2017-03-05

Od Lyon'a C.D. Nico

 Dziś nastał ten dzień. Miałem przenieść się do tej akademii, która miała mi pomóc w zrozumieniu tego wszystkiego. Rodzice wyszli do już do pracy, a Caitlin do szkoły, dlatego pożegnali się wcześniej. A ja, cóż. Zostałem sam w pustym mieszkaniu. Z niewiadomych przyczyn chciałem tam znaleźć się jak najszybciej. Pragnąłem przemierzyć każdy centymetr tamtej okolicy. Jednak jakaś cząstka mnie, nawet już teraz, tęskniła za rodziną. Dom, znajomi. Wszystko właściwie zostawiam. Zostawiłem tylko kartkę i wyruszyłem.
 Cały ośrodek usytuowany był na niemalże kompletnym odludziu. Trochę mi zajęło znalezienie go, ale udało się. Budynek był ogromny. Ekscytacja, która się teraz we mnie nagromadziła, była wręcz namacalna, ale z drugiej strony napawał mną lekki strach, że się tam po prostu zgubię. No, ale raz się żyje, prawda? Po przekroczeniu samego progu, poczułem coś dziwnego. Jakby ktoś mnie stłumił lub coś w tym stylu. Po szybkich oględzinach w swojej głowie stwierdziłem, że styl wnętrz jest chyba zbyt depresyjny, mroczny i napawa o smutek. Aczkolwiek miał w sobie też tą nutkę tajemniczości, która poniekąd mnie cieszyła. 
 Pomimo takiej ilości pomieszczeń udało mi się odnaleźć mój pokój. Tu również doznałem małego szoku. Sypialnia była ogromna, niczym dwa pokoje w moim domu. No, może trochę mniejsza, a w jej centrum stało wielkie łoże. Nie mogłem się powstrzymać. Zostawiłem wszystko co miałem i rzuciłem się na nie, sprawdzając jego miękkość i wygodność. Cudowne, jakbym leżał na jakiejś chmurze albo stercie pierza. Następnym krokiem było rozpakowanie się, co ze względu na mój dar trwało zaledwie pięć minut. Potem do oceny wziąłem łazienkę, która do małych też nie należała. Jednym słowem - czułem się jak w jakimś zamku. Podszedłem do okna, z którego rozciągał się widok na najbliższą okolicę. Chciałem to wszystko zobaczyć. Pogoda dodatkowo dopisywała, więc chyba nie byłbym sobą, gdybym nie skorzystał z takiej okazji. Przebrałem się w coś wygodnego i szybko ruszyłem na małą eksplorację terenu. Było po prostu niesamowicie. Przecinałem powietrze, a moje włosy samoistnie się potargały. 
 Mój bieg zapewne trwałby nadal, gdyby nie pewien ktoś, na którego wpadłem. Natychmiast się zatrzymałem. Owy ktoś okazał się być chłopakiem. Biedaczyna odleciał kawałek, lądując na swoim zadku. Powiedział coś i jęknął. Natychmiast się otrząsnąłem, podchodząc do niego.
- Nic ci nie jest? Naprawdę przepraszam. Biegłem tak szybko, że cię nie zauważyłem- wyciągnąłem w jego stronę rękę, pomagając mu wstać- Wszystko w porządku? Nie zaprowadzić cię do pielęgniarki?- zasypałem go pytaniami.

<Nico?>


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz