- A tak po za tym. – zwróciłam wzrok w jego stronę, unosząc jedną brew. – Wybierasz się gdzieś?
- He? – zapytałam, spoglądając na swoje torby, które leżały na podłodze. Mentalnie trzasnęłam sobie otwartą dłonią w czoło. Głupia. – Dopiero przyjechałam do tej mrocznej akademii, wyciągniętej żywcem z innej epoki.
- Czemu nie pójdziesz do pokoju?
- Tak sobie. – wzruszyłam ramionami, przyglądając się zdobienią na ścianach.
Przez korytarz echem przeszedł głośny śmiech. Przyglądałam się chłopakowi. Patrzałam na niego jak na idiotę. Czy mu coś zaszkodziło?
- Nie wiedziałam, że walnięcie kogoś w żebra, może spowodować atak idiotyzmu.
- Zgubiłaś się prawda? – zapytał, wycierając pojedynczą łzę.
Pokiwałam przecząco głową. Że niby mam się przyznać, że zgubiłam się w tym miejscu, ale duma nie pozwoliła mi zapytać się obcych osób o pomoc? O nie. Nie mam zamiaru się przyznać.
- Nie zgubiłam się. – odparłam. – Na własną rękę chciałam pozwiedzać to cudo architektury.
- Wyciągnę do ciebie pomocną dłoń. – wyciągnął przed siebie dłoń. – Służę pomocą, madam.
- Podziękuję, szanowny panie. – parsknęłam śmiechem, zeskakując z parapetu.
Wyminęłam Josha, by wziąć swoje torby. Ponownie jedną przerzuciłam przez ramie, a drugą ujęłam w dłoń. Zaczęłam iść przed siebie, kierując się w stronę głównego holu przy drzwiach wejściowych. Powrót do punktu wyjścia. Fajnie.
- Życzę powodzenia! – usłyszałam za sobą. Zerknęłam za siebie. Stał opierając się o ścianę. Przyglądał mi się z zaciekawieniem, z iskierkami rozbawienia w oczach.
- Nie dziękuję!
– Będzie ci potrzebne. – zaczął rozglądać się po ścianach. – Bo to duży budynek.
Wolna dłoń mocniej zacisnęła się. Paznokcie boleśnie zaczęły wbijać się w skórę. Irytujący. Obróciłam się na pięcie. Wolnym krokiem podeszłam do jego osoby. Stanęłam przed nim, nawiązując z nim kontakt wzrokowy. Uśmiechnęłam się lekko.
- Prowadź, staruszku. – szepnęłam, wymijając go.
< Josh? >
- Nie dziękuję!
– Będzie ci potrzebne. – zaczął rozglądać się po ścianach. – Bo to duży budynek.
Wolna dłoń mocniej zacisnęła się. Paznokcie boleśnie zaczęły wbijać się w skórę. Irytujący. Obróciłam się na pięcie. Wolnym krokiem podeszłam do jego osoby. Stanęłam przed nim, nawiązując z nim kontakt wzrokowy. Uśmiechnęłam się lekko.
- Prowadź, staruszku. – szepnęłam, wymijając go.
< Josh? >
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz