2017-03-12

Od Camryn C.D. Josha

Jakby to ładnie ująć… olałam na moment swojego towarzysza, by poszukać pomieszczenia, który miał być moim nowym lokum. A drzwi na korytarzu trochę było. W pewnym momencie spojrzałam za siebie. Josh odcięty od świata zewnętrznego, szedł powoli. Skupienie wymalowane było na jego twarzy. Wychodziło na to, że myślał nad czymś.  Jeszcze przez własne nogi się przewróci. Jak z dzieckiem.
Stanęłam na jego drodze. Myślałam, że mnie zauważy i się zatrzyma, jednak było inaczej. Wpadł na mnie, ale jednak otrząsnął się i wrócił do rzeczywistości. Wbiłam mu kilka razy palec w jego klatę.
- W końcu wróciłeś. – westchnęłam, cofając się o kilka kroków w tył.
- Gdzie wróciłem? – uniósł jedną brew. Ręką zagarnął lekko przydługie włosy do tyłu. Trzasnęłam sobie otwartą dłonią w czoło.
- Bardzo zamyślony byłeś.
- Umiesz tylko błędy człowiekowi wytykać. – zaśmiał się. 
- To nie ja potykam się o własne nogi. 
Numer, który widniał na drzwiach, zgadzał się z tym na kluczu. Nareszcie znalazłam odpowiednie drzwi. Włożyłam klucz w zamek. Po chwili do moich uszu dotarł zgrzyt, oznaczający otwarcie zamka. Niepewnie otworzyłam drzwi. Z ciekawością zajrzałam do pokoju. Nawet w tym pomieszczeniu było widać przepych, który był w całym budynku. Stojąc tutaj, czułam się jak w innej epoce. Niesamowite, chodź trochę przesadzony wystrój. Ale co zrobić, najważniejsze, że jest gdzie spać. 
Znowu do moich uszu dobiegł cichy śmiech. Nie przejęłam się nim zbytnio. Klucze jak i torbę, rzuciłam niedbale na łóżko. Podeszłam do okna, zza którego roztaczał się nawet ładny widok. Jednak przygoda z tym miejscem, może być nawet ciekawa. 
- Musisz tak rżeć. – zaśmiałam się, przyglądając mu się kątem oka. 
- Przecież mam ładny głos jak i śmiech. – zauważył, kładąc druga torbę na łóżku. 
- Jakie to… 
- Irytujące? – dokończył. 
- Czytasz mi w myślach, hm?
- Nie mam niestety takich zdolności. – wzruszył ramionami. – Ale czasem do przewidzenia jest to, co chcesz powiedzieć.
- Jestem tak bardzo przewidywalna?
- Z niektórymi rzeczami tak.
- Spokojnie, staruszku. – poklepałam go lekko po ramieniu, gdy podeszłam do łóżka. Zaczęłam przeszukiwać torbę w poszukiwaniu odpowiednich ciuchów. Czas się rozejrzeć na zewnątrz. Nigdy nie jest za późno na bieganie. – Możesz już iść.
- A gdzie małe, dziękuję?
Wyprostowałam się i spojrzałam na niego. Chytry uśmieszek nie schodził mi z twarzy.
- Hmm… - udałam zamyśloną. – Bardzo daleko. 

< Josh? >

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz