2017-03-04

Od Bianki C.D. Olivier'a

Kiedy chłopak zaczął grać, coś jakby przeskoczyło mi w głowie, odniosłam wrażenie, że dźwięki są mi dziwnie znane, chociaż wspomnienie było zbyt odległe, bym mogła jednoznacznie określić, skąd znam melodię wychodzącą spod palców Olivier'a. Czułam się jak po przebudzeniu, gdy nie jest się w stanie przypomnieć sobie snu, który zaledwie kilka minut wcześniej rozgrywał się pod zamkniętymi powiekami.
Dopiero, gdy Olivier skończył grać i zwrócił na mnie wzrok, zorientowałam się, że przez cały czas mu się przyglądałam i nieco speszona, spuściłam wzrok na swoje splecione na kolanach dłonie.
- Sorry za to. Nie mogłem się powstrzymać. - przyznał, odkładając gitarę na jej miejsce i znów na mnie spojrzał, najwyraźniej czekając, aż jakoś skomentuję jego spontaniczny występ.
- To było... Dobre - powiedziałam po chwili wahania, nie wiedząc, jakiego słowa użyć. - Nie przypominało niczego, co znam. To twój utwór - było to bardziej stwierdzenie, niż pytanie.
Olivier z uśmiechem pokiwał głową.
- Ciągle siedzi mi to w głowie - przyznał. - Kiedy mam gitarę w dłoniach, ta melodia wychodzi spod moich palców niemal odruchowo...
- I dobrze. Jest piękna - stwierdziłam z prostotą, spoglądając przez okno, na którym siedziałam, na pochłoniętą przez ciemność nocy okolicę. Sierp księżyca wisiał wysoko na niebie, nie było jednak można dostrzec dziś zbyt wielu gwiazd. Domyślałam się, że musi być już środek nocy. Późno było już gdy zaczynaliśmy naszą wycieczkę po ośrodku, a zwiedziliśmy niemało pomieszczeń, każdemu poświęcając dużo czasu. Płynnym ruchem zeskoczyłam z parapetu, obejmując się w pasie ręką. - Już późno - zauważyłam cicho. - Powinniśmy wracać do pokoi.
- Coś nie tak? - zapytał Olivier, obserwując mnie uważnie. - Zimno ci? - zauważył najwyraźniej mój gest i uznał go za oznakę zmarznięcia.
- Nie odczuwam zimna - zapewniłam go z cichym śmiechem, zaraz jednak spoważniałam. - Co prawda jutro zajęcia zaczynają się później, nie zmienia to jednak faktu, że jeśli nasze zwiedzanie potrwa dłużej, nie damy radę na nie wstać.
- Masz rację - potwierdził chłopak, przepuszczając mnie w drzwiach sali, gdy wychodziliśmy, po czym zamknął je za nami.
- Zawsze mam rację - zaśmiałam się, chociaż sama nie wierzyłam do końca w to stwierdzenie. Olivier chyba tez nie dał wiary, gdyż posłał mi złośliwy uśmiech i uniósł pytająco brew. Nie odpowiedziałam jednak, kierując się na piętro, na którym znajdowały się sypialnie uczniów.
- Jutro możemy dokończyć naszą wycieczkę... Jeśli będziesz chciał - dodałam po chwili.
Dziś byłam pierwszą osobą, którą spotkał, był więc na mnie skazany. Rano jednak miał okazję poznać innych i dojść do wniosku, że moje towarzystwo nie jest zadowalającą opcją. Byłam pewna, że nie zabraknie mu adoratorek oraz że znajdzie tu przyjaciół. Jeśli przy innych zachowywałby się tak, jak dziś przy mnie, obdarzenie go sympatią nie byłoby trudne. Ja zaś byłam pewna, że wraz ze wschodem słońca, ja znów stanę się milczącą, wycofaną Bianką, z którą nikt nie zamienia słowa i każdy uważa za egoistyczną i wredną...

(Olivier?)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz