A więc jednak nie mam paranoi...mimo to muszę być w stu procentach pewna.
- Co to była za dziewczyna? - zapytałam
- Nie wiem. Kiedy się odwróciła, zniknąłem. Nie jestem bohaterem. W naszą stronę jechała policja, oni już jej nic nie mogli zrobić, więc nie wiedziałem potrzeby pozostania tam.
Nagle zaczęłam niekontrolowanie się trząść, jakby z zimna. W jednej chwili pochyliłam się do przodu i skryłam twarz w dłoniach. Po chwili poczułam ciepłe dłonie, zataczające kręgi na moich plecach. Jego dotyk był najbardziej znośny ze wszystkich, a kiedy już wiem, że to on mnie uratował...
- Hej mała, nie płacz. Co się stało?
Bez słowa objęłam go i oparłam czoło o jego tors, po chwili objął mnie ramionami.
Co Ty odwalasz Lightfire? W jednym momencie kolesia nie lubisz, a w drugim przytulacie się na jego łóżku? Co ty, prostytutką jesteś?
Gdy poczułam, jak zapadamy się w materac, poczułam ukłucie paniki. Głęboko oddychałam, serce waliło mi jak młot.
- Spokojnie. Przepraszam. Ten ból. Tylko kiedy leżę, jest do wytrzymania...
- Jak mam być spokojna, kiedy obcy koleś mnie przytula? - zaśmiałam się, próbując jakoś rozluźnić atmosferę.
- Nie ja zacząłem
Miał rację. Oswobodziłam się z jego ramion i usiadłam na skraju łóżka.
- Mam różne dziwne fazy czasami, zapomnijmy o sprawie.
Powoli kiwnął głową, i albo mi się wydawało, albo dostrzegłam w jego oczach cień smutku.
- Ale od dzisiaj żyjemy w zgodzie? - uśmiechnął się
- Tak...tylko gówniarze się obrażają, ta cała sytuacja była dziecinna, przepraszam.
I co teraz? Mam się przyznać, że to ja byłam tą dziewczyną? Jak w kiepskiej tragedii romantycznej? On się dowie, że Ją uratował i będą żyli razem długo i szczęśliwie? Nie.
Coś mnie przyciąga do tego chłopaka jak magnes...i to mnie przeraża.
Faceci...brzydzę się ich. A przecież nic mi nie zrobili, nieliczni na pewno zadają sobie pytanie: czy wyolbrzymiam? Może. A może w poprzednim życiu spotkało mnie coś o wiele gorszego, a podobna sytuacja uruchomiła moje lęki...i coś jeszcze.
***
Po całej akcji ewakuowałam się do swojego pokoju, ale tylko po sztyblety. Postanowiłam, że dołączę do June...dawno nie jeździłam konno, a i tak doszłam tylko do samodzielnego kłusu.
Weszłam do stajni, a moje nozdrza wypełnił cudowny, charakterystyczny zapach koni. Rozejrzałam się wokół. Ani żywej duszy człowieka. Podeszłam do pierwszego boksu, w którym znajdował się kary ogier.
- Prince - szepnęłam, odczytując tabliczkę.
Ledwo zdążyłam wyciągnąć rękę w kierunku konia, kiedy zaskoczył mnie męski głos.
- Piękny, prawda? Mógłbym dać ci się na nim przejechać. - ktoś położył dłoń na moim ramieniu.
Podskoczyłam jak rażona piorunem, odwróciłam się gwałtownie. Czerwonowłosy jegomość z tunelami w uszach uśmiechnął się do mnie, ale nie był to ten rodzaj uśmiechów, który mi się podobał.
- Jeździłaś już kiedyś?
- Dawno temu...kłusowałam.
- Obawiam się, że przed przejażdżką musisz sobie przypomnieć to i owo...ale to nie będzie problemem, jak mniemam. Antony Blackwild, tutejszy trener - ujął moją dłoń i musnął ją wargami.
- Wolałabym dołączyć do June...
- Obawiam się, że nie mogę puścić takiej damy samej...June wyjechała już ponad godzinę temu. Cóż to by była za strata, gdybyś się zgubiła lub spadła z konia, oj oj.
Pociągnął mnie za rękę i zaprowadził do siodlarni, gdzie dostałam parę prawie pasujących na mnie bryczesów. W sumie mogłam jeździć równie dobrze w swoich leginsach, ale Antony uparł się, bym się przebrała. Mogłabym przysiąc, że mimo obrócenia się, i tak na mnie zerkał. Nie podobała mi się ta cała sytuacja, ale już nie było odwrotu.
Podczas gdy szukałam kasku, osiodłał mi karą piękność. Włożyłam nogę w strzemię, ale kompletnie nie miałam siły, by wsiąść na siodło.
- Mógłby pan...
- Z przyjemnością- odparł szybko.
Myślałam, że przyniesie mi stołek, on jednak podszedł do mnie. Chciałam się obrócić i zaprotestować, ale niemal dosłownie przyszpilił mnie do konia. Czułam jego oddech na swojej skórze. Starałam się nie spanikować i oddychać spokojnie, posłusznie wsadziłam stopę w strzemię. Za moment poczułam jego łapy na swoich pośladkach...tego było za wiele. Nagle jakaś niewytłumaczalna siła wstąpiła we mnie, nawet nie wiedziałam, w którym momencie dałam mu w ryj.
- Co pan sobie wyobraża? Proszę mnie zostawić. - powiedziałam chłodno i spokojnie.
Nikt nigdy mnie więcej nie dotknie, do cholery.
Mężczyzna jednak wydawał się kompletnie niezrażony moją reakcją..wręcz przeciwnie.
- Ostra. Lubię takie - uśmiechnął się szeroko i potarł czerwony ślad na policzku, robiąc krok w moją stronę.
- Dama prosiła, byś ją zostawił, Blackwild. - głos Dylla przeszył ciszę jak ostra brzytwa, dało się słyszeć ledwo maskowaną złość w jego głosie, którą tylko ja potrafiłam wyczuć.
A więc mój rycerz na białym koniu znów mnie ratuje?
- Co to była za dziewczyna? - zapytałam
- Nie wiem. Kiedy się odwróciła, zniknąłem. Nie jestem bohaterem. W naszą stronę jechała policja, oni już jej nic nie mogli zrobić, więc nie wiedziałem potrzeby pozostania tam.
Nagle zaczęłam niekontrolowanie się trząść, jakby z zimna. W jednej chwili pochyliłam się do przodu i skryłam twarz w dłoniach. Po chwili poczułam ciepłe dłonie, zataczające kręgi na moich plecach. Jego dotyk był najbardziej znośny ze wszystkich, a kiedy już wiem, że to on mnie uratował...
- Hej mała, nie płacz. Co się stało?
Bez słowa objęłam go i oparłam czoło o jego tors, po chwili objął mnie ramionami.
Co Ty odwalasz Lightfire? W jednym momencie kolesia nie lubisz, a w drugim przytulacie się na jego łóżku? Co ty, prostytutką jesteś?
Gdy poczułam, jak zapadamy się w materac, poczułam ukłucie paniki. Głęboko oddychałam, serce waliło mi jak młot.
- Spokojnie. Przepraszam. Ten ból. Tylko kiedy leżę, jest do wytrzymania...
- Jak mam być spokojna, kiedy obcy koleś mnie przytula? - zaśmiałam się, próbując jakoś rozluźnić atmosferę.
- Nie ja zacząłem
Miał rację. Oswobodziłam się z jego ramion i usiadłam na skraju łóżka.
- Mam różne dziwne fazy czasami, zapomnijmy o sprawie.
Powoli kiwnął głową, i albo mi się wydawało, albo dostrzegłam w jego oczach cień smutku.
- Ale od dzisiaj żyjemy w zgodzie? - uśmiechnął się
- Tak...tylko gówniarze się obrażają, ta cała sytuacja była dziecinna, przepraszam.
I co teraz? Mam się przyznać, że to ja byłam tą dziewczyną? Jak w kiepskiej tragedii romantycznej? On się dowie, że Ją uratował i będą żyli razem długo i szczęśliwie? Nie.
Coś mnie przyciąga do tego chłopaka jak magnes...i to mnie przeraża.
Faceci...brzydzę się ich. A przecież nic mi nie zrobili, nieliczni na pewno zadają sobie pytanie: czy wyolbrzymiam? Może. A może w poprzednim życiu spotkało mnie coś o wiele gorszego, a podobna sytuacja uruchomiła moje lęki...i coś jeszcze.
***
Po całej akcji ewakuowałam się do swojego pokoju, ale tylko po sztyblety. Postanowiłam, że dołączę do June...dawno nie jeździłam konno, a i tak doszłam tylko do samodzielnego kłusu.
Weszłam do stajni, a moje nozdrza wypełnił cudowny, charakterystyczny zapach koni. Rozejrzałam się wokół. Ani żywej duszy człowieka. Podeszłam do pierwszego boksu, w którym znajdował się kary ogier.
- Prince - szepnęłam, odczytując tabliczkę.
Ledwo zdążyłam wyciągnąć rękę w kierunku konia, kiedy zaskoczył mnie męski głos.
- Piękny, prawda? Mógłbym dać ci się na nim przejechać. - ktoś położył dłoń na moim ramieniu.
Podskoczyłam jak rażona piorunem, odwróciłam się gwałtownie. Czerwonowłosy jegomość z tunelami w uszach uśmiechnął się do mnie, ale nie był to ten rodzaj uśmiechów, który mi się podobał.
- Jeździłaś już kiedyś?
- Dawno temu...kłusowałam.
- Obawiam się, że przed przejażdżką musisz sobie przypomnieć to i owo...ale to nie będzie problemem, jak mniemam. Antony Blackwild, tutejszy trener - ujął moją dłoń i musnął ją wargami.
- Wolałabym dołączyć do June...
- Obawiam się, że nie mogę puścić takiej damy samej...June wyjechała już ponad godzinę temu. Cóż to by była za strata, gdybyś się zgubiła lub spadła z konia, oj oj.
Pociągnął mnie za rękę i zaprowadził do siodlarni, gdzie dostałam parę prawie pasujących na mnie bryczesów. W sumie mogłam jeździć równie dobrze w swoich leginsach, ale Antony uparł się, bym się przebrała. Mogłabym przysiąc, że mimo obrócenia się, i tak na mnie zerkał. Nie podobała mi się ta cała sytuacja, ale już nie było odwrotu.
Podczas gdy szukałam kasku, osiodłał mi karą piękność. Włożyłam nogę w strzemię, ale kompletnie nie miałam siły, by wsiąść na siodło.
- Mógłby pan...
- Z przyjemnością- odparł szybko.
Myślałam, że przyniesie mi stołek, on jednak podszedł do mnie. Chciałam się obrócić i zaprotestować, ale niemal dosłownie przyszpilił mnie do konia. Czułam jego oddech na swojej skórze. Starałam się nie spanikować i oddychać spokojnie, posłusznie wsadziłam stopę w strzemię. Za moment poczułam jego łapy na swoich pośladkach...tego było za wiele. Nagle jakaś niewytłumaczalna siła wstąpiła we mnie, nawet nie wiedziałam, w którym momencie dałam mu w ryj.
- Co pan sobie wyobraża? Proszę mnie zostawić. - powiedziałam chłodno i spokojnie.
Nikt nigdy mnie więcej nie dotknie, do cholery.
Mężczyzna jednak wydawał się kompletnie niezrażony moją reakcją..wręcz przeciwnie.
- Ostra. Lubię takie - uśmiechnął się szeroko i potarł czerwony ślad na policzku, robiąc krok w moją stronę.
- Dama prosiła, byś ją zostawił, Blackwild. - głos Dylla przeszył ciszę jak ostra brzytwa, dało się słyszeć ledwo maskowaną złość w jego głosie, którą tylko ja potrafiłam wyczuć.
A więc mój rycerz na białym koniu znów mnie ratuje?
[Dyll? XD]
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz