2017-02-21

Od Ariany CD Dylana

Obudziłam się kompletnie niewyspana, wyglądając pewnie jak dzień temu...czyli jak trup. W nocy ciężko było mi zasnąć. Nowe miejsce, te hałasy...nie potrafiłam określić, czy dochodziły z zewnątrz, czy z ośrodka. Stojąc znużona przy oknie, zauważyłam, że dwa balkony dalej ktoś mieszka...szybko skojarzyłam fakty. Dylan. Czy to nie jest chore, że obliczałam prawdopodobieństwo spadnięcia sześć metrów w dół, przy próbie dostania się na jego balkon? Chyba tak. Wszystko zrzuciłam na późną porę i niewyspanie.
Bez ociągania odkopałam się z ciepłych koców, nigdy nie miałam problemów ze wstaniem rano...ale budził mnie w nocy każdy, najcichszy dźwięk...plus był taki, że nie musieliśmy mieć w domu alarmu przeciwwłamaniowego. Coś ścisnęło mnie w sercu na myśl, że zobaczę Frankie'go i rodziców dopiero za jakiś czas. W nocy, z nudów, poukładałam w szafie wszystkie ubrania, łazienka cała była w moich kosmetykach. Mam hopla na punkcie swoich włosów, tak naprawdę są kręcone, czego nie znoszę i staram się zminimalizować bez konieczności użycia prostownicy. Prostownica to zło. June twierdzi, że wyglądam z tymi kręciołkami uroczo...ale wolę tego nie pokazywać światu. Związałam włosy w kok i szybko wciągnęłam na siebie wygodne leginsy i flanelową koszulę. No, oczywiście była za duża i za długa...ciężko znaleźć coś na dziewczynę 156. Jestem zmuszona wyjść do stołówki...moja lodówka jest pusta, muszę przy najbliższej okazji zrobić jakieś zakupy. Uwielbiam jeść śniadania w samej piżamie, która składa się z bielizny i bluzki....a tak nie będę paradować przed ludźmi. A w sumie to może mi wyjść na dobre, może poznam kogoś fajnego. Zanim wyszłam, rzuciłam okiem na skórzaną kurtkę, która jako jedyna została w walizce...po cholerę mi to było? Przecież to nawet nie mój styl, a mój wybawca jest wiele kilometrów stąd i na pewno już o mnie zapomniał.
***
Tłok panujący w stołówce sprawił, że automatycznie odwróciłam się na pięcie i zmieniłam kierunek podróży. Nienawidzę tłumów. Skorzystam z okazji i pójdę zobaczyć salę balową, wczoraj była niestety już zamknięta.
W miarę sprawnie znalazłam wejście, ma się tą orientację w terenie. Już miałam rękę na klamce, kiedy usłyszałam dochodzącą z pomieszczenia muzykę...pianino, albo fortepian. Nigdy nie umiałam odróżnić nawet fletu zwykłego od poprzecznego.
Melodia była piękna, ale przepełniona smutkiem...wprawiała mnie w melancholijny nastrój, zanim się obejrzałam, miałam prawie łzy w oczach. Nie mogąc się powstrzymać, weszłam do środka by zobaczyć, kto tak pięknie gra.
Za, ewidentnie, pianinem siedział chłopak w bluzie i ze słuchawkami na uszach. Nigdy nie widziałam go bez tej skórzanej kurtki, ale dobrze wiedziałam, że to Dylan. Doznałam czegoś w rodzaju deja vu...nagle zakręciło mi się w głowie, poczułam ostry ból w biodrze, ledwo zarejestrowałam, że siedzę na posadzce.
tayaiv:  F1000025 by Charlotte-robin on Flickr.   Glinda: That’s all it is!  Scarecrow: But that’s so easy! I should have thought of it for you.  Tin Man: I should have felt it in my heart.: ***
Ciepły, słoneczny dzień. Słońce wpadało przez okno, grzejąc moje ręce, które położone były na klawiszach. Spod moich palców wydobywał się okropny fałsz, żadna nuta nie pasowała do siebie.
- Idzie ci coraz lepiej, Elizabeth - usłyszałam znajomy głos za sobą
- Jasne, tylko próbujesz mnie pocieszyć,Kristian.
Mężczyzna usiadł obok mnie, obejmując mnie w talii i unosząc do góry, po chwili siedziałam na jego kolanach. Czułam jego ciepły oddech na swojej szyi, teraz to on grał na pianinie. A spod jego palców wydobywała się piękna, smutna melodia...
***
- Wszystko okej? - usłyszałam nagle
Co się, do cholery, przed chwilą stało? Przecież siedziałam tam, na kolanach K....kogo?
- Tak, przepraszam, gapa ze mnie...poślizgnęłam się - zaśmiałam się, wstając.
Moje oczy spotkały się z błękitnym spojrzeniem bruneta.


[Dyll?]

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz