2017-02-23

Od June C.D. Alka

- Ja? - zdziwiłam się.
- Tak, ty - zaśmiał się.
- Cóż… mam nawet własnego konia. Stąd prosty wniosek, że jeżdżę konno, ale raczej nie robię tego zbyt często. Dlatego mój koń, to bardziej koń Dylana.
- A Dylan to? - dopytywał.
- Mój przyjaciel, który kiedyś miał świra na punkcie jazdy konnej. Ma trzy konie, no a z moim cztery. Trzy z nich to andaluzy, jego dwa białe, mój siwy, jednak nigdy nie widziałam, aby na nich jeździł. Użycza tych koni innym, uczy ich na nich jeździć i tak dalej. Sam jeździ na tym przystojniaku - zatrzymałam się przy boksie, w którym stał piękny, wręcz majestatyczny, skarogniady koń. - Pełnej krwi angielskiej. Ma fioła na jego punkcie, ponieważ nie znalazł jeszcze konia, który jest w stanie go wyprzedzić.
- Piękny - przyznał chłopak. - Tylko ten Dylan może na nim jeździć?
- Właściwie to nie, ale Hades często ma humory i słucha właściwie tylko Dylla.
- Hades? - zaśmiał się.
- Cecha charakterystyczna mojego przyjaciela. Czasem nie rozumiem otaczającej go ciemności.
- Może takie przeznaczenie.
- Może - powtórzyłam za nim. - Ale co tam jakiś ponurak, przejedziemy się?
- Dasz radę jechać w tym stroju? - uniósł jedną brew i przejechał po mnie wzrokiem.
- Wątpisz we mnie?
- Jakbym śmiał.
- To chodź - przeszliśmy kilka boksów dalej. - Ty bierzesz tego, a ja swojego.
- Pewna jesteś?
- Owszem. Jestem - odparłam wyprowadzając mojego andaluza. Po okulbaczeniu koni i wyprowadzeniu koni, Alek bez problemu dosiadł swojego. Ja się delikatnie skrzywiłam, patrząc na moją sukienkę.
- Pomóc ci? - wyszczerzył się chłopak.
- Nie, dam sobie radę - przecież nie przyznam się do słabości. Stanęłam tyłem do boku konia, jedną stopę włożyłam w strzemię i nawet nie wiem jakim cudem, ale po chwili siedziałam bokiem na siodle. Kilka minut popraw w nim, kręcenia się i byłam wreszcie gotowa i nieźle zmęczona. - Gotowy?
- A ty? - zaśmiał się.
- Zawsze jestem gotowa, pamiętaj mój drogi.


Alek?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz