Kiedy tylko zamknęłam za sobą drzwi od swojego pokoju, żegnając się z Olivierem, poczułam, jak coś ociera mi się o łydki.
- Hej, maluszku - szepnęłam, biorąc Nalę na ręce i idąc z nią do swojej własnej, małej kuchni, gdzie nasypałam kotce więcej jedzenia. Sama za to postanowiłam wziąć szybki prysznic, zanim położyłam się spać.
Naszykowana do snu, położyłam się w wielkim łóżku, rozrzucając na poduszce swe długie, platynowe włosy, by wyschły po prysznicu. Otuliłam się także szczelnie kołdrą, a po chwili usłyszałam mruczenie czarnej kotki, która wskoczyła na łóżko, zwijając się w kłębek przy moim brzuchu.
- Dobranoc - szepnęłam do zwierzaka.
[...] Rano ciężko było zwlec mi się z łóżka i z chęcią bym tego zaniechała, gdyby nie Nala. Wiedziałam, że muszę ją wynieść na zewnątrz, do stajni, gdzie zazwyczaj przebywała, zanim ktokolwiek zobaczyłby ją u mnie. Poza tym, nie chciałam, by siedziała sama - nie lubiła tego. Dużo bardziej wolała stajnię, w której kręciły się zwierzęta i ludzie, niż pusty pokój.
Przebrałam się ze swojej cienkiej koszuli nocnej w dresowe spodnie i podkoszulek, po czym poszłam do łazienki, by umyć zęby i rozczesać włosy. Nie mając czasu ani ochoty na wymyślne fryzury i makijaż, zaplotłam tylko warkocz i pociągnęłam usta ochronną pomadką. W takim zwyczajnym wydaniu wyglądałam na młodszą niż w rzeczywistości, zdążyłam się jednak już do tego przyzwyczaić.
Tuż przed wyjściem, wsunęłam na stopy buty i zarzuciłam na siebie bluzę, mając zamiar ukryć pod nią Nalę. Zwyczajowo, zabrałam ze sobą z koszyczka z kuchni kilka jabłek, które wcześniej pokroiłam w ćwiartki i wyszłam z kotką ukrytą pod bluzą, wymykając się tylnymi drzwiami. Każda moja poranna wizyta w stajni nie mogła odbyć się bez przywitania się z końmi, które poczęstowałam jabłkami i poklepałam po szyjach. Nala czmychnęła od razu, więc wróciłam do ośrodka.
W swojej kuchni nie miałam za wiele jedzenia, a perspektywa croissantów powiodła mnie do wspólnej stołówki. Wchodząc do środka, poczułam na sobie czyjś wzrok. Spojrzałam w tamtą stronę i pochwyciłam spojrzenie Oliviera, który uśmiechnął się na mój widok. Westchnęłam, odwracając wzrok i przygryzłam lekko wargę. Pewnie oczekiwał miłej dziewczyny, którą poznał w nocy, a którą ja niestety nie potrafiłam być.
Rozsiadłam się przy stoliku w kącie wielkiej sali, przy którym zawsze siadałam, mając widok na całą stołówkę i na ogród widoczny przez okno na przeciwległej ścianie. Nalałam sobie kawy i sięgnęłam po croissanta, układając go na swoim talerzyku i sięgając po dżem.
- Truskawkowy, czy może powidła śliwkowe? - usłyszałam znajomy głos i zobaczyłam przed sobą Oliviera, który właśnie przesunął w moją stronę dwa spodki.
- Dziękuję - powiedziałam cicho, sięgając po powidła. Chłopak odsunął sobie krzesło naprzeciwko mnie i przysiadł się do stolika, odsunął od siebie jednak czysty talerzyk. - Nie jesz?
- Jestem już po śniadaniu - zapewnił z uśmiechem. - Wyspałaś się?
Ze zdziwieniem zauważyłam, że jest tak samo beztroski w rozmowie ze mną, jak wczoraj. Dziś jednak ja się zmieniłam, stając się na powrót 'obojętną' Bianką.
- Tak - powiedziałam odruchowo, zaraz jednak pokręciłam głową, a moje usta drgnęły. - Nie, oczywiście, że nie - zaśmiałam się cicho. Kogo ja próbowałam oszukać? - Musiałam wstać, by wypuścić Nalę. No i oczywiście nie mogę zrywać się z zajęć... - mruknęłam cicho. - A jak tobie minęła noc?
(Olivier?)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz