Często tak jest, że zrażam do siebie nieświadomie ludzi, których bardzo krótko znam. Wszystko przez kilka słów, które nieprzemyślane powiem, albo przez moje nieodpowiednie zachowanie. Cóż, taka jest moja osoba. Zrąbany charakter i nastawienie do danej sytuacji, może zmienić wszystko w jednej chwili. Jak to się mówi, każdy człowiek ma swój urok.
Zabierając w ostatniej chwili swój telefon, poszłam w ślady chłopaka. Opuściłam pomieszczenie, zamykając drzwi na klucz, by żaden obcy człek, nie wszedł mi do środka. Kilka metrów dalej, Josh stał, wyczekując na mnie. Lekko tupał lewą nogą. Czy trochę go irytowało moje zachowanie? Oj. Przykro mi.
- Gdzie najpierw idziemy, panie przewodniku? – zapytałam, przystając obok niego.
- Co przykuło najbardziej twoją uwagę?
- Całe to miejsce przykuwa powagę. – odparłam, idąc obok niego. – Ale interesują mnie tereny, które rozpościerają się wokół tego miejsca.
- Czemu akurat miejsca na zewnątrz?
- Bo chcę poznać miejsca, gdzie mogę spokojnie pobiegać. – wzruszyłam ramionami. – Przecież wiecznie nie będę siedziała w jednym miejscu. To nudne.
- Dobre podejście. – zaśmiał się.
- Niby tak.
Pomiędzy nami panowała cisza. Jednak nie przeszkadzało mi to jakoś specjalnie. Wręcz przeciwnie.
- Czemu się nie odzywasz? – dziabnął mnie lekko w bok, zwracając na siebie moją uwagę.
- Czasem lepiej jest milczeć, niż rozmawiać o bezsensownych rzeczach. – odparłam.
- Bo chcę poznać miejsca, gdzie mogę spokojnie pobiegać. – wzruszyłam ramionami. – Przecież wiecznie nie będę siedziała w jednym miejscu. To nudne.
- Dobre podejście. – zaśmiał się.
- Niby tak.
Pomiędzy nami panowała cisza. Jednak nie przeszkadzało mi to jakoś specjalnie. Wręcz przeciwnie.
- Czemu się nie odzywasz? – dziabnął mnie lekko w bok, zwracając na siebie moją uwagę.
- Czasem lepiej jest milczeć, niż rozmawiać o bezsensownych rzeczach. – odparłam.
- Znowu smutny widok.
- Niby dlaczego smutny od razu, hm?
- Cisza i spokój do ciebie kompletnie nie pasują. – puścił do mnie oczko. – A przecież jesteś energiczną dziewczyną.
Chytry uśmieszek pojawił się na mojej twarzy. Teraz to ja dziabnęłam do w bok, na co lekko podskoczył w miejscu. Spojrzał na mnie lekko urażony. Świetnie umie udawać.
- A to niby za co? – zapytał, krzyżując ręce na klacie.
- Za życie i miłość do ojczyzny. – zaśmiałam się.
Dość szybko znaleźliśmy się w głównym holu. Otworzyłam drzwi. Od razu, delikatny wiaterek owiał moją twarz, roztrzepując moje włosy na wszystkie strony. Jako to irytujące. Przeczesałam dłonią włosy, zagarniając je do tyłu.
- Staruszku, gdzie idziemy teraz?
< Josh? >
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz