Kiedy wyszliśmy z pokoju Dylana, wpadłam na pomysł. On ją inaczej nazwał, musiał ją znać, więc może taki spacer we dwoje dobrze im zrobi.
- Ej pyśki, muszę zmienić buty, później do was dołączę - odparłam i zniknęłam w swoim pokoju. Spacer po tym bruku w moich ulubionych obcasach, to zły pomysł. Zmieniłam płaszcz na krótszy, aby się nie ubrudził, a obcasy na płaskie botyki za kostki, ale na platformie. Lubię być wysoką jak na dziewczynę. Taki mały kompleks, jeden z nielicznych w moim życiu. Obejrzałam się w lustrze. Kochałam tą obcisłą, czarną, koronkową sukienkę przed połowę uda. Podeszłam do drzwi, na korytarzu nic nie było słychać. Wystawiłam głowę, aby potwierdzić przypuszczenia. Nikogo. Złapałam za klucz, zamknęłam pokój i ruszyłam, aby obejrzeć nowych uczniów. Kiedy weszłam do głównego holu, stanęłam z boku i zaczęłam obserwować. Analiza zachowania to szybki sposób na wyłonienie nowych. Najczęściej są zagubieni, pomimo wskazówek nauczycieli i innych dorosłych, nie wiedzą do końca gdzie iść. Inni stoją w holu i się rozglądają, chłoną przepych tego miejsca. Jakieś dziewczyny, niewyględne, wybitnie mnie nie zainteresowały. Ari na przykład od razu mnie zainteresowała, z bliżej nieokreślonego powodu. Tak po prostu stwierdziłam, że ona mnie zrozumie. Chłopcy... coś tam niby było, ale żaden nie zaskoczył mnie, tak jak Dylan z jego niezwykłymi oczami. W sumie cały był niezwykły, przerażający przez tą otaczającą go ciszę, ale ja się bo nie bałam, jestem zbyt pewna siebie, zbyt Diamentowa, żeby się bać.
Moją uwagę przyciągnęła właściwie tylko dwójka. Dziewczyna, nawet ładna o białych włosach i wesoły, wywołujący u mnie uśmiech chłopak. Szybki wybór i zaczęłam się zwinnie mijać ten cały tłum. Wreszcie po dobrej minucie, znalazłam się obok chłopaka.
- Może w czymś pomóc? - byłam niewiele niższa od niego, co mnie zdziwiło. Raczej nie trzymam się z takimi facetami, ale u tego nieznajomego nie przeszkadzało mi to.
- Właściwie to tak - odparł uśmiechając się. W ręku nadal miał bagaż.
- To najpierw pokój. Chodź - podeszliśmy do recepcji. Wykorzystując, że ktoś stał przed nami, przedstawiłam się. - June Draxler.
- Alek Śniegocki.
- Bruno, poprosimy klucz dla pana Śniegockiego - uśmiechnęłam się do recepcjonisty.
- Proszę, pani Draxler - młody chłopak, podał mi klucz, a ja oddałam go właścicielowi pokoju. - Dziękuję. To chodźmy, pokażę, gdzie jest twoje mieszkanko i oprowadzę cię. Chyba, że moje skromne towarzystwo, ci przeszkadza.
- Ej pyśki, muszę zmienić buty, później do was dołączę - odparłam i zniknęłam w swoim pokoju. Spacer po tym bruku w moich ulubionych obcasach, to zły pomysł. Zmieniłam płaszcz na krótszy, aby się nie ubrudził, a obcasy na płaskie botyki za kostki, ale na platformie. Lubię być wysoką jak na dziewczynę. Taki mały kompleks, jeden z nielicznych w moim życiu. Obejrzałam się w lustrze. Kochałam tą obcisłą, czarną, koronkową sukienkę przed połowę uda. Podeszłam do drzwi, na korytarzu nic nie było słychać. Wystawiłam głowę, aby potwierdzić przypuszczenia. Nikogo. Złapałam za klucz, zamknęłam pokój i ruszyłam, aby obejrzeć nowych uczniów. Kiedy weszłam do głównego holu, stanęłam z boku i zaczęłam obserwować. Analiza zachowania to szybki sposób na wyłonienie nowych. Najczęściej są zagubieni, pomimo wskazówek nauczycieli i innych dorosłych, nie wiedzą do końca gdzie iść. Inni stoją w holu i się rozglądają, chłoną przepych tego miejsca. Jakieś dziewczyny, niewyględne, wybitnie mnie nie zainteresowały. Ari na przykład od razu mnie zainteresowała, z bliżej nieokreślonego powodu. Tak po prostu stwierdziłam, że ona mnie zrozumie. Chłopcy... coś tam niby było, ale żaden nie zaskoczył mnie, tak jak Dylan z jego niezwykłymi oczami. W sumie cały był niezwykły, przerażający przez tą otaczającą go ciszę, ale ja się bo nie bałam, jestem zbyt pewna siebie, zbyt Diamentowa, żeby się bać.
Moją uwagę przyciągnęła właściwie tylko dwójka. Dziewczyna, nawet ładna o białych włosach i wesoły, wywołujący u mnie uśmiech chłopak. Szybki wybór i zaczęłam się zwinnie mijać ten cały tłum. Wreszcie po dobrej minucie, znalazłam się obok chłopaka.
- Może w czymś pomóc? - byłam niewiele niższa od niego, co mnie zdziwiło. Raczej nie trzymam się z takimi facetami, ale u tego nieznajomego nie przeszkadzało mi to.
- Właściwie to tak - odparł uśmiechając się. W ręku nadal miał bagaż.
- To najpierw pokój. Chodź - podeszliśmy do recepcji. Wykorzystując, że ktoś stał przed nami, przedstawiłam się. - June Draxler.
- Alek Śniegocki.
- Bruno, poprosimy klucz dla pana Śniegockiego - uśmiechnęłam się do recepcjonisty.
- Proszę, pani Draxler - młody chłopak, podał mi klucz, a ja oddałam go właścicielowi pokoju. - Dziękuję. To chodźmy, pokażę, gdzie jest twoje mieszkanko i oprowadzę cię. Chyba, że moje skromne towarzystwo, ci przeszkadza.
(Alek?)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz