- Dylan… - zaczęła.
- Nie! - warknąłem, odwróciłem się na pięcie, aby od niej uciec.
- Dylan, ból się zwiększy, rozumiesz?! - krzyknęła, wtedy to już wszyscy się na mnie patrzyli. - Będzie cię paraliżował, wspomnienia będą powracały jeszcze szybciej i jeśli jakimś cudem twój organizm to wytrzyma, to zostanie z ciebie psychiczny trup! Sam sobie nie poradzisz.
- Może nie chcę sobie radzić - odwróciłem się. - I przestań się na mnie wydzierać.
- Przebadaj się.
- To mnie zmuś - uśmiechnąłem się szyderczo. - No właśnie. Dziękuję, za fascynującą rozmowę.
- I chcesz ponownie wejść do otchłani swojego umysłu? Tym razem mogę cię nie uratować. Jesteś za silny.
- Dokładnie, podkreślmy słowo SILNY.
- To igranie z ogniem.
- Niebiańskim do tego - prychnąłem.
- Nic o sobie nie wiesz.
- A ty wiesz?
- Wiem więcej.
- Wydaje ci się - coraz więcej ludzi się wokół zbierało.
- Jesteś gówniarzem, który nic nie wie i zabijesz siebie i przy okazji możesz zabić setki innych osób i nawet nie będziesz tego świadomy! Więc zamknij się i marsz do szpitala!
- I już pierwszy błąd. Zawsze jestem świadomy, w jakiejś części - odparłem ciszej. Spojrzała na mnie, proszę tylko nie współczucie.
- Dylan… o Jezu...
- Po prostu mnie zostaw - odparłem i odwróciłem się aby zacząć ich w tym samym kierunku, co przed chwilą. Mój wzrok spotkał June i Arianę, które stały wśród tłumu. Przecież nie mogło być inaczej. Ludzie ustępowali mi z drogi… jeszcze bardziej się mnie bali. Pięknie. Kiedy tylko skręciłem, zacząłem biec, zatrzymałem się dopiero w pokoju. Zamknąłem drzwi, oparłem się o niej i po chwili zsunąłem się na ziemię. Oglądałem moją bliznę. Dlaczego? Nie to złe pytanie… Powinienem raczej zapytać, ile mi zostało. Tym razem nie zamierzam nic z tym robić. Ten cykl chcę przeżyć normalnie. Muszę. Było mi tak cholernie wstyd, ponieważ widziało to tak wiele osób. Krzyczałem z bólu. Ja! I ta scena, akurat teraz, kiedy wszyscy ledwo co zapomnieli ostatnią scenę, tylko wtedy jeszcze dołączył się Smith. Wielka kłótnia, za którą mało co nie zostałem wyrzucony, szczególnie, że ostatecznie przyjebałem Thomasowi. Męczą mnie. Cały mój pobyt tutaj ta dwójka mnie męczy i próbuje mnie przekonać, żebym coś z tym zrobił, ale co można zrobić ze sobą? A to jestem ja. To część mnie. W tym cyklu wytrzymam, wreszcie osiągnę pełnię mocy albo zginę. Inaczej zwariuję. Nie mam wszystkich wspomnień, ale czuję, że od wielu wieków czegoś mi brakuje i od niedawna wiem, że już długo nie przybrałem mojej prawdziwej postaci, tylko używałem jej zdolności. Sam sobie nie dam rady? A może nie zostanę z tym sam. Mam nadzieję. Jednak June musi pomóc najpierw sobie. Zostaje jedna osoba. Tylko to irytująca dziewczyna, która mnie nienawidzi.
Ari?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz