Stanęłam na jego drodze. Myślałam, że mnie zauważy i się zatrzyma, jednak było inaczej. Wpadł na mnie, ale jednak otrząsnął się i wrócił do rzeczywistości. Wbiłam mu kilka razy palec w jego klatę.
- W końcu wróciłeś. – westchnęłam, cofając się o kilka kroków w tył.
- Gdzie wróciłem? – uniósł jedną brew. Ręką zagarnął lekko przydługie włosy do tyłu. Trzasnęłam sobie otwartą dłonią w czoło.
- Bardzo zamyślony byłeś.
- Umiesz tylko błędy człowiekowi wytykać. – zaśmiał się.
- To nie ja potykam się o własne nogi.
Numer, który widniał na drzwiach, zgadzał się z tym na kluczu. Nareszcie znalazłam odpowiednie drzwi. Włożyłam klucz w zamek. Po chwili do moich uszu dotarł zgrzyt, oznaczający otwarcie zamka. Niepewnie otworzyłam drzwi. Z ciekawością zajrzałam do pokoju. Nawet w tym pomieszczeniu było widać przepych, który był w całym budynku. Stojąc tutaj, czułam się jak w innej epoce. Niesamowite, chodź trochę przesadzony wystrój. Ale co zrobić, najważniejsze, że jest gdzie spać.
Znowu do moich uszu dobiegł cichy śmiech. Nie przejęłam się nim zbytnio. Klucze jak i torbę, rzuciłam niedbale na łóżko. Podeszłam do okna, zza którego roztaczał się nawet ładny widok. Jednak przygoda z tym miejscem, może być nawet ciekawa.
- Musisz tak rżeć. – zaśmiałam się, przyglądając mu się kątem oka.
- Przecież mam ładny głos jak i śmiech. – zauważył, kładąc druga torbę na łóżku.
- Jakie to…
- Irytujące? – dokończył.
- Czytasz mi w myślach, hm?
- Nie mam niestety takich zdolności. – wzruszył ramionami. – Ale czasem do przewidzenia jest to, co chcesz powiedzieć.
- Jestem tak bardzo przewidywalna?
- Z niektórymi rzeczami tak.
- Spokojnie, staruszku. – poklepałam go lekko po ramieniu, gdy podeszłam do łóżka. Zaczęłam przeszukiwać torbę w poszukiwaniu odpowiednich ciuchów. Czas się rozejrzeć na zewnątrz. Nigdy nie jest za późno na bieganie. – Możesz już iść.
- A gdzie małe, dziękuję?
Wyprostowałam się i spojrzałam na niego. Chytry uśmieszek nie schodził mi z twarzy.
- Hmm… - udałam zamyśloną. – Bardzo daleko.
- Nie mam niestety takich zdolności. – wzruszył ramionami. – Ale czasem do przewidzenia jest to, co chcesz powiedzieć.
- Jestem tak bardzo przewidywalna?
- Z niektórymi rzeczami tak.
- Spokojnie, staruszku. – poklepałam go lekko po ramieniu, gdy podeszłam do łóżka. Zaczęłam przeszukiwać torbę w poszukiwaniu odpowiednich ciuchów. Czas się rozejrzeć na zewnątrz. Nigdy nie jest za późno na bieganie. – Możesz już iść.
- A gdzie małe, dziękuję?
Wyprostowałam się i spojrzałam na niego. Chytry uśmieszek nie schodził mi z twarzy.
- Hmm… - udałam zamyśloną. – Bardzo daleko.
< Josh? >
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz