Wyciągnęłam się na łóżku. Jak to możliwe, że mi, MI, nie chce się spać? Niemrawe, jak zwykle w tej części Anglii, słońce wpadło przez jedno z okien mojego pokoju, oblewając mnie przyjemnym ciepłem. Uśmiechnęłam się zadowolona i wtuliłam twarz w poduszkę. Właściwie to po co? Przecież i tak nie usnę. Przebudzona nigdy ponownie nie zatapiam się w obięciach Morfeusza. Niechętnie usiadłam po turecku na łóżku, aby się przeciągnąć i pp chwili skierować moje kroki ku łazience. Prysznic jeszcze bardziej mnie pobudził, jednak tu mojemu zaskoczeniu, nie spowodował głodu. Okręcona w ręcznik wyszłam z łazienki i stanęłam przed największym wyzwaniem. Co ja mam założyć? Co ja będę dziś robić? Spojrzałam na zegarek, stojący przy łóżku. Dość rano... nawet więcej niższe dość. Sięgnęłam do sportowe ubranie i po chwili szłam w krótkich spodenkach i luźnym, krótkim topie w stronę siłowni. Otworzyłam drzwi. Pusto. Jak miło, żadnym denerwujących ludzi. Skierowałam się w stronę nowiutkiej bieżni. Dlaczego nie biegam po dworze? Zimno, mokro, nierówno, można się zgubić itd. Dokładniej mówiąc nic ciekawego. A tutaj mogę sobie przyjść ubrana tak ja teraz i nie wyglądam jakbym ataku drgawek dostała. Po krótkiej rozgrzewce, włożyłam słuchawki i zaczęłam biec. Bieg to jedna z niewielu czynności, która mnie naprawdę oczyszcza. Wypłukuje ze mnie wszystkie emocje, pozwala się uwolnić od problemów.
Po jakimś czasie usłyszałam obok jakieś głosy i komentarze, do których się przyzwyczaiłam. Przez takich ograniczonych umysłowo ludzi, nie zamierzam ubierać się w golfy. Spojrzałam się obojętnym wzrokiem w tamtą stronę. Kilku typowym mięśniaków. Przekręciłam oczami i powróciłam wzrokiem, do okna przede mną i widoku jaki się za nim rozpościerał. Kroki. Zaczyna się robić średnio. Zdjęłam słuchawki i położyłam je razem z telefonem na pulpicie. Ktoś wszedł do pomieszczenia. Kolejny? Pięknie. Jeden, ten który już wcześniej zaczął się do mnie zbliżać, teraz bezczelnie podszedł i spróbował złapać mnie za tyłek. Zareagowałam natychmiast. Zeskoczyłam z bieżni i wykręciłam mu rękę.
- Teraz spróbuj mnie tknąć - syknęłam, a on jęczał z bólu, obróciłam go i dałam kopa. - Tylko któryś podejdzie, to wam kurwa chirurg nie pomoże.
Zawsze zaskakiwało mnie, że ludzie się na to łapią. Większość wyszła. Został jeden. Nawet przystojny blondyn, szczupły, ale niestety wysoki. Wysocy są najgorsi, bo ciężko im coś zrobić. Stał kilkanaście metrów ode mnie i się patrzył. Poprostu. Zastanawiałam się o co mu właściwie chodzi.
- Podziwiam - odparł po chwili.
- Co? - zapytałam krzyżując ramiona. Jakoś dziwnie pierwszy raz w życiu chciałam zakryć brzuch przed jakimś chłopakiem. Wzbudzał we mnie dziwne uczucie... czy ja się właśnie zaczynam rumienić?! Spokojnie i tak biegłam, więc nie będzie to wyglądać dziwacznie. Mam nadzieję.
- Tą twoją stanowczość i szybką reakcję - odparł.
- Cóż ćwiczę moje Diamentowe zdolności, szczególnie jeśli chodzi o prędkość. Uważam, że każdy powinien tak robić.
- W sumie to przedstawiłbym się i chętnie pobiegał obok, ale nie śpieszno mi do chirurga.
- Słowo się rzekło. Nie lubię mężczyzn wyższych ode mnie o głowę, silniejszych, blisko mnie, kiedy ich nie znam.
- Boisz się?
- Ja? - prychnąłam. - Absurd. Po prostu nie znajduję przyjemności w łamaniu kości innym Diamentowym.
- Więc moja propozycja odpada?
- Nie, ale tylko jeśli zdążysz za mną - odparłam wracając na bieżnię. - I ostrzegam, nie jestem prostą osobą. Szczególnie rano, przed kawą.
(Jon?)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz