Usłyszałam trzaskanie gdzieś w jednym z pokoi. Drzwi miałam dziwnym przypadkiem uchylone, doskonale więc to słyszałam.
Od razu moje myśli pobiegły z nieznanej przyczyny ku brunetowi. Zerwałam się z łóżka, na którym odprawiałam właśnie codzienny rytuał rozmyślania. Wyszłam na korytarz, bose stopy tłumiły odgłos kroków stawianych na marmurowej posadzce. Była cholernie zimna. Drzwi do pokoju Dylla także się otworzyły, serce zabiło mi szybciej.
- Co tu robisz? - z pokoju wyszła June.
Przez chwilę poczułam ukłucie zazdrości. Poważnie. Dopiero po chwili przypomniałam sobie, że przecież sama prosiłam ją o oddanie bluzy.
- Ja...e...właśnie szłam do łazienki.
- Przecież masz u siebie w pokoju.
Przyłapana.
- Tak, ona...ona...jest awaria. Muszę skorzystać z innej.
- Em...okej, wybieram się do stadniny, idziesz ze mną?
- Jestem trochę zmęczona...ale dzięki.
Dziwnie sie czułam, okłamując przyjaciółkę...ale przecież nie moge jej mówić wszystkiego, prawda?
June ewidentnie opóźniała swój chód, chcąc mnie sprawdzić...zapukałam do pokoju Dylla. O tej porze i tak nikogo innego nie ma w internacie. Nie usłyszałam żadnej odpowiedzi...milczenie oznacza zgodę. Weszłam do środka. Pokój wyglądał niemal identycznie jak mój, pomijając drobne szczegóły. Do jego łóżka prowadziły dwa stopnie, o które się mało nie zabiłam. Chłopak w najlepsze...spał. Zauważyłam na krześle bluzę...odruchowo po nią sięgnęłam z zamiarem złożenia i schowania do szafy. Nagle uderzył mnie słodki zapach poziomek...cholera, gdzieś już to czułam. Tamtej nocy w uliczce. Otworzyłam szafę, wisiało tam parę bluz i nowa, skórzana kurtka, która pachniała jeszcze fabryką. Kurtka w mojej szafie, a jego nowa, zapach poziomek...
Popadam w paranoję.
Zamknęłam szafę i już kierowałam się ku wyjściu, by móc udać, że nigdy mnie tu nie było. Coś jednak kazało mi wejść na stopnie i usiąść na skraju łóżka. Ciemnowłosy leżał na brzuchu z rozłożonymi ramionami, wyglądał bardzo spokojnie...jak anioł. Nie ślinił się obleśnie, jak inni chłopcy...ja śpię z lekko otwartymi ustami, ale to chyba nie taka tragedia, nie? Złapałam delikatnie za koniuszek koca, na którym leżał, i prowizorycznie go przykryłam. Coś zamruczał we śnie, przestraszyłam się na moment, ale później znow jego oddech sie wyrównał. Mnie budzi w nocy najlżejszy dźwięk...taki alarm przeciwwłamaniowy ze mnie.
[Dylan? Troche zeszło...aż dziesięć dni. Przepraszam kochanie ❤]
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz