Popatrzyłam szybko przez okno. Pogoda była piękna więc można było rzeczywiście się przejść.
-Daj mi chwilkę, musze znaleźć bluzę i będę -Obiecałam i wyszłam z pokoju . Dziewczyna była bardzo miła, miała inny gust, kompletnie inny gust. Kochała gry komputerowe widać było że jest taką trochę chłopczycą. Ale jest miła i ma dużo znajomych. Była ładna, pasował jej ten image Niby nic nie było dobrane ale całość którą jej nieład tworzył była piękna. Złapałam swoją szaro niebieską bluzę i zmieniłam buty na sztyblety. Gumowe kaloszki do jazdy konnej były idealne na wiosenne roztopy.
-Jestem -Z szerokim uśmiechem zatrzymałam się obok czekającej na mnie pod drzwiami swojego pokoju Soni.
-Dobra to ahoy przygodo co ?-Zaśmiała się do siebie. Podniosłam kącik ust w odpowiedzi i ruszyłyśmy. Pogoda była piękna, słońce lekko grzało i sikorki się ogarnęły że czas śpiewać. Nabrałam czystego powietrza w płuca i szczęśliwa wypuściłam je .
-Gdzie idziemy?-Zapytałam po dłuższej chwili spaceru w ciszy.
-Poznam cię z moimi znajomymi, są pewno za szopami. -Powiedziała i kiwnęła głową na zielono brązowe budynki. Kroczyła pewnie i zdawało się że szła tędy miliony razy.
-Nie znam ich -Zauważyłam.
-Poznasz-Podniosłą wzrok i uśmiechnęła się zachęcająco.
-No... a jak mnie nie polubią?
-Spróbowali by -Prychnęła i zrobiła kolejny krok. Usłyszałam jakąś rozmowę i męski śmiech... O jej
czas poznać nowych ludzi ..
<Sony ? wybacz że tak późno ale ważne że jest co ?>
Diamond Neighbourhood
2017-03-22
2017-03-19
Eclypse - Du er alene
Budzik zadzwonił jak zawsze o 6.30, wstałem powoli żeby go wyłączyć. Westchnąłem cicho i poszedłem się umyć oraz ubrać. Po tym zjadłem "śniadanie" i wróciłem do łóżka żeby poczytać. Jest sobota, więc cały dzień mam wolny. Nie wyszedłem ze swojego pokoju do 19, żeby uniknąć ludzi, a i tak wyszedłem na jakieś 20 minut. Po powrocie otworzyłem okno w pokoju i zrobiłem sobie herbatę, dokładnie tym się żywię, herbatą i tostami z dżemem, nie potrzebuję niczego więcej. Ale i tak kiedy staję w lustrze jestem obrzydzony samym sobą, więc w końcu postanowiłem zakryć lustra jakimś materiałem, zostawiłem tylko jedno, nad umywalką w łazience.
Od Sony CD Jona
- A mam pewność, iż ten apetyczny rogalik nie jest zatruty? - uśmiechnęłam się lekko, podnosząc pysznie wyglądające ciastko - Może chcesz się zemścić, a ja, miłośniczka jedzenia, nieświadomie zjem śmiercionośny wypiek?
- Nigdy nie wiadomo. - chłopak wzruszył ramionami i zrobił teatralną minę.
- Dobra. - machnęłam ręką i wzięłam ogromny kęs rogalika - Za bardzo uwielbiam jedzenie, by się nad tym zastanawiać. - dodałam, gdy przełknęłam.
- Nie wyglądasz na uwielbiającą jedzenie. - stwierdził mój współtowarzysz z rozbawieniem.
- Ach, wiem, co masz na myśli. - uniosłam brwi - Seksi figurka, ogólnie zostało mi tylko pójście na sesję zdjęciową do najnowszego wydania Vogue, czy tak?
- Dokładnie to miałem na myśli. - odparł z wyczuwalnym sarkazmem, a jednak jego mimika nie wyrażała żadnej niechęci do mojego dziwacznego poczucia humoru.
- Swoją drogą, jak masz na imię, drogi kolego od herbatki? - zapytałam, kończąc swój posiłek i patrząc na niego z wyczekiwaniem. Dopiero co przyjechaliśmy, a należało poznać jak najwięcej osób; no bo kto będzie trząść tą budą, jak nie my?
- Jon. - odparł, również biorąc ostatni kęs swej porcji - Jon Whitelaw, gwoli ścisłości.
- Sona Andrenyi. - podałam mu dłoń nad stołem, a on ją uścisnął.
- Skąd pochodzi to nazwisko? - zapytał Jon, zapewne zaciekawiony genezą mego nietypowego nazwiska.
- Węgierskie, jak mniemam. - odparłam, opierając głowę na dłoniach - Chociaż z Węgrami związana jestem jak piernik z wiatrakiem. Mój dziadek stamtąd pochodzi, ale takie bestie jak ja rodzą się tylko w Stanach. Także masz przed sobą laskę z Waszyngtonu z krwi i kości. A, właśnie - zaczęłam inny temat, który przyszedł mi do głowy - dlaczego nie jesteś na lekcjach? Już trwają, z tego, co wiem.
- Oj, nie wiem. - wzruszył ramionami - Jakoś tak wyszło.
- Mi powiedzieli, że mogę walić dzisiejsze lekcje, skoro przyjechałam przed godziną. - poinformowałam, żywo gestykulując - Ale myślę, że nie obrażą się, jeżeli nie będę uczęszczać na zajęcia trochę częściej. Ostatnie, o czym marzę, to dodatkowa szkoła, a przecież tę normalną już ukończyłam. Zresztą, chrzanić! - machnęłam ręką - Oficjalnie zapraszam cię na niesamowite wagary połączone z eksploracją najbliższych terenów. Skoro teraz nie ma cię na lekcjach, nikt się nie skapnie, że nie będzie cię na kolejnych.
- Skoro prosisz. - zaśmiał się, wstając od stołu. Uczyniłam to samo i, zebrawszy oba nasze talerze, odłożyłam je do mycia.
- Propozycja spędzenia ze mną dnia brzmi zbyt kusząco, nieprawdaż? - uśmiechnęłam się łobuzersko, podążając w stronę wyjścia. Wychodząc, przypomniałam sobie, że praktycznie zostawiłam Maggie samą w pokoju, mówiąc, że idę jedynie zrobić sobie herbatę. Pospiesznie wyciągnęłam telefon i wystukałam wiadomość na messengerze:
Do: jakaś randomowa idiotka~
Hej, wrócę później, kochana x
- Z kim tak SMS-ujesz? - zapytał Jon, widząc, że nie odrywam się od ekranu. Natychmiast wygasiłam telefon i schowałam go do kieszeni.
- Mag, moja przyjaciółka i, od niedawna, współlokatorka. - oznajmiłam - Powiedziałam jej, że idę po herbatę, a nie wracam od dwudziestu minut, ups! I tak wątpię, aby się o mnie martwiła. A, właśnie, gdzie pójdziemy? Trzeba obmyślić jakiś fantastyczny plan wycieczki.
- A gdzie proponujesz?
- Gdzie nogi poniosą. - odparłam bez namysłu - Ale na pewno nie do jakichś lasów czy innych chaszczy, bo to nudzi. Poszłabym na miasto. Salony gier? Super muzea? Park rozrywki? Cyrk? Nie...?
(Jon?)
Realm Ascent musi wrócić, za bardzo za nim tęsknię, ugh.
Ja też ;,; ~Hejtuś
2017-03-18
Od Jona C.D. Sony
Zaspany, wszedłem do stołówki po późne śniadanie. A raczej bardzo późne, bacząc na to, która była godzina. Nic więc dziwnego, że stołówka świeciła pustkami. Bliżej było do obiadu, niż do śniadania. No i większość była już na lekcjach, Skrzywiłem się, wiedząc, że w spóźnianiu się lub niezjawieniu na lekcjach jestem mistrzem.
Moją wędrówkę do stolika z rogalikami, masłem i dżemem przerwało energiczne uderzenie we mnie przez niską, czarnowłosą dziewczynę. Oczywiście, jak to zawsze bywa przy moim szczęściu, niesiona przez nią gorąca - i to bardzo, przekonałem się o tym na własnej skórze - herbata wylądowała na mojej koszulce, mocząc materiał i parząc skórę.
Nim zdążyłem chociażby zakląć, dziewczyna już zaczęła swój wywód, przepraszając piszczącym głosikiem i podając mi chusteczki. Nawet kiedy chciałem się odezwać, nadal piszczała swoje przeprosiny, co całkowicie mnie rozbawiło i zamiast zapewnić ją, że nic się nie stało, roześmiałem się głośno.
- Ale z ciebie katarynka - powiedziałem rozbawiony. - Ciągle tak nie dajesz nikomu dojść do słowa? - mruknąłem, robiąc użytek z podanych mi przez dziewczynę chusteczek i wycierając ogromną plamę na koszulce, zaraz po tym, jak odciągnąłem materiał od sparzonej skóry.
- Jeszcze raz przepraszam - dodała dziewczyna, patrząc na mnie przepraszająco swoimi dużymi jak u dziecka, brązowymi oczami. - Nie jesteś zły?
- Będę, jeśli jeszcze raz mnie przeprosisz - ostrzegłem ze śmiechem, zauważając, że dziewczyna poprawiła mi humor. - To tylko herbata. Jakoś to przeżyję.
- Wynagrodzę ci to - obiecała.
- Och, nie wątpię - zapewniłem, rozciągając usta w łobuzerskim uśmiechu. Widząc rumieniec zalewający twarz dziewczyny, przewróciłem oczami. Standard. - Jesteś nowa? - domyśliłem się.
- Właśnie przyjechałam - wyznała, nadal wpatrując się we mnie swoimi ufnymi, łagodnymi jak u sarny oczami.
- W takim razie musisz być głodna po podróży - stwierdziłem, wyjmując z jej dłoni puste kubki i odstawiając je na pobliski stolik. Kiedy ująłem dziewczynę za łokieć, ta zdziwiona ruszyła powoli, prowadzona przeze mnie do kolejnego stolika. - Zjesz ze mną śniadanie?
- A czy mogę odmówić? - zapytała.
- Oczywiście, że nie - powiedziałem, śmiertelnie poważny. Odsunąłem dla niej krzesło i sam usiadłem naprzeciw, od razu sięgając po rogalika i nóż, by go rozpołowić. Następnie nabrałem na nóż trochę dżemu, rozsmarowując go na dwóch połówkach rogalika. - Zjedzenie ze mną śniadania będzie twoim zadośćuczynieniem za potraktowanie mnie wrzątkiem. Jeśli ci to nie odpowiada, zaraz mogę iść po gorącą herbatę i wyrównać rachunki, oko za oko - zażartowałem, przesuwając w jej stronę jedną połówkę rogalika. - To jak będzie?
Wiedziałem, że zgodnie z prawami estetyki powinienem najpierw pójść do pokoju i przebrać mokrą koszulkę, byłem jednak zbyt głodny. Pojawienie się czarnowłosej było jednak plusem, widziałem bowiem, że nie odmówi mi wspólnego śniadania, a wyglądała na dość zabawną osóbkę. Zawsze to lepiej jeść w czyimś towarzystwie, rozbawiany rozmową, niż samotnie.
(Sona?)
Oj tak, Realm Ascent było cudne. Pokochałam blog i postacie. Dopraszam się o reanimację bloga!!!
Od Jona C.D. June
Słysząc słowa dziewczyny, roześmiałem się cicho, przenosząc niechętnie wzrok z jej szczupłego ciała na swoją sportową torbę.
- Coś mi się wydaje, że przynoszę nam pokój - wytknąłem rozbawiony. - Mam cały termos kawy.
- Naprawdę? - zapytała dziewczyna, schodząc z bieżni i patrząc w stronę rogu sali, gdzie zostawiłem torbę i wystający z niej termos. Zaczęła iść w tamtą stronę, ale złapałem ją za kruchy nadgarstek, kręcąc rozbawiony głową.
- A gdzie ci tak spieszno? - zapytałem, przywołując na twarz złośliwy uśmiech.
Dziewczyna obróciła się zdziwiona, patrząc na mnie z wyrazem zawiedzenia na swojej ślicznej, rumianej twarzy. Omal się nie roześmiałem, gdy zobaczyłem jej wydęte jak u dziecka wargi.
- Nie podzielisz się? - zapytała z wyrzutem.
- Tylko jeśli zdążysz za mną - powiedziałem chytrze, powtarzając dokładnie jej słowa, które przed chwilą wypowiedziała. Gdy dziewczyna uniosła z niedowierzaniem brwi, ja zdążyłem już wejść na bieżnię, włączając ją i zaczynając od spokojnego truchtu.
- Skoro chcesz mieć za kompana marudę, proszę bardzo - powiedziała niezadowolona. - Uprzedzałam, jaka jestem bez kawy.
Wzruszyłem lekko ramionami, podkręcając prędkość i po kilku chwilach biegłem już zwyczajowym dla siebie tempem. Po chwili spojrzałem na dziewczynę, która zajęta biegiem, nie zaszczycała mnie nawet spojrzeniem. W myślach oceniłem, że jest dosyć wysoka jak na dziewczynę, wciąż jednak była o jakieś 20 cm niższa ode mnie. No i szczupła, bardzo szczupła. Mógłbym iść o zakład, że ma niedowagę i gdyby nie jej wywód o szlifowaniu prędkości u Diamentowych, zastanawiałbym się, po jaką cholerę tu przyszła. Podskakująca przy każdym kroku, brązowa kitka sprawiała, że dziewczyna wyglądała jak mała dziewczynka, tym bardziej, gdy była naburmuszona i starała się mnie ignorować.
- Jak masz na imię? - zapytałem, czując się niezręcznie w tej ciszy.
- Ta wiedza jest ci niezbędna? - zapytała z wyższością w głosie, co znów mnie rozbawiło i przywołało na usta uśmiech. Był on nowością po tym, że wczoraj cały dzień spędziłem na posyłaniu nowemu znajomemu Bianki nienawistne spojrzenia.
- Owszem. Jako kulturalny człowiek lubię widzieć kluczowe informacje o swoim rozmówcy. Oczywiście nie musisz zaraz podawać grupy krwi i nazwiska panieńskiego matki. Imię w zupełności mi wystarczy - skomentowałem sarkastycznie, zaraz jednak zreflektowałem się, że nowo poznana dziewczyna może nie poznać się na moim specyficznym poczuciu humoru i uznać mnie za osobę niedorozwiniętą psychicznie, a tego zdecydowanie bym nie chciał. - Ja jestem Jon - dodałem po chwili.
(June?)
- Coś mi się wydaje, że przynoszę nam pokój - wytknąłem rozbawiony. - Mam cały termos kawy.
- Naprawdę? - zapytała dziewczyna, schodząc z bieżni i patrząc w stronę rogu sali, gdzie zostawiłem torbę i wystający z niej termos. Zaczęła iść w tamtą stronę, ale złapałem ją za kruchy nadgarstek, kręcąc rozbawiony głową.
- A gdzie ci tak spieszno? - zapytałem, przywołując na twarz złośliwy uśmiech.
Dziewczyna obróciła się zdziwiona, patrząc na mnie z wyrazem zawiedzenia na swojej ślicznej, rumianej twarzy. Omal się nie roześmiałem, gdy zobaczyłem jej wydęte jak u dziecka wargi.
- Nie podzielisz się? - zapytała z wyrzutem.
- Tylko jeśli zdążysz za mną - powiedziałem chytrze, powtarzając dokładnie jej słowa, które przed chwilą wypowiedziała. Gdy dziewczyna uniosła z niedowierzaniem brwi, ja zdążyłem już wejść na bieżnię, włączając ją i zaczynając od spokojnego truchtu.
- Skoro chcesz mieć za kompana marudę, proszę bardzo - powiedziała niezadowolona. - Uprzedzałam, jaka jestem bez kawy.
Wzruszyłem lekko ramionami, podkręcając prędkość i po kilku chwilach biegłem już zwyczajowym dla siebie tempem. Po chwili spojrzałem na dziewczynę, która zajęta biegiem, nie zaszczycała mnie nawet spojrzeniem. W myślach oceniłem, że jest dosyć wysoka jak na dziewczynę, wciąż jednak była o jakieś 20 cm niższa ode mnie. No i szczupła, bardzo szczupła. Mógłbym iść o zakład, że ma niedowagę i gdyby nie jej wywód o szlifowaniu prędkości u Diamentowych, zastanawiałbym się, po jaką cholerę tu przyszła. Podskakująca przy każdym kroku, brązowa kitka sprawiała, że dziewczyna wyglądała jak mała dziewczynka, tym bardziej, gdy była naburmuszona i starała się mnie ignorować.
- Jak masz na imię? - zapytałem, czując się niezręcznie w tej ciszy.
- Ta wiedza jest ci niezbędna? - zapytała z wyższością w głosie, co znów mnie rozbawiło i przywołało na usta uśmiech. Był on nowością po tym, że wczoraj cały dzień spędziłem na posyłaniu nowemu znajomemu Bianki nienawistne spojrzenia.
- Owszem. Jako kulturalny człowiek lubię widzieć kluczowe informacje o swoim rozmówcy. Oczywiście nie musisz zaraz podawać grupy krwi i nazwiska panieńskiego matki. Imię w zupełności mi wystarczy - skomentowałem sarkastycznie, zaraz jednak zreflektowałem się, że nowo poznana dziewczyna może nie poznać się na moim specyficznym poczuciu humoru i uznać mnie za osobę niedorozwiniętą psychicznie, a tego zdecydowanie bym nie chciał. - Ja jestem Jon - dodałem po chwili.
(June?)
Od Sony CD Matyldy
- Naprawdę? - moje źrenice rozszerzyły się w geście zdumienia - Imprezy tak na ciebie działają?
- Mhm... - potwierdziła, kiwając głową - Nie wiem, dlaczego. To... może teraz ty opowiesz coś o sobie?
- O mnie? - powtórzyłam w zamyśleniu - Hm... spróbuję, ale nie obiecuję, że nie będę przynudzać. To tak... lubię gry. Na komputer, na konsolę; wszystko jedno. Szczególnie RPG, fabularne... to taka immersja, że wow. Fajne są te w uniwersum post-apo, albo fantasy-średniowiecze. O ile w ogóle wiesz, o czym mówię. - zaśmiałam się - No to... interesuję się jeszcze rockiem, sama gram na gitarze elektrycznej i perkusji. Lubię My Chemical Romace, Nirvanę, Arctic Monkeys i inne takie. Hmm... co jeszcze? O, często majsterkuję. Robię mechaniczne rzeczy, ale dość rzadko, bo nie mam na to zbyt wiele czasu.
- Jakiego typu rzeczy? - dopytała Matylda.
- Ruchome maszyny, zazwyczaj zdalnie sterowane... głównie to. - odparłam z lekkim uśmiechem - Swoją drogą, nie wiem, czy ci już to mówiłam, ale masz bardzo ładne włosy. Od razu zwróciłam na nie uwagę. - stwierdziłam.
- Dziękuję. - odrzekła Mati, rumieniąc się lekko.
- Co powiesz na to, abyśmy gdzieś poszły? - zapytałam - Na przykład do ogrodów? Siedzenie w środku w taką ładną pogodę to trochę marnowanie czasu. A nuż spotka nas coś ciekawego na zewnątrz?
Matylda? Brak pomysłu ;_;
od Matyldy cd Sony
-Hm.. O mnie? Mam tatuaż! -Powiedziałam podnosząc się z łóżka i podnosząc bluzkę na wysokośc stanika tak że drzewo pokazało się w całej okazałosci.
-Bolało?
-Usnęłam, jakimś cudem więc nie czułam -Przyznałam z uśmiechem i puściłam koszulkę.Potem podwinęłam rękaw i pokazałam jej napis.
-Masterpiecie?
-Dzieło sztuki, wiesz takie przypomnienie że nie każdemu muszę się podobać ale w każdym wywołuję emocje -Przyznałam z uśmiechem.
-No ładnie -Pokiwała głową.
-Co jeszcze o mnie... Od małego chciałam ćwiczyć balet ale nie wypaliło i teraz jest za późno -Przyznałam.
-Nigdy nie jest za późno na spełnianie marzeń! -Krzyknęła i patrzyła zachęcająco w moim kierunku.
-To nie chodzi o moje chcenie, to chodzi o brak zajęć dla osób początkujących w moim wieku, do grupy dla dzieci mnie nie wezmą a do grupy dla dorosłych jestem za słaba -Kiwnęłam głową . Zaczęłam jednak chodzić po jej pokoju stawiając daleko nogę z palcami w pinty i tak sobie skakałam.
-Coś tam umiesz -Zaśmiała się i prechyliła głowę.
-Mało..
-Co jeszcze mi o sobie powiesz ?-Zapytała z ciekawością w głosie i nie mogłam się powstrzymać i pisnęłam radośnie .
-Ja.. śpiewam trochę-Przyznałam.
-Czy jest coś czego nie umiesz -Prychnęła.
-Jeździć samochodem i imprezować?-Pytanie było odpowiedzią ale no wiadomo. Popatrzyła na mnie jak na wariatkę.
-Nie imprezujesz?
-Robię się płaczliwa na imprezach -Przyznałam
<sony... dawaj cos o soobie ?>
-Bolało?
-Usnęłam, jakimś cudem więc nie czułam -Przyznałam z uśmiechem i puściłam koszulkę.Potem podwinęłam rękaw i pokazałam jej napis.
-Masterpiecie?
-Dzieło sztuki, wiesz takie przypomnienie że nie każdemu muszę się podobać ale w każdym wywołuję emocje -Przyznałam z uśmiechem.
-No ładnie -Pokiwała głową.
-Co jeszcze o mnie... Od małego chciałam ćwiczyć balet ale nie wypaliło i teraz jest za późno -Przyznałam.
-Nigdy nie jest za późno na spełnianie marzeń! -Krzyknęła i patrzyła zachęcająco w moim kierunku.
-To nie chodzi o moje chcenie, to chodzi o brak zajęć dla osób początkujących w moim wieku, do grupy dla dzieci mnie nie wezmą a do grupy dla dorosłych jestem za słaba -Kiwnęłam głową . Zaczęłam jednak chodzić po jej pokoju stawiając daleko nogę z palcami w pinty i tak sobie skakałam.
-Coś tam umiesz -Zaśmiała się i prechyliła głowę.
-Mało..
-Co jeszcze mi o sobie powiesz ?-Zapytała z ciekawością w głosie i nie mogłam się powstrzymać i pisnęłam radośnie .
-Ja.. śpiewam trochę-Przyznałam.
-Czy jest coś czego nie umiesz -Prychnęła.
-Jeździć samochodem i imprezować?-Pytanie było odpowiedzią ale no wiadomo. Popatrzyła na mnie jak na wariatkę.
-Nie imprezujesz?
-Robię się płaczliwa na imprezach -Przyznałam
<sony... dawaj cos o soobie ?>
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)