- A mam pewność, iż ten apetyczny rogalik nie jest zatruty? - uśmiechnęłam się lekko, podnosząc pysznie wyglądające ciastko - Może chcesz się zemścić, a ja, miłośniczka jedzenia, nieświadomie zjem śmiercionośny wypiek?
- Nigdy nie wiadomo. - chłopak wzruszył ramionami i zrobił teatralną minę.
- Dobra. - machnęłam ręką i wzięłam ogromny kęs rogalika - Za bardzo uwielbiam jedzenie, by się nad tym zastanawiać. - dodałam, gdy przełknęłam.
- Nie wyglądasz na uwielbiającą jedzenie. - stwierdził mój współtowarzysz z rozbawieniem.
- Ach, wiem, co masz na myśli. - uniosłam brwi - Seksi figurka, ogólnie zostało mi tylko pójście na sesję zdjęciową do najnowszego wydania Vogue, czy tak?
- Dokładnie to miałem na myśli. - odparł z wyczuwalnym sarkazmem, a jednak jego mimika nie wyrażała żadnej niechęci do mojego dziwacznego poczucia humoru.
- Swoją drogą, jak masz na imię, drogi kolego od herbatki? - zapytałam, kończąc swój posiłek i patrząc na niego z wyczekiwaniem. Dopiero co przyjechaliśmy, a należało poznać jak najwięcej osób; no bo kto będzie trząść tą budą, jak nie my?
- Jon. - odparł, również biorąc ostatni kęs swej porcji - Jon Whitelaw, gwoli ścisłości.
- Sona Andrenyi. - podałam mu dłoń nad stołem, a on ją uścisnął.
- Skąd pochodzi to nazwisko? - zapytał Jon, zapewne zaciekawiony genezą mego nietypowego nazwiska.
- Węgierskie, jak mniemam. - odparłam, opierając głowę na dłoniach - Chociaż z Węgrami związana jestem jak piernik z wiatrakiem. Mój dziadek stamtąd pochodzi, ale takie bestie jak ja rodzą się tylko w Stanach. Także masz przed sobą laskę z Waszyngtonu z krwi i kości. A, właśnie - zaczęłam inny temat, który przyszedł mi do głowy - dlaczego nie jesteś na lekcjach? Już trwają, z tego, co wiem.
- Oj, nie wiem. - wzruszył ramionami - Jakoś tak wyszło.
- Mi powiedzieli, że mogę walić dzisiejsze lekcje, skoro przyjechałam przed godziną. - poinformowałam, żywo gestykulując - Ale myślę, że nie obrażą się, jeżeli nie będę uczęszczać na zajęcia trochę częściej. Ostatnie, o czym marzę, to dodatkowa szkoła, a przecież tę normalną już ukończyłam. Zresztą, chrzanić! - machnęłam ręką - Oficjalnie zapraszam cię na niesamowite wagary połączone z eksploracją najbliższych terenów. Skoro teraz nie ma cię na lekcjach, nikt się nie skapnie, że nie będzie cię na kolejnych.
- Skoro prosisz. - zaśmiał się, wstając od stołu. Uczyniłam to samo i, zebrawszy oba nasze talerze, odłożyłam je do mycia.
- Propozycja spędzenia ze mną dnia brzmi zbyt kusząco, nieprawdaż? - uśmiechnęłam się łobuzersko, podążając w stronę wyjścia. Wychodząc, przypomniałam sobie, że praktycznie zostawiłam Maggie samą w pokoju, mówiąc, że idę jedynie zrobić sobie herbatę. Pospiesznie wyciągnęłam telefon i wystukałam wiadomość na messengerze:
Do: jakaś randomowa idiotka~
Hej, wrócę później, kochana x
- Z kim tak SMS-ujesz? - zapytał Jon, widząc, że nie odrywam się od ekranu. Natychmiast wygasiłam telefon i schowałam go do kieszeni.
- Mag, moja przyjaciółka i, od niedawna, współlokatorka. - oznajmiłam - Powiedziałam jej, że idę po herbatę, a nie wracam od dwudziestu minut, ups! I tak wątpię, aby się o mnie martwiła. A, właśnie, gdzie pójdziemy? Trzeba obmyślić jakiś fantastyczny plan wycieczki.
- A gdzie proponujesz?
- Gdzie nogi poniosą. - odparłam bez namysłu - Ale na pewno nie do jakichś lasów czy innych chaszczy, bo to nudzi. Poszłabym na miasto. Salony gier? Super muzea? Park rozrywki? Cyrk? Nie...?
(Jon?)
Realm Ascent musi wrócić, za bardzo za nim tęsknię, ugh.
Ja też ;,; ~Hejtuś
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz