2017-03-02

Od Olivier'a - C.D Bianki

     - Nie zdziwiłbym się, gdyby okazało się, że przeczytałaś wszystkie dzieła Shakespeare'a, klasykę typu Wichrowe Wzgórza Brontë, Dumę i uprzedzenie  Austen... - zacząłem, tym samym sprawiając, że dziewczyna zaczęła opowiadać o książkach, czego w milczeniu i lekkim zdziwieniu słuchałem. Sam nie przepadałem zbyt za klasykami, co nie zmieniało faktu, że kilka przeczytałem. Przez puste i zaciemnione korytarze dalej szliśmy w milczeniu, każdy zagłębiony w swoich myślach.
     Ukradkiem spojrzałem na jasnowłosą, która szła u mojego boku. Delikatnie się uśmiechała, wpatrując zawzięcie w podłogę. Musiała przypomnieć sobie o czymś miłym, albo jakimś cudem dostrzec, jak na nią patrzę. Dla pewności odwróciłem spojrzenie, i korzystając z okazji spojrzałem przez wielkie okno po mojej prawej stronie. Mimo ciemności dostrzegłem zarysy liści i korzeni, oraz przebijający się przez korony drzew księżyc, świecący nadal silnym blaskiem. Bianka wyglądem przypominała mi trochę siostrę, co zdążyłem zobaczyć dopiero teraz, kiedy podniosła głowę. Ten sam delikatny wygląd, dający wrażenie jakby lalki, blada skóra i jasne włosy.
Co do zachowania, różniło się. Malia była twardą i niezależną kobietą, lecz mimo wszystko miała chwile słabości, wtedy też uświadomiłem sobie, że wcale nie jest taka silna, na jaką wygląda. W rzeczywistości wszystko ją przerastało i nie mogła poradzić sobie z wieloma rzeczami. Na tamto wspomnienie ogarnęły mnie wyrzuty sumienia. Szybko jednak się otrząsnąłem, przypominając sobie, że przyrzekałem jej, że nie będę się nad nią użalał i zrobię wszystko, co mi kazała.
- Hej, Olivier? Żyjesz? - usłyszałem damski głos, a zaraz poczułem rękę na swoim ramieniu, która mną potrząsała. Otrzepałem się ze wspomnień i przeniosłem wzrok na białowłosą.
- Zamyśliłem się. - odparłem po krótkiej chwili. - Wybacz. Mam nadzieję, że nie uznałaś mnie za opętanego, albo coś w tym rodzaju. - dodałem, lekko rozbawiony swoimi słowami. Sam zacząłem się dziwić, jak zachowuję się przy Biance. Zwykle w towarzystwie milczałem i byłem na wszystko obojętny, ale przy niej nie potrafiłem pozostać w milczeniu.
- Na razie nie. - zachichotała, a kiedy dotarliśmy do wielkich, drewnianych drzwi, na około których roiło się od najróżniejszych wzorów i zdobień, wskazała na nie gestem. Musiały prowadzić do czegoś ważnego, a przynajmniej tak podejrzewałem. - Oto jadalnia. - powiedziała, jak najstaranniej otwierając wrota, aby nie zaskrzypiały, w czym jej pomogłem. Przecisnęliśmy się przed małą dziurę, aby nie narobić hałasu otwierając drzwi na oścież.
     Kiedy tylko wszedłem do środka, w oczy rzuciły się ogromne okna na przeciwko mnie, rozpościerające się na całą ścianę. Dawały mnóstwo światła księżyca, dzięki czemu bez światła dobrze widziałem kontury poszczególnych rzeczy. Ogromny, drewniany stół na środku sali przypominał mi królewskie uczty, które kojarzyły mi się właśnie z takim pomieszczeniem. Stół był bogato zdobiony, najróżniejszymi wzorami, a na nim zastawa niczym z średniowiecznego zamku. Prócz tego dość wysokie krzesła, z takiego samego drewna i o podobnych zdobieniach.
- Całkiem przytulnie. - stwierdziłem, spoglądając na Biankę.
- Tak. Szczególnie pięknie jest tu o wschodzie i zachodzie słońca... - rozmarzyła się jasnowłosa, cicho wzdychając. - Za dnia można dostrzec nawet jeziorko, które mieści się dość daleko stąd. - dodała, posyłając mi serdeczny uśmiech.
- Mhm... Domyślam się. - odwzajemniłem uśmiech, tym razem lekko ironiczny. - Chyba nie ma sensu dłużej tutaj zostawać. Możemy iść dalej. - dodałem nieco ciszej, patrząc pytająco na dziewczynę.

Bianka?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz