Podróż była długa - zdecydowanie zbyt długa. Miałam taki jet lag, że jedyne, czego pragnęłam, to położyć się spać (albo zabić najbliżej stojącą osobę).
- Ja pierdzielę. - jęknęłam, wchodząc do wnętrza akademii. Maggie, Rost i Lin podążyli za mną, rozglądając się wokół. Chyba nie wyobrażaliśmy sobie tej budy w ten sposób - Z jakich czasów pochodzi ten budynek? Z epoki kamienia? Dam głowę uciąć, że nie ma tu nawet pojedynczego komputera.
- I dlaczego jest tu tak dużo osób? - Maggie przewróciła oczami. W głównym holu panował taki tłok, że ledwo byłam w stanie dojrzeć recepcję, a i ludzie chyba zdawali się niezbyt przejmować faktem, że są ściśnięci jak sardynki w puszce.
- Dobra... - westchnęłam, szukając jakiegoś przejścia, wolnej ścieżki o przynajmniej pół metra szerokości, którą moglibyśmy jako-tato przedostać się do rejestracji - Musimy dostać się do tej pikolonej recepcji.
Wreszcie jakaś blondlaska raczyła odsunąć swój zadek na prawą stronę, a naszym oczom ukazało się w miarę szerokie przejście. Rzecz jasna, od razu skorzystaliśmy z tej szansy życia, i przecisnęliśmy się pomiędzy uczniami wprost do recepcji.
- Dobry. - przywitałam się z młodym brunetem, wyglądającym na całkiem ogarniętego faceta - Przybyliśmy do akademii... nasza czwórka. - dodałam, kiedy reszta mych przyjaciół przedarła się przez niekończące się warstwy uczniów - Wszystkie papiery są... tutaj. - mówiąc to, wyjęłam z mej podniszczonej już bardzo torby plik kartek.
- A więc... - zaczął recepcjonista uprzejmie, rozdzielając arkusze - ... ty jesteś pani... Sona Andrenyi, jak mniemam?
- Otóż to. - skinęłam głową.
- Dzielisz pokój z twoją koleżanką... - tutaj podał mi kluczyk - ... Maggie Arbuthnott, czy tak?
- Mhm... - Mag podeszła do biurka, ukazując się recepcjoniście - To ja.
Urok osobisty mej przyjaciółki zadziałał najwyraźniej na młodego chłopaka, gdyż patrzył na nią przez chwilę. Nie dało się nie zgodzić z faktem, że Maggie była bardzo ładną dziewczyną i podobała się wielu samcom.
- ... Dobrze. - zreflektował się recepcjonista, kiwając głową - Możecie iść. A wy, młodzi panowie, to, jak widzę, Rost Ohlsson i Lin Debenham?
Chłopacy dołączyli do nas chwilę po tym, jak odebrali swoje klucze. Nasze pokoje znajdowały się dość daleko od siebie, co niezbyt mi się spodobało, lecz ustaliliśmy od razu, że raz na jakiś czas możemy wszyscy u siebie nocować... o ile nie jest to zabronione w kodeksie - zresztą, z drugiej strony, zasady są po to, aby je łamać.
- Słuchaj, Mag, idę po herbatę. Jest tu w cholerę zimno. - zauważyłam, gdy częściowo się rozpakowałyśmy - Powinna być w stołówce.
- Okej, idź. - mruknęła dziewczyna, nie podnosząc wzroku znad lusterka, w którym poprawiała makijaż.
Trochę pobłądziłam (ta akademia wygląda jak jakiś, kurna, średniowieczny zamek), zanim dotarłam do celu, ale, ku mojemu szczęściu, na stołówce znajdował się stolik z pudełkami pełnymi torebek herbaty. Czajnik stał tuż obok, dlatego zrobienie napoju błogości nie zajęło mi dużo czasu. Wzięłam szklankę do ręki, kiedy telefon zabuczał - zapewne napisał do mnie któryś z chłopaków. Szłam więc, z nosem w ekranie, powolutku, by nie rozlać herbaty, i, jak to ja, wpadłam na kogoś. Gorąca zawartość szklaneczki wylała się na bluzkę nieszczęśnika, a ja natychmiast olałam wiadomość od Rosta i uniosłam wzrok.
- O, ch... - moje piękne, soczyste przekleństwo zostało wprawnie przerwane przez widok przede mną. Zdumiony (a i nieziemsko przystojny) chłopak patrzył na swoją koszulkę. To działo się zbyt szybko; tak, że zanim zdążył jakkolwiek zareagować, zreflektowałam się zupełnie.
- Wybacz, wybacz, wybacz! - powtarzałam, niczym w amoku, i jednym susem doskoczyłam do blatu, skąd wzięłam chusteczki - Moja wina, nie uważałam, o, kur*a, wybacz.
Chociaż przeklinanie, od którego byłam poniekąd nieszczęśliwie uzależniona, w obecności tego chłopaka było dość niezręczne, nie mogłam się powstrzymać. Z uśmiechem pełnym skruchy wcisnęłam mu chusteczki w dłoń, patrząc na niego przepraszająco.
- Jezu, wynagrodzę ci to, prze-pra-szam. - mimo, że już otwierał usta, by coś powiedzieć, nie dałam mu dojść do słowa - Fak no, nie bądź zły. - i tutaj wreszcie umilkłam.
Jon? xd
Na Realm Ascent tak dobrze mi się z Tobą pisało, więc piszę i tutaj :D
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz