Skinęłam lekko głową, odwracając wzrok od bogatego wnętrza pomieszczenia i cicho wyszliśmy z jadalni.
- Oczywiście, nie musimy tutaj jadać, więc nie wszyscy korzystają z tego miejsca, mając małą kuchnię w pokoju, całkowicie i wyłącznie do swojej dyspozycji. Ja jednak uwielbiam tutejszą kawę i croissanty - przyznałam szczerze.
- Czyli zastanę cię tutaj rano? - zapytał z uśmiechem Olivier, zamykając za nami ostrożnie drzwi i dalej wędrując ze mną korytarzami.
- Jestem śpiochem - zaśmiałam się cicho. - Nie wstaję za szybko bez potrzeby, więc i szybko się tu nie pojawiam...
- A teraz jeszcze się nie wyśpisz... - zauważył. - Może chcesz już wracać do siebie? - zapytał chłopak, zdawało mi się, że jest odrobinę rozczarowany, chociaż nie znałam go na tyle dobrze, by rozpoznawać jego emocje.
Spojrzałam na niego z westchnieniem, gdy przystanął i pokręciłam lekko głową. Zauważyłam z niezadowoleniem, iż muszę unosić głowę, by patrzeć Olivierowi w oczy. Chłopak wydawał się oceniać właśnie wzrokiem, czy jestem śpiąca, czy nie, ale byłam pewna, że nie doszuka się na mojej twarzy żadnych oznak senności.
- Skoro sama zaproponowałam ci oprowadzanie po ośrodku, to znaczy, że chciałam to zrobić i nie miałam ochoty spać - zapewniłam. - A teraz chodź, zanim najdzie jakiś nauczyciel i przyłapie nas na nocnych wędrówkach - rozkazałam, łapiąc go za nadgarstek i pociągając w stronę kolejnego skrzyżowania. Tym razem chciałam pokazać mu kolejne sale, w których odbywaliśmy lekcje, co poszło nam dosyć szybko. Przy sali muzycznej jednak postanowiłam się zatrzymać na dłużej, wiedząc, że jest to jedna z moich ulubionych sal.
- Grasz na czymś? - zapytał Olivier, widząc, jak patrzę na pianino stojące w rogu.
Uśmiechnęłam się delikatnie do chłopaka, wzruszając ramionami. Do gry na pianinie przyzwyczaiłam się, ponieważ byłam zapisana w dzieciństwie na lekcje przez mojego tatę, który nie wyobrażał sobie, bym nie była muzykalna, nigdy jednak ni fascynowało mnie ono za bardzo. Ot, kolejna rzecz, której przyszło mi się nauczyć. Inna historia, to były skrzypce. Odkąd tylko usłyszałam ich melancholijny, smutny i dostojny zarazem dźwięk, zakochałam się w tym instrumencie. I chociaż uwielbiałam też wiolonczelę, to ten mniejszy smyczkowy instrument najbardziej podbił moje serce.
- Na skrzypcach i trochę na pianinie - przyznałam cicho. - Ale głównie na skrzypcach. Mam swoje własne, na których gra mi się najlepiej. Mają już prawie sześć lat - przyznałam z dumą. - A ty? Na czym grasz?
- Dlaczego od razu zakładasz, że na czymś gram? - zapytał wyzywająco, z szelmowskim uśmiechem.
- Ponieważ tobie także zaświeciły się oczy na widok tych wszystkich instrumentów i ponieważ zdradza cię spojrzenie - powiedziałam pewnie, spoglądając mu stanowczo w oczy.
- Poznałaś mnie dopiero dzisiaj i już twierdzisz, że potrafisz mnie przejrzeć jedynie po spojrzeniu? - zakpił. - Nie jestem aż tak przewidywalny - zapewnił mnie.
- Najwidoczniej to mi nie przeszkadza w przejrzeniu cię - zapewniłam zadowolona, zdając sobie sprawę, że czytam w chłopaku bezbłędnie, co było dziwne, ze względu na to, iż dpiero co się poznaliśmy. - Więc na czym grasz? - zapytałam, wskakując na parapet.
(Olivier?)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz