2017-03-01

Od Bianki C.D. Olivier'a

Słysząc jego zarzut, uśmiechnęłam się tylko, wzruszając ramionami. Miał rację, przyglądałam mu się. Jego ciemnym włosom, ciemnym oczom, lekko opalonej skórze, pokrytej tatuażami. Stanowił idealne przeciwieństwo mnie - białowłosej, szarookiej, bladej. Był też wyższy o jakieś dziesięć centymetrów i umięśniony, to było widać po sposobie, w jaki układały się na nim ubrania. Tak, znając tyle szczegółów, nie dało się ukryć, że mu się przyglądałam.
- Skoro ty patrzyłeś, ja nie mogłam? - odgryzłam się rozbawiona. - Chodź.
Chłopak nie zdołał powstrzymać uśmiechu, który od razu sprawił, że jego twarz rozpromieniła się i ruszył za mną, gdy skierowałam się doskonale znanym sobie korytarzem do biblioteki. Wiedziałam, że ta wyprawa nie zakończy się szybko z uwagi na to, że biblioteka zajmowała dużą powierzchnię ośrodka i była wielopiętrowa. Wątpiłam, by kiedykolwiek ktoś nie znalazł w jej zbiorach czegokolwiek na dowolny temat. Według mnie taka skarbnica mieściła chyba po egzemplarzu każdej z ksiąg, jaką kiedykolwiek wydano. Od razu przywodziła mi na myśl te wszystkie wspaniałe biblioteki wspaniałych książąt z bajek, które opowiadała mi w dzieciństwie mama.

Gdy wreszcie doszliśmy do drzwi prowadzących do biblioteki, otworzyłam je ostrożnie, nie chcąc, by zaskrzypiały. Nocne wędrówki na pewno nie były mile widziane, a ja nie zamierzałam nikomu podpaść. Weszliśmy do ogromnego pomieszczenia, a gdy Olivier podniósł wzrok do góry, widziałam jak spoglądał z niedowierzaniem na mostki łączące piętra biblioteki i tworzące przejścia.
- Jeśli naoglądałeś się tych wszystkich filmów o bibliotekach z tajemnymi przejściami, to mogę cię zapewnić, że tutaj się nie rozczarujesz - szepnęłam, nie chcąc zbytnio niszczyć otaczającej nas ciszy. Z kieszeni bluzy wyjęłam małą latareczkę, którą włączyłam i podeszłam do najbliższego regału, sunąc palcem po grzbietach bogato zdobionych okładek wiekowych ksiąg.
- Coś czuję, że to miejsce będzie potrzebowało wielu godzin, by je poznać - stwierdził chłopak.
- Zapewne - przytaknęłam, zabierając dłoń i chowając ją do kieszeni. - Boję się, że coś zniszczę. Te wszystkie księgi wydają się tak kruche... - zaczęłam.
Widząc, że Olivier odszedł w stronę innych zakamarków pomieszczenia, uśmiechnęłam się, po chwili idąc za nim. Gdy już przeszliśmy całe pierwsze piętro biblioteki, postanowiliśmy wrócić do wyjścia i iść dalej, do jadalni i innych pomieszczeń w ośrodku.
- Pasujesz do tego miejsca - powiedział po chwili milczenia Olivier, spoglądając na mnie co chwilę. - Nie zdziwiłbym się, gdyby okazało się, że przeczytałaś wszystkie dzieła Shakespeare'a, klasykę typu Wichrowe Wzgórza Brontë, Dumę i uprzedzenie  Austen... - zaczął.
- Och, co do tego masz świętą rację - zaśmiałam się. - Znam też dzieła Oscara Wilde, Karola Dickensa, Margaret Mitchell... Można powiedzieć, że byłam na tym wychowywana w równym stopniu co na baśniach Andersena - zapewniłam chłopaka. - Czytałam jednak o wiele więcej książek, z różnorodnych gatunków... Nie wiem, czy uwierzysz, ale nawet mi księżniczki i damy nudzą się po czasie - dodałam zgryźliwie.
Doskonale wiedziałam, że mój wygląd i zachowanie sprzyjają postrzeganiu mnie jako jednej z niedostępnych 'księżniczek', nie byłam jednak nawet w połowie taka, jak one, chociaż byłam na taką wychowywana. Nawet mój stary przyjaciel, Jon, widząc kilkuletnią mnie w pięknej, strojnej sukience, nienagannie się zachowującą, na początku uważał mnie za kolejną nudną dziewczynkę. Szybko jednak zmieniłam jego postrzeganie mnie, wymierzając mu solidnego kopniaka i bijąc się z nim, dopóki nie porwaliśmy mojej pięknej sukienki. Oczywiście czekała mnie za to niezła bura od mamy, jednak zyskałam przyjaciela. Uśmiechnęłam się do swoich wspomnień.

(Olivier? c: )

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz