Po niemal całym popołudniu spędzonym w stajni czułam się zmęczona, ale i szczęśliwa, jak zawsze po zajmowaniu się końmi. Towarzystwo znalezionej przeze mnie przed tygodniem, małej, czarnej kotki przypominającej raczej kulkę sierści, także satysfakcjonowało mnie bardziej, niż gdybym miała spędzać czas z większością uczniów akademii.
Widząc, że na zewnątrz zrobiło się już całkowicie ciemno, westchnęłam. Znów się zasiedziałam, a o 22 powinnam być przecież w budynku. Żal mi było jednak zostawiać Nalę w stajni. Co prawda znalazłam ją właśnie tutaj, w sianie, ale jednak wydawało mi się to nieodpowiednie miejsce dla małego kociaka.
Niewiele myśląc, wzięłam na ręce czarnego sierściucha i schowałam pod bluzą, zasuwając odrobinę zamek, by ukryć swoje zwierzątko. O zakazie zwierząt w akademii nikt jeszcze nie wspominał w jakiś szczególnie surowych kategoriach, ale niestety nie zauważyłam, by którykolwiek uczeń miał zwierzaka. Mimo wszystko jednak postanowiłam przemycić do siebie Nalę.
Kotka wtuliła się we mnie, mrucząc cicho gdy weszłam tylnym wyjściem, znajdującym się od strony stajni, do budynku. Zawsze zastanawiało mnie to, że mimo wielkości ośrodka i sędziwego wieku jego murów, nie były one wyziębione, a wchodzącego zawsze owionęło ciepło. Nawet pomimo tego, że przez swój dar nie odczuwałam temperatur tak dokuczliwie jak inni, atmosferę i ciepło tego budynku czułam zawsze.
Nie zastanawiając się, popędziłam schodami na górę, kierując się ciemnymi korytarzami do swojego pokoju. Na kolejnym piętrze oprócz swoich kroków rozchodzących się echem w pustym korytarzu, usłyszałam także inne, szybsze i głośniejsze. Przyspieszyłam, mając nadzieję, że nie zauważy mnie z Nalą nikt z nauczycieli lub opiekunów. Kroki jednak zbliżały się cały czas. Przystanęłam na rogu, nasłuchując, jednak nie potrwało to długo. Idąca postać weszła w otaczającej nas ciemności prosto we mnie, zwalając mnie z nóg i wytrącając z moich rąk kotkę, która czmychnęła w ciemność.
Postać zaraz podniosła się, podając mi rękę, którą delikatnie ujęłam i wstałam, przyglądając się uważnie wysokiemu chłopakowi, który na mnie wpadł. Na moje szczęście, nie był to pracownik ośrodka.
- Przepraszam - usłyszałam zażenowanie w głosie chłopaka, który podrapał się po karku, przyglądając mi się uważnie. Po chwili jednak naszych uszu doszło ciche miauczenie i oboje zwróciliśmy wzrok na pojawiającą się obok mnie Nalę.
- Tylko nikomu o niej nie mów - poprosiłam, schylając się po kotkę. - Chyba nie wolno nam mieć tutaj zwierząt. Prawdopodobnie łamię teraz zakazy...
- Nie martw się, będę milczał - usłyszałam rozbawiony głos chłopaka.
Wyprostowałam się, przyglądając mu się uważnie, a po chwili wyciągnęłam do wysokiego chłopaka rękę. Ten ujął ją, a ja potrząsnęłam ją delikatnie.
- Jestem Bianka. A ty musisz być tutaj od niedawna? - zapytałam.
- Olivier - przedstawił się. - Jestem tu dopiero od jakiejś godziny - wytknął z rozbawieniem. - Przepraszam, że na ciebie wpadłem. Nie orientuję się jeszcze w tym miejscu, a do tego panują tutaj takie ciemności... - zaczął.
- Nic się nie stało. Budynek jest naprawdę wielki i pełen zakamarków, ale przez to piękny. Powinieneś zobaczyć bibliotekę i salę balową... - zaczęłam rozmarzona. - Pełno starodawnych zdobień, przejść...
Chłopak przyglądał mi się z zaciekawieniem, a Nala wyciągnęła się na moich rękach, trącając jego dłoń swoim mokrym noskiem. Roześmialiśmy się na ten widok, zwracając na siebie uwagę kotki, która prychnęła tylko, znów kładąc się wygodnie u mnie na rękach.
- W tej ciemności chyba niczego i tak nie dojrzę - zauważył słusznie Olivier.
- Niekoniecznie - wyrwało mi się. - Sama poznawałam ośrodek zazwyczaj po zmroku. Kiedy potrafisz poruszać się tutaj po zmroku, nigdy się nie zgubisz, tym bardziej w dzień. Jeśli chcesz, mogłabym cię oprowadzić - powiedziałam, sama zaskoczona swoją gadatliwością i propozycją. - Oczywiście, jeśli nie jesteś zbyt zmęczony. I najpierw musiałabym zostawić u siebie Nalę...
(Olivier?)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz