisza, która między nami panowała, wcale nie była krępująca, tylko taka...
- Tutaj jest biblioteka
- Ah tak? - zapytałam cicho
Na dębowych drzwiach był wielki napis "BIBLIOTEKA", co czyniło moje pytanie idiotycznym. Chłopak otworzył drzwi i przepuścił mnie przodem. W pierwszym momencie uderzył mnie cudowny zapach, jaki mają tylko książki, w drugim...ogrom tego wszystkiego!
Weszłam na balkonik, wychylając się za barierkę...to musi mieć z parę pięter. Raj.
- Ty, spadniesz zaraz - nagle zmaterializował się za mną Dylan
- Mogę tu zamieszkać? - oczy mi się zaświeciły
- Dziwna jesteś - uniósł kpiąco jedną brew.
Całe szczęście, że nie przejmuję się zdaniem innych.
***
Spojrzałam na swój srebrny zegarek na nadgarstku, zbliżała się dwudziesta. Jakim cudem ten czas tak szybko zleciał? Dylan oprowadził mnie po wszystkich piętrach skrzydła wschodniego, a teraz staliśmy przed moim pokojem.
- To ten...dzięki - złączyłam swoje dłonie i wbiłam w nie wzrok
- No - on też na mnie nie patrzył, wbił ręce w kieszenie
- Szkoda, że nie mogliśmy wejść do sali balowej...
- Taa
- No, to cześć - powiedziałam na odchodnym.
Gdy zamknęłam za sobą drzwi kwatery, plułam sobie w brodę za te wszystkie wygłupy i głupią gadkę na koniec. Poszłam spać dziwnie niespokojna.
[Dyll?:)]
2017-02-20
Od June
- Ej pyśki, muszę zmienić buty, później do was dołączę - odparłam i zniknęłam w swoim pokoju. Spacer po tym bruku w moich ulubionych obcasach, to zły pomysł. Zmieniłam płaszcz na krótszy, aby się nie ubrudził, a obcasy na płaskie botyki za kostki, ale na platformie. Lubię być wysoką jak na dziewczynę. Taki mały kompleks, jeden z nielicznych w moim życiu. Obejrzałam się w lustrze. Kochałam tą obcisłą, czarną, koronkową sukienkę przed połowę uda. Podeszłam do drzwi, na korytarzu nic nie było słychać. Wystawiłam głowę, aby potwierdzić przypuszczenia. Nikogo. Złapałam za klucz, zamknęłam pokój i ruszyłam, aby obejrzeć nowych uczniów. Kiedy weszłam do głównego holu, stanęłam z boku i zaczęłam obserwować. Analiza zachowania to szybki sposób na wyłonienie nowych. Najczęściej są zagubieni, pomimo wskazówek nauczycieli i innych dorosłych, nie wiedzą do końca gdzie iść. Inni stoją w holu i się rozglądają, chłoną przepych tego miejsca. Jakieś dziewczyny, niewyględne, wybitnie mnie nie zainteresowały. Ari na przykład od razu mnie zainteresowała, z bliżej nieokreślonego powodu. Tak po prostu stwierdziłam, że ona mnie zrozumie. Chłopcy... coś tam niby było, ale żaden nie zaskoczył mnie, tak jak Dylan z jego niezwykłymi oczami. W sumie cały był niezwykły, przerażający przez tą otaczającą go ciszę, ale ja się bo nie bałam, jestem zbyt pewna siebie, zbyt Diamentowa, żeby się bać.
Moją uwagę przyciągnęła właściwie tylko dwójka. Dziewczyna, nawet ładna o białych włosach i wesoły, wywołujący u mnie uśmiech chłopak. Szybki wybór i zaczęłam się zwinnie mijać ten cały tłum. Wreszcie po dobrej minucie, znalazłam się obok chłopaka.
- Może w czymś pomóc? - byłam niewiele niższa od niego, co mnie zdziwiło. Raczej nie trzymam się z takimi facetami, ale u tego nieznajomego nie przeszkadzało mi to.
- Właściwie to tak - odparł uśmiechając się. W ręku nadal miał bagaż.
- To najpierw pokój. Chodź - podeszliśmy do recepcji. Wykorzystując, że ktoś stał przed nami, przedstawiłam się. - June Draxler.
- Alek Śniegocki.
- Bruno, poprosimy klucz dla pana Śniegockiego - uśmiechnęłam się do recepcjonisty.
- Proszę, pani Draxler - młody chłopak, podał mi klucz, a ja oddałam go właścicielowi pokoju. - Dziękuję. To chodźmy, pokażę, gdzie jest twoje mieszkanko i oprowadzę cię. Chyba, że moje skromne towarzystwo, ci przeszkadza.
Od Dylana C.D. Ariany
- Elizabeth - odparłem... zaraz czy ja to powiedziałem na głos?
- Co? - zapytała dziewczyna przede mną. Czyli tak, powiedziałem na głos. Brawo.
- Nic... ja... deja vu i tyle... to ja pójdę. - schowałem ręce w kieszenie i wyminąłem je. Musiałem zniknąć, pomyśleć, uspokoić się. Dlaczego jej widok tak ścisnął mnie za serce? Nie wiem.
Do Akademii doszedłem pieszo, skierowałem się prosto do mojego pokoju, ponieważ odkąd pamiętam (jestem tutaj dziesiąty rok) mam ten sam. Na schodach wejściowych spotkałem dyrektora, przywitałem się z nim i ruszyłem dalej. Moja torba była strasznie ciężka i miałem wrażenie, że zaraz odpadnie mi ramię. Myślałem tylko o tym, żeby wreszcie móc się położyć.
Od Ariany CD Dylana
Przy wejściu na korytarz willi zaczepiłam nogą o wielką walizkę, w której mieścił się mój skromny dobytek...a raczej jego część, ponieważ pozostałe walizki były już spakowane do bagażnika naszego BMW G11. Skąd mamy ten złom za pół miliona? Jesteśmy obrzydliwie bogaci.
Zawsze, kiedy widziałam rozpieszczonych nastolatków, których nadziani rodzice mają na nich wywalone, dziękowałam w duchu za swoją kochającą rodzinkę. Nie pamiętam, by kiedykolwiek moja mama nie rzuciła wszystkiego, kiedy chodziło o mnie albo Frankie'go.
Właśnie opuszczam swój rodzinny dom i jadę do kompletnie nieznanego mi miejsca. Czy zostanę zaakceptowana przez resztę? Nigdy mnie to nie obchodziło, byłam raczej samotnikiem...no, nie licząc June. Ale ona się nie liczy, była przy mnie od zawsze...jest dla mnie jak siostra, a moja mama traktuje ją jak córkę. Nie przyjaźnimy się dlatego, że nasze rody są związane ze sobą od wieków...po prostu ona jedyna mnie rozumie, ze wzajemnością z resztą.
Szybko wskoczyłam pod orzeźwiający prysznic, po którym wreszcie bez strachu mogłam spojrzeć w lustro. Wybrałam białą bluzkę i granatową, rozkloszowaną spódnicę do połowy uda. Żeby nie zmarznąć, zarzuciłam na to szal i kremowy płaszczyk. I chociaż mam gdzieś, co inni o mnie pomyślą...na pewno mama chciałaby, żebym godnie reprezentowała rodzinę w Akademii. No i June urwałaby mi łeb, gdybym pierwszego dnia odstraszyła od nas jakieś ciastka.
- Ari! Zaraz się spóźnimy! - usłyszałam głos taty z dołu
Złapałam za walizkę z zamiarem zniesienia jej na dół, kiedy tknięta nagłym impulsem, wróciłam do pokoju i wyciągnęłam z szafy czarną, skórzaną kurtkę przesiąkniętą słodkim zapachem, pakując ją do walizki. Jedyna pamiątka po człowieku, który uratował mi życie.
***
Rodzice uparli się, żeby odwieźć mnie pod sam ośrodek...na szczęście po drodze zdołałam wyprosić, żeby zostawili mnie na peronie, skąd mnie i June zabierze dyliżans. Zawsze chciałam się przejechać takim cackiem. Kiedy już spakowali moje walizki do dyliżansu, ucałowałam oboje w policzek i patrzyłam, jak znikają za zakrętem. Będę za nimi tęsknić, ale jakaś część mnie odetchnęła z ulgą...mama zawsze była nadopiekuńcza.
Rozejrzałam się wokół, szukając wśród studentów brązowowłosej dziewczyny. Wyróżniała się z tłumu swoim wzrostem...a może to ten chłopak stojący obok niej? Ah, pierwsze dziesięć minut i już do kogoś zarywa, cała June.
- Ari! - pomachała do mnie z szerokim uśmiechem
Ups, no to jednak muszę podejść...za późno.
Moja przyjaciółka jak zwykle wyglądała zjawiskowo, ale chłopak był ubrany w skórzaną kurtkę...czemu ostatnio ta moda tak się rozprzestrzenia?
- To jest... - zaczęła June
- Elizabeth
- Co? - mruknęłam, zdezorientowana
- Nic... ja... deja vu i tyle... to ja pójdę. - schował ręce w kieszenie i wyminął nas.
Spojrzałam na June, ale w jej oczach widziałam tylko rozbawienie.
- Zawsze taki jest? - zaśmiałam się - Tak w ogóle...co to za gość?
- Nazywa się Dylan, to stary przyjaciel...
- Ta, jasne! Przyjaciel - przerwałam jej ze śmiechem, za co dostałam kuksańca pod żebra.
Wsiadłyśmy do dyliżansu, ku nowej przygodzie.
***
Budynek Akademii był ogromny i zrobił na mnie ogromne wrażenie. Dyrektor, który wyszedł nas przywitać, był miłym starszym człowiekiem. Zapewnił nas, że to, co widzimy to zaledwie część ośrodka. Zaprowadził nas do skrzydła, w którym był internat. June podobało się to, że kwatery nie były podzielone ze względu na płeć...wszystko zostało przydzielone losowo.
- Resztę zwiedzicie jutro, na pewno chcielibyście odpocząć po podróży.
Szczęśliwym trafem dostałam pokój naprzeciwko June. Zanim zamknęłam za sobą drzwi, kątem oka wypatrzyłam dwa pokoje dalej skórzaną kurtkę znikającą za progiem.
Co do mojego pokoju...równie dobrze mogłaby mieszkać w nim księżniczka. Jest cudownie. Nawet dobrze nie zdążyłam wyciągnąć z walizki ubrań na przebranie, kiedy do moich kwater bez ceregieli wparowała June.
- Oczywiście nie zamierzamy zostać w swoich pokojach? - rzuciła się na wielkie łóżko
- Oczywiście, że nie - wyszczerzyłam się do niej, nakładając przez głowę szarą bluzę
[Dylan? June?]
Aleksy Śniegocki

- Imię i Nazwisko: Aleksy Śniegocki (z uwagi na to, że jakoś nie przepada za pełnym imieniem, znajomi zwracają się do niego per „Alek”)
- Płeć: Mężczyzna
- Przezwisko/ Ksywa: Pomijając wszystkie mniej przychylne przezwiska, wszyscy zwracają się do niego po imieniu bądź zdrobnieniem „Aluś”.
- Wiek: 20 lat
- Data Urodzenia: 15 maja
- Orientacja: Biseksualna
Bianka Mallory
- Imię i Nazwisko: Bianka Mallory
- Płeć: Kobieta
- Przezwisko/ Ksywa: Azrael
- Wiek: 19 lat
- Data Urodzenia: Dziewiętnasty marca
- Orientacja: Heteroseksualna
2017-02-19
Od Dylana C.D. Ariany
Nagle usłyszałem krzyk. Krzyk przerażenia, przeszywający mroźne powietrze. Zamknąłem oczy, nie zmieniając kierunku, w którym szedłem. Dylan to nie twoja sprawa, nie chcesz kolejny raz dostać kosy pod żebra. Przed oczami stanęła mi scena, kiedy uratowałem June... cholera. Wróciłem się kilka metrów i skręciłem. Na końcu przecznicy zobaczyłem jakąś grupkę. Morgenster, to zły pomysł. Zły.
Ariana Lightfire

- Imię i Nazwisko: Ariana Lightfire
- Płeć: Kobieta
- Przezwisko/ Ksywa: Ari
- Wiek: 18
- Data Urodzenia: Dziewiąty września
- Orientacja: Hetero
June Adaline Draxler
- Imię i Nazwisko: June Adaline Draxler
- Płeć: Kobieta
- Przezwisko/ Ksywa: Junny, Aline, Drax
- Wiek: 18 lat
- Data Urodzenia: Pierwszy Lipca
- Orientacja: Heteroseksualna
Dylan Morgenstern
- Imię i Nazwisko: Dylan Morgenstern
- Płeć: Mężczyzna
- Przezwisko/ Ksywa: Dyll
- Wiek: 20
- Data Urodzenia: Dwudziesty pierwszy grudnia
- Orientacja: Heteroseksualna




