Kiedy tylko Jon odszedł od mnie, zobaczyłam, że zbliża się do Olivier'a i trąca go ramieniem. Tylko tyle wystarczyło, by oboje zaczęli się szarpać i popychać. Chciałam podejść do nich, zwracając im uwagę, jednak osłupiała stałam tylko w miejscu, obserwując całą sytuację z rosnącym niepokojem.
Nie doszło jednak do niczego poważniejszego, gdyż Jon wyszarpnął się z uścisku Olivier'a i odszedł, rzucając coś na odchodne. Brunet za to ruszył przez korytarz, odprowadzany ciekawskimi szeptami i spojrzeniami innych.
- Olivier! - krzyknęłam, wyrwana z osłupienia i ruszyłam za nim szybko. Mimo iż chłopak stawiał kroki długości moich dwóch, wreszcie dałam radę go doścignąć na schodach, łapiąc go za rękę, by go zatrzymać.
- Możesz powiedzieć swojemu chłopakowi, żeby się odwalił? - powiedział, kiedy tylko zobaczył, że to ja.
Westchnęłam, mrużąc oczy i posyłając mu wściekłe spojrzenie. Jak oboje z Jonem mogli być tak uparci? I co sytuacja sprzed klasy miała oznaczać? Nie prosiłam Jona o wtrącanie się w moje sprawy, Olivier zresztą też nic do mnie nie miał. Nawet się dobrze nie znaliśmy.
- Mogłabym - warknęłam. - Tyle, że Jon nie jest moim chłopakiem.
Puściłam rękę Olivier'a i ruszyliśmy razem po schodach, przez chwilę milcząc. Najwyraźniej przetrawiał moje słowa, nie wiedząc, co o nich myśleć.
- Więc pocałunki i czułości względem 'nie-chłopaka' to dla ciebie codzienność? - zakpił, stając pod ścianą.
Spojrzałam na niego z furią w oczach. Może chciał mnie po prostu obrazić, a może naprawdę tak myślał; nie miałam pojęcia. Byłam za to pewna, że nie pozwolę mówić o sobie takich rzeczy, tym bardziej prosto w twarz. Nim zorientowałam się, co robię, moja dłoń uderzyła w jego policzek, zostawiając po sobie czerwony ślad i odbite palce.
- Jesteś bezczelny - syknęłam. - Nie zrobiłam ci nic, co usprawiedliwiałoby to, że tak się do mnie odnosisz. A jeśli już tak bardzo chcesz wiedzieć, to Jon jest przyjacielem. Jedynym, jakiego mam tutaj czy gdziekolwiek indziej. Traktuje mnie jak siostrę i nie widzę w jego zachowaniu niczego poza troską, sama zachowuję się tak względem niego i swej małej siostry. Więc nie udawaj, że wiesz o mnie cokolwiek, bo te kilka godzin zwiedzania ośrodka i miłych rozmów nie dały ci szansy mnie poznać w najmniejszym nawet stopniu - dokończyłam lodowatym tonem, obracając się na pięcie i odchodząc.
Nie miałam zamiaru słuchać już niczego, co Olivier miałby do powiedzenia. Byłam tak rozwścieczona, że końcówki moich palców pokryły się szronem, a skóra zrobiła się jeszcze chłodniejsza, niż zazwyczaj. Wypowiedź Olivier'a niewątpliwie miała mi dokuczyć i sugerować, że moje zachowanie względem Jona mogło oznaczać coś więcej i jest bardzo powszechne. Cierpliwie znosiłam opinię aroganckiej i nieczułej księżniczki, tak samo jak i inne uszczypliwości, ale wiedziałam, że to nic w porównaniu ze słowami, które usłyszałam od Olivier'a. Od niego oczekiwałam więcej.
- Bianka - usłyszałam głos Oliviera, nie odwróciłam się jednak. Po chwili chłopak wyprzedził mnie, zagradzając mi drogę.
- Puść mnie - warknęłam. - Spieszę się na zajęcia.
Kolejna lekcja tego dnia to zajęcia z Thomas'em Smith'em, najbardziej wymagającym nauczycielem. Nie zamierzałam się spóźnić. I tak ten mężczyzna dawał nam wycisk, czy to przy ćwiczeniu mocy, czy przy zajęciach fizycznych. Nie chciałam tego pogarszać.
- Ja też - zakpił. - Jednak tu stoję i czekam, aż ochłoniesz, żebyś nie opowiadała głupot.
- Ja, czy ty? - warknęłam. - To ty jesteś wredny, nie ja.
- Czyżby? - zaśmiał się. - A kto teraz nie daje mi dojść do słowa? Nie chciałem cię urazić...
- Ale to zrobiłeś - powiedziałam z wściekłością.
- Owszem - przyznał. - Pod wpływem nerwów, tak jak ty. Nie jestem raczej przyzwyczajony, by ktoś prosił się o bójkę ze mną bez powodu, zaraz po tym, gdy plastikowa dziewczyna denerwuje mnie przez całą lekcję - wytknął. - A w dodatku ten twój przyjaciel przez całą lekcję starał się wzbudzić we mnie zazdrość.
- Nie mów, że mu się udało? - zakpiłam uszczypliwie, próbując go wyminąć.
- Kto teraz jest bezczelny? - zapytał, wpatrując się we mnie z uniesionymi brwiami.
Westchnęłam, czując się trochę winna, nie umniejszało to jednak mojego zdenerwowania.
- Przepraszam - powiedziałam cicho. - Za Jona i za uderzenie cię. Na resztę zasłużyłeś - dodałam.
(Olivier? ^^)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz