I kto to mówi? Zachowałeś się jak debil.
Prychnąłem, odbiłem się dłońmi od ściany i poszedłem wolnym krokiem do siebie. Jednak zanim zniknąłem za drzwiami, zerknąłem na jeden pokój... jej pokój, pokręciłem głową. Po chwili otoczyła mnie wspaniała ciemność mojego pokoju. Kiedyś się jej bałem, to był rok, podczas którego poznawałem moją pierwotną postać. Pewnego wieczoru stwierdziłem, że nie mam czego się bać, ponieważ to ja jestem ciemnością, a siebie się nie boję. Od tamtego czasu łażę po nocach jak kot, zresztą również widzę jak to zwierzę, za którym zbyt wybitnie nie przepadam.
Przeszedłem przez cały pokój, usiadłem na skraju łóżka i zapaliłem lampkę stojącą na nocnym stoliku. Odgarnąłem włosy opadające mi na czoło. Do końca tygodnia mamy wolne i czułem, że June będzie mnie męczyć o wszystko, byle móc zostawić mnie samego z Arianą. Zobaczyła ten błysk w moim oku, kiedy nas sobie przedstawiła. Ciężko go było nie zauważyć, jak zaczęło mnie skręcać w brzuchu i aż na chwilę zabrakło mi powietrza. Tylko pytanie, dlaczego? Tutaj jest odwieczny problem, ponieważ nie mogę sobie wybrać na jaki temat moje wspomnienia mają pojawiać się jako pierwsze. Zrobiło mi się ciepło dopiero po kilku minutach takiego siedzenia, zdjąłem więc kurtkę i moje kochane glany. Muszę zacząć się od nich odzwyczajać, bo mnie znowu Smith opieprzy na zajęciach. Jak ja go nienawidziłem, ale w Seymour było coś, co tworzyło między nami dystans, jakby to było coś naturalnego. Spojrzałem na torbę, powinienem się rozpakować. Westchnąłem podnosząc się, zapaliłem światło i wziąłem się za układanie wszystkiego. Nienawidziłem się rozpakowywać i zazwyczaj długo mi się z tym schodziło. Teraz tylko rozrzuciłem wszystko po biurku, złapałem za spodenki oraz potrzebne mi rzeczy i poszedłem pod prysznic. Co dziwne kiedy wyszedłem ze szczoteczką w ustach, na łóżku leżał jakiś liścik. Rozwinąłem go, "Mam nadzieję, że przyjemnie spędziliście czas", mało się nie zaplułem czytając to. Co za świruska... niech ja ją dorwę. Kilka minut później leżałem na łóżku z rękami za głową i gapiłem się w sufit. Elizabeth... Ariana... czemu ona cały czas siedziała mi w głowie? Była ładna, ale dość niska, ktoś mógłby powiedzieć, że dla mnie za niska, taka zamyślona, albo raczej przestraszona. No dobra, nie wyglądam zbyt przyjaźnie, ale żeby od razu się mnie bać? Nie wiem... widziałem i miałem już trochę dziewczyn w moim życiu, ale po raz pierwszy kiedy zamykałem oczy, widziałem ją.
* * *
Rano byłem potwornie głodny, więc po szybkim prysznicu, ubrałem się w mgnieniu oka i wypadłem z pokoju. Cel był prosty, znaleźć się bez przeszkód na stołówce, co osiągnąłem, moim zwykłym krokiem, w dwie minuty. Wpadłem jak oparzony na stołówkę, aby po chwili móc delektować się jedzeniem i kawą. Tak, kawa to ideał. Wtuliłem szyję w bluzę. Tylko książka by się przydała, albo jakieś nuty... dawno nie grałem. Rozejrzałem się. Ludzie instynktownie omijali mój stolik. Doskonale. Cisza i spokój. W jednej dłoni trzymałem kubek, z którego jakoś za szybko znikał ciepły napój, palcami drugiej dłoni zacząłem delikatnie uderzać o blat, odwzorowując grę na pianinie. Układ klawiszy i odpowiadających im tonów znałem na pamięć. Właściwie mój repertuar też... może warto by zaszyć się przy jakimś pianinie ze słuchawkami i przenieść to co słyszę na grę. Dawno tego nie robiłem. Dodatkowo June za często do sali balowej nie zagląda, więc szybko by mnie nie znalazła. Postanowiłem jednak przed tym wypić jeszcze jedną kawę.
Ari?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz