Otworzyłam oczy. Po bólu głowy nie było ani śladu. Przesunęłam palcami po żuchwie, wyczuwając maleńki guz...i coś jeszcze, nieznane bliżej uczucie. Jakby takie rozkoszne swędzenie, przez które zaraz moje serce zabiło szybciej. Momentalnie przypomniałam sobie, co wydarzyło się, zanim musiałam zasnąć. Błyskawicznie zerwałam się do siadu i rozejrzałam po pustym pokoju, ani śladu Dylana. A może to wszystko mi się przyśniło? Nagle moją uwagę przykuło coś czerwonego na krześle. Wstałam, biorąc przedmiot w ręce. Była to bluza, za duża jak na mnie...ewidentnie męska. Miała metkę z napisem Sinsay. Młodzieżowe sieciówki? Co za żenada. Więc Dylan jednak tu był, ale czy umyślnie zostawił bluzę? Na pewno nie, przecież raczej nie chciałby mieć ze mną kontaktu. Tylko dlaczego mi pomógł? To pewnie zwykła litość, czy coś.
***
Poniedziałek. Pierwsze zajęcia, a ja nie zdążyłam się z nikim zaprzyjaźnić...nie mogę przecież ciągle nękać swoją obecnością June. Ta jednak zdawała się zupełnie tym nie przejmować, zadowolona z mojego towarzystwa. Nigdy nie rozumiałam, czemu ludzie tak do mnie lgną...jestem raczej samotnikiem.
- Tak więc powstała pierwsza akademia - bla bla bla, czcze gadanie.
Nie zrozumcie mnie źle, bardzo lubię historię, ale...nie mogłam się na niczym skupić. Na niczym, oprócz śledzenia wzrokiem Dylana gadającego z jakąś laską. Siedzieli w przedostatniej ławce w drugim rządzie, a ja z June w ostatniej. Obserwowałam, jak nauczyciel po cichu do nich podchodzi, w klasie zrobiło się nadzwyczaj cicho i wkrótce było słychać tylko piskliwy śmiech dziewczyny. Najwyraźniej Dyll musiał ją rozśmieszyć, chociaż takie idiotki chyba śmieszy wszystko.
- Czy ma pan mi coś do powiedzenia, panie Morgenstern? Na przykład na temat...stolicy Diamentowych.
Irytujący śmiech dziewczyny momentalnie ucichł
- To Wenecja, każdy o tym wie. - odpowiedział z taką pewnością siebie, jakby zamawiał pizze.
- Naturalnie - nauczyciel był szczerze zdziwiony jego inteligencją i wiedzą.
Wrócił do biurka i kontynuował lekcję. Po czasie, który wydawał mi się wiecznością, zadzwonił dzwonek obwieszczający upragnioną przerwę. Stałam, czekając na sposobność do prześlizgnięcia się między uczniami. Przestrzeń pomiędzy ławkami była na tyle mała, że mogła pomieścić tylko jedną osobę. Nagle poczułam na sobie czyjś wzrok...instynkt mnie nie mylił. Błękitnooki. Wyczekująco wpatrywał się we mnie, a ja dopiero po chwili zdałam sobie sprawę, że rozdziawiłam usta jak idiotka. Zamknęłam je i, nie zaszczycając go już więcej spojrzeniem, skorzystałam z ustąpienia. Mój błąd. Gdy już go wyminęłam i byłam odwrócona do niego tyłem, zaczął iść niebezpiecznie blisko, co wprawiało mnie w obłęd. Nie dałam jednak nic po sobie poznać, ze spokojem szłam dalej, czując mały dreszcz emocji. Ari, ogarnij się. Gdy wyszłam na korytarz, musiałam poczekać na June.
- Ten burak wepchnął się przede mnie - mruknęła
Normalnie w takiej sytuacji zachichotałabym i poplotkowałybyśmy na ten temat, ale nie byłam w nastroju. Z resztą to Dylan.
- Oddasz mu tą bluzę? - wepchnęłam przyjaciółce czerwony materiał w ręce, lekko nerwowo zerkając za siebie.
- Sama nie możesz?
- Wiesz, że nie. - spiorunowałam ją wzrokiem- On nie chce mnie widzieć.
- Skąd wiesz? - zaśmiała się
- W każdym razie JA go nie chcę widzieć.
- Pierwszy raz widzę, żebyś tak się przejmowała jakimś chłopakiem.
- Na razie mam dość związków. Z resztą...nie o to chodzi. - myślami wróciłam do nocy, gdy omal nie zostałam zgwałcona.
Nigdy nie powiedziałam o tym June. Pewnie wywróciłaby cały Londyn do góry nogami i powiesiła tych sukinsynów za fraki.
- Po prostu mu to oddaj, o mnie nic nie wspominaj. - powiedziałam na odchodnym
[Dyll?]
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz