2017-02-21

Od Ariany CD Dylana

June...co ty odwalasz? A więc zostaliśmy sami.
- Myślę, że już jej dzisiaj nie spotkamy. Ale nie przejmuj się, to normalne - zaśmiałam się.
Szczerze to miałam ochotę poodkrywać sekrety tego miejsca razem z June, a nie pałętać się po opustoszałym budynku z obcym kolesiem. No okej...nie obcym, June mu ufa.
Nagle minął nas wysoki blondyn, obdarzając mnie czarującym uśmiechem. Odprowadziłam go wzrokiem do końca korytarza, aż zniknął mi z oczu, dopiero później spojrzałam znów na mojego rozmówcę, zadzierając do góry głowę. To najwyższa osoba jaką znam. Wprawdzie znam go parę godzin, ale już  wiem, że najbardziej denerwującą rzeczą w tym chłopaku jest to, że nie mogę nic odczytać z jego oczu. Ale muszę przyznać, że jego oczy są...
- Nawet o tym nie myśl - prychnął
- Hę? - poczułam się tak, jakby czytał mi w myślach...a jeśli to jego moc? Poczułam gorąco na policzkach.
- Michael Bane, obiekt westchnień wszystkich studentek. Równie przystojny, co niewzruszony na zaloty.
- Nie jestem typem dziewczyny, która rzuca się na wszystko, co się rusza.
Szczerze to aktualnie nie chłopcy mi w głowie, jestem tu dla nauki...ale ten cały Dylan pewnie by mnie zaraz wydał June.
Ruszyliśmy korytarzem, idąc obok siebie w pewnej odległości. Cisza, która między nami panowała, wcale nie była krępująca, tylko taka...
- Tutaj jest biblioteka
- Ah tak? - zapytałam cicho
Na dębowych drzwiach był wielki napis "BIBLIOTEKA", co czyniło moje pytanie idiotycznym. Chłopak otworzył drzwi i przepuścił mnie przodem. W pierwszym momencie uderzył mnie cudowny zapach, jaki mają tylko książki, w drugim...ogrom tego wszystkiego!
Weszłam na balkonik, wychylając się za barierkę...to musi mieć z parę pięter. Raj.
- Ty, spadniesz zaraz - nagle zmaterializował się za mną Dylan
- Mogę tu zamieszkać? - oczy mi się zaświeciły
- Dziwna jesteś - uniósł kpiąco jedną brew.
Całe szczęście, że nie przejmuję się zdaniem innych.
***
Spojrzałam na swój srebrny zegarek na nadgarstku, zbliżała się dwudziesta. Jakim cudem ten czas tak szybko zleciał? Dylan oprowadził mnie po wszystkich piętrach skrzydła wschodniego, a teraz staliśmy przed moim pokojem.
- To ten...dzięki - złączyłam swoje dłonie i wbiłam w nie wzrok
- No - on też na mnie nie patrzył, wbił ręce w kieszenie
- Szkoda, że nie mogliśmy wejść do sali balowej...
- Taa
- No, to cześć - powiedziałam na odchodnym.
Gdy zamknęłam za sobą drzwi kwatery, plułam sobie w brodę za te wszystkie wygłupy i głupią gadkę na koniec. Poszłam spać dziwnie niespokojna.

[Dyll?:)]

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz